Kolce sprawiedliwości

poniedziałek, 2 października 2017

Analiza analizy w analizie #1 Analiza analizy "After" 1/3

na gifełku różne ludzie zakładają okulary
Wiem, że tęskniliście. Zapraszam na festiwal bezbecji, nieśmiesznych żartów i nieudolnych prób bycia zabawną. A tak na serio: nie zawsze będzie śmiesznie, bo czasem ręce opadają tak bardzo, że po prostu nie da się skomentować tego w zabawny sposób. W każdym razie odwiedzimy gimnazjum, eee, to jest Instytut Danych z Dupy, zapewnimy, że nie jesteśmy psychologiem, ale potem i tak się w niego zabawimy i zanurzymy się w oceanie żenady.

Sami tego chcieliście.
Wiem, że miało być w piątek, ale Shun mi kazała.


Krótkie orędzie do narodu
Zaczniemy z grubej rury.
Speaking your opinion in 2016
I to sugerando, że nie jest się ałtoreczką, tylko, no, wiecie... MAM NIEPOPULARNĄ OPINIĘ. WCALE NIE GŁUPIĄ, NIEPOPULARNĄ, DOTARŁO?
TO JEST MOJA I TYLKO MOJA SUBIEKTYWNA OPINIA. Jeżeli ktoś ma problem ze zrozumieniem tego zdania – odsyłam do Internetu.
 To takie „odsyłam do literatury” na miarę XXI wieku.

Albo do szkoły, bo czytania ze zrozumieniem uczy się tam. 
#Yoda | Jestem pewna, że sporo z nas szkołę skończyło... no, kilka lat temu. Chociaż nie, ja mentalnie tkwię w gimbazie. DAWAJ NA SOLO PO PSZYRZE!!!!!!11111


Zadam Wam teraz podstawowe pytanie: po co tu jesteście?
#Philosoraptor
PS Tak, tak wygląda cały!
Po co jesteśmy? Skąd przybywamy? Dokąd zmierzamy?


Jeżeli odpowiedź brzmi "jestem fanką "Aftera" oraz jego najzagorzalszym obrońcą", to z miejsca sobie darujcie, bo marnujecie nie tylko mój czas, ale i swój, a żyjemy w takim okresie, że czas to pieniądz.
Co do pierwszej części zdania: ( ͡° ͜ʖ ͡° )
A co do drugiej: mówi to osoba, która zajmuje się tak czasochłonnym i nieopłacalnym zajęciem jak analizy tekścików z Odpada...
OH WAIT.

Jakieś osoby mogą także nazwać mnie zakompleksioną i nieoryginalną laską, próbującą naśladować osoby, które UMIEJĄ robić analizy.
Nie, nie powiem ci tego. Natomiast wypiszę ze sto powodów*, dlaczego nie powinnaś się tym zajmować.
*możecie liczyć

nie śmiem nawet porównywać się do Beige lub Maryboo, które bardzo wnikliwie przeanalizowały całą sagę "Zmierzch" i zrobiły to BARDZO DOBRZE. Podobna może być sama idea kategorii (a jeżeli jakieś będą się powtarzać, to najprawdopodobniej będzie to zwykły przypadek), ale, BŁAGAM, nie porównujcie mnie do nich. Ja nie zasługuję na taki przywilej, a one na taki przytyk. 
Jak dokonać samozaorania w pierwszym pościku na Wattpadzie, odcinek 1.

I żeby była jasność – nie jestem jakimś laikiem, który tak z dupy pojawił się na Wattpadzie i próbuje tutaj wojować trzydziestoma dwiema literkami.
To może być dla ciebie strasznie, ale ludzie generalnie nie biorą się z dupy. Ale tu już trzeba zagłębić się w biologię.
Znam realia tego portalu i jestem jego AKTYWNYM członkiem.

Nieskromnie powiem, że możecie mnie znać, ale na tym koncie pozostaję po prostu Liv.
JESTEM WARZNOM PERSONOM ALE NIE POWIEM WAM O CO HODZI NO NIE BENDEM PUBLIKOWAĆ POD SWOIM PRAWDZIWYM NICKIEM BO JESZCZE BY BYŁ PSZYPAU JAKBY SIEM KOMUŚ NIE SPODOBAO.
Ja na szczęście nie mam już elementarnego poczucia wstydu i godności, więc mogę publikować pod swoim nickiem.


Prolog
Nie lubię dawać długich cytatów, no ale czasem trzeba.
(w ogóle to kursywą będę wrzucać ewentualne cytaty z ksioopka)
College zawsze wydawał mi się najważniejszą, zasadniczą częścią tego, co jest miernikiem wartości człowieka i determinuje jego przyszłość. Żyjemy w czasach, w których ludzie pytają, do jakiej szkoły chodziłeś, zanim zapytają cię o nazwisko.
Dobra, ja jestem gówniarą i słowo „przyszłość" słyszę z taką częstotliwością, z jaką oddycham, ale kurczę, nie. Zapodam bardzo fajny przykład, jakim posłużyła się jedna z pań, która próbowała zmusić nieokiełznane małpy (w tym mnie) do przemyśleń na temat przyszłości i wyboru ścieżki kariery. A wiecie, ona jest ważna. Wszyscy Wam to powiedzą, a jak nie – ja Wam to mówię teraz.
                   
Znacie Henryka Kanię? Jak znacie, to super, a jak nie, to wszystko Wam wyjaśnię. Otóż ten pan jest właścicielem zakładów mięsnych, bardzo dobrze prosperujących. I wiecie co? Skończył zawodówkę, kiedy założył swoją firmę. Wiadomo, nie od razu, bo najpierw pracował jako podrzędny robol, ale to nie zmienia faktu, że doszedł do czegoś w swoim życiu bez magisterki, doktoratu i Bóg wie czego jeszcze. Owszem, kiedy jego przedsiębiorstwo zaczęło się rozkręcać, poszedł na studia, ale nie potrzebował dyplomu, żeby coś zacząć.
Znacie Pana Mietka spod sklepu? No właśnie.
Pan Mietek spod sklepu też wmawiał sobie, że Steve Jobs, Henryk Kania i Bill Gates nie zrobili studiów, a zarobili kokosy. Teraz, właśnie, leży pod sklepem. Bądźmy szczerzy, nie każdy ma mózg Billa Gatesa, żeby poradzić sobie bez wyższego wykształcenia.
Powiem Wam więcej, abstrahując od analizy tak na momencik, kiedy dorosłe życie natrzaska Wam po ryjcach (jak mnie) i będziecie szukać pracy (chyba że już szukaliście), często natkniecie się w ogłoszeniach o pracę na taką rubryczkę jak „wymagania”, które pracodawca stawia swojemu wannabe pracownikowi. Wiecie, co bardzo często się tam znajduje? „Wykształcenie wyższe”. *BA DUM TSS*
Zresztą co złego w tym, że komuś wydaje się, że studia mogą być ważne? Jeśli chce pracować w zawodzie, możliwe, że będzie musiał zdobyć odpowiednie wykształcenie kierunkowe. Co więcej, do wykonywania wielu zawodów potrzeba odpowiednich papierów. Nie zostaniesz lekarzem tylko dlatego, że kiedyś przyłożyłeś babkę lekarską do startej skóry kolegi i poczułeś, że tym samym uratowałeś mu życie. 



A nasza Tessa już w pierwszych zdaniach tej cudownej historii z góry stwierdza, że bez wykształcenia wyższego jesteś bucem bez przyszłości i skończysz na zmywaku. 
Sjp.pl

tyle co: pyszałek, zarozumialec
Ja tam zawsze myślałam, że zarozumiali to są ludzie z praw... to znaczy ludzie po studiach. A nie ludzie ze zmywaków.
(btw. wstyd to kraść, nie pracować na zmywaku)

Wyżej sra, niż dupę ma: 1
Trochę nie ogarniam, analizatorka samej sobie przyznaje te punkty?

Bohaterka rozwodzi się na temat swojej przyszłości, którą perfekcyjnie zaplanowała jej mamusia, a ona, jako ta dobra i ułożona córeczka, grzecznie wykonuje polecenia rodzicielki, nie zgłaszając żadnych sprzeciwów. 
No to akurat się zdarza. Nie często, co prawda, ale jednak. Ogólnie mam wrażenie, że analizatorka czepia się wszystkiego, niekoniecznie tego, co w tak złej lekturze powinno się wytknąć.

Potem coś gdera, że idąc na uniwerek, nie spodziewała się, że będzie miała większe problemy niż wybór zajęć dodatkowych, a tu taka niespodzianka. 
Kto poszedł na studia i zderzył się z USOSem, zrozumie rozterki bohaterki. Kto nie miał USOSa ten zasypiał bez stresu częściej, niż może sobie wyobrazić. I nadal ma działający klawisz F5.



kiedy pierwszy raz przeczytałam imię Hardin – zaczęłam śmiać się w niebogłosy, będąc bliska łez. Nie wiem, Anna próbowała się wyróżnić, ale nieszczególnie jej to wyszło. 
Nie czaję, co śmiesznego jest takiego bekowego w używaniu faktycznie istniejących imion w tekście. Ktoś mnie oświeci?
Nie wiem, Liv próbowała się wyróżnić, ale nieszczególnie jej to wyszło.


O zmianach w życiu:
Dlaczego to zawsze dzieje się w momencie, gdy ona poznaje chłopaka, w dodatku tego „złego"?
Syndrom sztokholmski, mówi wam to coś? Albo takie polskie przysłowie: z kim się zadajesz, takim się stajesz?

Tyle się mówi o emancypacji kobiet, ale w takich dziełach przedstawia się obraz dziewczyny, która jest wręcz uzależniona od faceta do tego stopnia, że bez niego nie zrobi jednego kroku. 
Plucie w twarz ofiarom przemocy domowej i toksycznych związków. Robisz to dobrze.

Ale ja jestem masochistką i mam zamiar przeczytać ten (s)twór i go przeanalizować – koślawo i nieumiejętnie, ale hej! Skoro „After" został wydany, to ja mogę bawić się w, pożal się Boże, krytyka. 
...To, że coś można, nie znaczy, że się powinno. ;_;
>koślawo i nieumiejętnie, ale hej!
>szanujcie swój i mój czas
>darujcie sobie komentarze
Wszystko się zgadza. Stwierdzam ałtoreczkę.

Rozdział pierwszy

Pierwsze zdanie daje nam do zrozumienia, że jest wczesny ranek, a budzik Tessy zadzwoni dosłownie za moment.
Mój budzik zadzwoni lada chwila. Pół nocy nie spałam - liczyłam linie pomiędzy panelami na suficie i powtarzałam sobie w głowie plan zajęć.
Wiecie co, nie każdy jest matematykiem. Przykład z życia wzięty: napisałam, że 180-30=120. Da się? Da, ale nie wiem, jak bardzo cienko musiałoby być u kogoś z liczeniem, żeby kilka godzin liczyć linie między panelami. To nawet przebija moje zdolności.
Podobno są tacy ludzie, którzy wszystko biorą dosłownie. Tu macie przykład. Nieumiejętnego działania matematycznego wciśniętego nie wiadomo po co takoż.


Inni mogą liczyć owce, ja planuję. 
Dziewczyno, co ty planujesz? Jak szeroką sypialnię będziesz mieć w przyszłości, aby położyć sobie na suficie wyznaczoną ilość paneli, aby zgadzały się linie między nimi? I gwoli ścisłości - to, że pół nocy nie śpisz, nie robi z ciebie kogoś lepszego od osoby, która ten czas pożytkuje na sen.
Totalnie to widzę, analizatorka siedzi i myśli, że przypieprzanie się do rzeczy zupełnie bez znaczenia w opku i doszukiwanie się piątego dna tam, gdzie go nie ma, przysporzy jej fejmu.
Wiem, bo sama tak robię.
A tak serio: po kiego grzyba ona się do tego przypieprza? Można sobie w głowie planować, co się chce. Nawet największe głupoty, napad na bank, szerokość sypialni czy choćby przetrwanie kolejnego dnia. No ale miało być śmiesznie i w punkt, tyle że nie.
Widzę coś jeszcze, dialog z analizatorką:
A: no co tam u ciebie?
B: a wiesz, kiepsko, pół nocy nie spałam...
A: I CO CZUJESZ SIĘ LEPSZA TERAZ????????!!!!!!!!


Jeżeli ona przez całe życie planuje nie wiadomo co, to gratuluję. Order z ziemniaka wędruje do Tessy Young!
Tymczasem Liv wyznaje tylko złotą zasadę Carpe diem.


Ja rozumiem, że są osoby bardzo wrażliwe, nie lubiące zmian, dla których rozstanie się z rzeczami znanymi jest trudne, ale ona wyjeżdża na studia, a nie przeprowadza się na Antarktydę, żeby na stałe zamieszkać z pingwinami.
BIJACZ, mnie rodzice przerobili sobie mój pokój na sypialnię, jak wyprowadziłam się na studia! A pingwiny są zajebiste.


Pingwin na piłce, wsparcie estetyczne, gifeł


Moja mama też trzaska drzwiczkami szafek. Gdy jest wściekła, że nikt w tym domu jej nie pomaga i sama musi wszystko robić. 

Tym opisem nie robisz sobie dobrej reklamy, wiesz?


Albo chowa jakieś produkty, równocześnie rozmawiając przez telefon i przez przypadek puści drzwiczki szafki, a one zamkną się z hukiem. Lub ma zajęte ręce i po prostu je kopnie, jeżeli to są te dolne szafki.
Dzięki za info. Pozdrów mamę.


I tutaj nasuwa się moje pytanie - jak Tessa doszła do wniosku, że jej mama jest zdenerwowana, słysząc tylko ten trzask? Czegoś takiego nie da się stwierdzić, będąc piętro wyżej i nie widząc lub nie słysząc jakichś wypowiedzianych przez drugą osobę słów (chociażby tego krzyczenia i wyklinania leniwych latorośli).
Pobawię się w Sherlocka, casting na mojego osobistego Watsona odbędzie się w moje urodziny pod pomnikiem Kopernika w Toruniu o godzinę 17:00. Mówię poważnie. Będę czekać z pierniczkami. W każdym razie, wracając do szerlokowania:
NO NIE WIEM, MOŻE PO PROSTU NIE MA W ZWYCZAJU TRZASKAĆ, A TERAZ TO ROBI, BO SIĘ STRESUJE, NIE WPADŁAŚ NA TO?


Od kilku lat nerwowo tego wyczekiwałam. Poświęcałam weekendy na naukę i przygotowania, podczas gdy moi rówieśnicy imprezowali, pili i robili to wszystko, co robią nastolatki, żeby wpakować się w kłopoty.

Nie lubię takiego szufladkowania. To, że ktoś chodzi na imprezy, nie znaczy od razu, że:
Tessa ma 18 lat. W Polsce picie alkoholu dozwolone jest od osiemnastu właśnie, w USA od 21, więc tutaj akurat Tessa słusznie to wytyka. 
Nie samą nauką człowiek żyje i to, że ktoś wyjdzie od czasu do czasu z przyjaciółmi się napić, nie znaczy, że jest zdemoralizowany, no ludzie. 
Nadal mówimy o np. piętnastolatkach żłopiących piwsko w parkach czy innych krzakach i plujących na chodnik (z tych krzaków ofc). Bo przecież w barze nie dadzą im legalnie piwa. No ale co w tym złego, że gówniarzeria wyrzuci kilka puszek na trawę i rozbije butelkę na ścieżce rowerowej, c'nie. PUNK'S NOT DEAD. ANARCHIA. SAM SOBIE STEREM, ŻAGLEM, OKRĘTEM. (niekoniecznie w tej kolejności)


Świat się nie zawali, jak wróci do domu trochę bardziej chwiejnym krokiem albo obudzi się z kacem.
Kłóciłabym się. Jakby ją bagiety złapały pod wpływem przed pełnoletniością, to miałaby spory problem i obsraną kartotekę.  


Friendly reminder: to, że ktoś nie wychodzi nigdzie i non stop się uczy, nie znaczy, że jest lepszy od kogoś, kto ma to swoje „życie towarzyskie".
Nie czytałam tego gniota, ale powie mi ktoś, czy Tessa w ogóle tam sugeruje, że jest lepsza, bo nie pije, czy tylko zauważa, że inni pili i imprezowali, a ona nie?


Tessa rozwodzi się nad euforią, która zapanowała w domu po tym, jak dostała się na uniwerek.
Koledż to nie uniwersytet.


Oczywiście była to jedyna szkoła wyższa, do jakiej składała potrzebne papierki, co dla mnie jest szczytem głupoty ludzkiej, bo co ona by zrobiła, gdyby się nie dostała? 
Też składałam papiery na jeden uniwerek, so what? I do jednej licbazy i gimbazy też.
HURR ŻYCIE NA KRAWĘDZI DURR. Taki ze mnie sportowiec ekstremalny. A co.
Zdradzę ci sekret, jest coś takiego jak wymagania. Jeśli była pewna, że je spełnia, to chyba może być spokojna?


Fakt. To jest fanfik, a tutaj świat jest bardzo prosty. Zwłaszcza dla głównych bohaterek. 
O ch...j. Żyję w fanfiku. Takim, którego jeszcze nikt nie napisał.
Kiedy zdasz sobie sprawę, że twoje życie nie ma sensu


Wiadomo, że skoro jest taka elokwentna, to dostała pierdylion różnych stypendiów, dzięki którym mogła ograniczyć zadłużanie się, bo - jak wiadomo - studia w USA są płatne i to całkiem sporo. 
Studia w Polsce są darmowe tylko z nazwy. Najlepiej, jeśli ktoś mieszka tam, gdzie się uczy. Jeśli nie, to zobaczy, jak bardzo „darmowe” są dojazdy lub mieszkanie na studiach.
Drugą pewną rzeczą zaraz po tych opłatach jest fakt, że rodzina Tessy jest bardzo biedna. Ona i połowa bohaterek fanficzków**.

** za: Instytut Danych z Dupy



Czuję się teraz trochę mniej zdenerwowana, ale nagle zauważam małe rozdarcie na rękawie swetra. Rzucam go na łóżko i wkładam buty, wiedząc, że matka z każdą sekundą coraz bardziej się niecierpliwi.
Nie wiem, czy jakakolwiek dziewczyna z okresem lub będąca w ciąży ma AŻ TAKIE wahania nastroju, jak Tessa. I taką nerwicę natręctw.
Nie chcesz założyć podartego ubrania? Masz wahania nastroju i nerwicę natręctw. To trochę jak diagnozowanie się po objawach w Internecie. Zawsze wyjdzie rak.
Myślałam, że żarty z okresu to domena samców alfa, Sebków i Januszków.
wspomina swojego chłopaka - Noaha, który jest tak samo perfekcyjny jak ona i - szok i niedowierzanie - chce studiować tam, gdzie ona. Niestety, jest rok młodszy, nad czym ubolewa Tessa, która chciałaby mieć go przy sobie z bardzo egoistycznych pobudek - nie zna tam nikogo. 
...kto nie był czasem egoistą i nie chciał mieć kogoś blisko, dla wsparcia, niech pierwszy rzuci frisbee.


Potrzebuję jeszcze tylko porządnej współlokatorki. To jedyna rzecz, o którą proszę, i jedyne, czego nie mogę kontrolować za pomocą swojego planu.
Rozumiem, że mowa jest o tym super planie, przez który nie spała pół nocy i liczyła linie między panelami na suficie? I to w sumie trochę straszne, że chce tak wszystko kontrolować. Dyktator nam się rozwija. 
Gdybyś poznała moich (na szczęście już byłych) współlokatorów, zrozumiałabyś, jakie to ważne. Walenie komuś w drzwi od kibla i wykrzykiwanie przy tym zwierzęcych dźwięków było naprawdę jednym z najmniejszych problemów.
W czasie, gdy Tessa robiła pierdylion zbędnych rzeczy na górze, zjawił się jej chłopak.
Na przykład myła się. Jak wiadomo, ŚMIERDŹ WROGOM OJCZYZNY.


Noah korzysta z okazji i pod pretekstem zaniesienia bagaży do samochodu, daje nogę na zewnątrz, nie zapominając o pocałowaniu ukochanej na odchodnym. Co z tego, że za kilka minut znowu się zobaczą.
Wszak nie można całować się częściej niż trzy razy dziennie, a z języczkiem tylko po zmroku. Inaczej Pan Bozia nie wpuści do nieba.


Tu nasuwa mi się komentarz: kiedy się obudziła, tak bardzo przeżywała, że się wyprowadza i musi rozstać się z domem rodzinnym, ale bez większych emocji z niego wychodzi, nawet nie oglądając się za siebie. 
Drama Queen: 2 
Drama Queen, bo nie robi dramy. 

Rozdział 2



Kampus ma onieśmielające rozmiary, ale mam nadzieję, że za kilka tygodni poczuję się tutaj jak w domu.
Kilka godzin wcześniej tak bardzo rozpaczała, że opuszcza dom rodzinny, a jej łóżko przestanie być jej łóżkiem, co w sumie jest dziwne, bo raczej jej matka nie wynajmie tego pokoju komuś innemu. Nie wspominając o tym, że w kampusie nikt jej nie trzyma i może raz na jakiś czas wrócić na rodzinne włości.
Naprawdę nigdy nie czułaś jednocześnie ekscytacji i strachu prze czymś nowym?
I skoro rodzie Tessy są biedni, to może wynajęcie tego pokoju nie byłoby tak głupim pomysłem? 
Studenci, bywa, że są biedni. Powrót do domu to często koszty i długa podróż (w przypadku Tessy chyba 2 godziny?). Do mnie, na przykład, nie jeżdżą pociągi. Prawie w ogóle autobusy (takie to zadupie). A jazda samochodem kosztuje.
Ale wróć. Ona szuka nowego domu.
No ja tam do swojej wiochy nie mam zamiaru wracać po studiach. :v
Na końcu długiego korytarza wkładam klucz do zamka starych drewnianych drzwi, a gdy się uchylają, matka wydaje z siebie głośny okrzyk. Pokój jest niewielki: mieszczą się w nim dwa małe łóżka i dwa biurka. Po chwili mój wzrok pada na powód zaskoczenia matki: jedna strona pokoju jest oklejona plakatami zespołów, o których nigdy nie słyszałam. Ich członkowie są cali wytatuowani i obwieszeni kolczykami.
Tessa ograniczenie umysłowe dostała w genach po matce***, która – sądząc po reakcji – traktuje osoby, które nie mieszczą się w kanonie typowego biznesmena/bizneswomen jako podludzi.
*** za: Instytut Danych z Dupy vol. 2
Ja to bym zwróciła uwagę na to, że w pokoju nie było szafy. Gdzie one będą te wszystkie ciuchy trzymać, co? I błagam, moja mame też nie lubi plakatów, tatuaży, nadmiaru kolczyków. Ot, człowiek wychowany w innych czasach niż my. 
No ale nie od dziś wiadomo, że jeśli nie myślisz tak samo jak ałtorynka, toś ograniczony debil ze wsi.
Zresztą tam mowa o zdziwieniu, nie o pluciu wodą święconą na ścianę, ogarnij się.


– Cześć – mówi z uśmiechem, który ku mojemu własnemu zaskoczeniu bardzo mnie intryguje.
Tym oto zdaniem panna Young udowodniła, jak bardzo jest pusta. Oceniła Steph, zanim jeszcze zdążyła otworzyć usta, z automatu ją skreślając. Bo co? Bo wychodzi poza te kanony, które ona zna? 
...czekaj, kuhwa, co?
Chwila.
Moment.
Jak piszesz, że nie jesteś psychologiem, to może się w niego nie baw, co?




Chłopcy w żeńskim akademiku pierwszego dnia?

Są jakieś wytyczne, kiedy mogą się pojawić? Kwarantanny, jak te dla statków, które przypływały do Wenecji w trakcie epidemii dżumy? Nie wiem, ale wydawało mi się, że czasy, gdy mężczyźni byli odseparowywani od kobiet, już minęły.
PSSST, akademik nie bez powodu nazywany jest „żeńskim”. Tak, wiesz, wink, wink, jakby akademik żeński i męski separuje mężczyzn od kobiet. *mrug, mrug* *zadziornie, a zarazem porozumiewawczo wywija brwią* *uśmiecha się znacząco* *podrzuca aluzję*


– Jestem Nate, nie denerwuj się tak – odpowiada chłopak z uśmiechem, dotykając mojego ramienia. – Na pewno ci się tu spodoba. – Ma ciepły, życzliwy wyraz twarzy pomimo buntowniczego wyglądu.
Ale, do diabła, nie, nie zrozumiem i nie toleruję takiego oceniania po pozorach. Nie lubię tego, staram się tego nie robić i mnie po prostu drażni takie zachowanie (a gdyby ktoś zapomniał – ta analiza to subiektywna opinia), a ta laska nie robi nic innego, chociaż nie ma nawet ku temu powodów, bo jak na razie nie uraczyli jej gadką powitalną w stylu „Dawaj pieniądze/telefon/cnotę". Oni po prostu są UPRZEJMI.
Ale zdajesz sobie sprawę, że określenie w ten sposób czyjegoś wyglądu to żadne ocenianie czy ujma? Nie nazwała go grubasem czy pedałem. Powiedzenie o kimś, że wygląda buntowniczo, nie skreśla tego, żeby uważać go za miłego. Nie określa się go od razu jako kogoś, kto nocą rzyga do śmietników, a rankiem śpi na chodniku lub ten wspomniany śmietnik kopie.




W przeciwieństwie do Steph i Nate'a on jest cały czarny, szary i biały.

Od razu black, red, white.
Zatrzymajcie tę karuzelę śmiechu.


Bohaterka czeka, aż nieznajomy się przedstawi, ale on po prostu ją olewa i zaczyna szperać w telefonie (pewnie szuka pokemonów...).
*tu wstaw śmiech z puszki z taniego sitcomu*


Czy Wam to coś przypomina? Bo mi tak. Pierdylion fanficzków.
Mnie ta analiza przypomina z kolei słabe ocenianie, ale to moje subiektywne odczucie, c'nie. I nie traćcie czasu na dyskusję ze mną, prawda. Bo szanujcie czas mój i swój. Czy coś tam. Tylko pochlebne komcie. Tylko miłość i wzajemne mizianko, prawda.


Nie będziesz mieszkać z kimś, kto tak po prostu wpuszcza tu mężczyzn... i do tego takich chuliganów! 
Łooooooo. Jeden powiedział pani córce „cześć", a drugi po prostu zignorował. Nikt jej nie zgwałcił, nikt nie zaczął zastraszać. Nie żyjemy też w średniowieczu, kontakty damsko-męskie nie powinny już nikogo szokować, ale jak widać ta książka rządzi się innymi prawami.

Ale ogarniasz, że świat nie kończy się na twoim światopoglądzie, nie? Wiesz, niektórzy zostali inaczej wychowani, niektórzy są nawet głęboko wierzący. Tak, w XXI wieku.

>XXI wiek
>„beka” z gwałtu
>pick one


PS. Jeżeli chcecie wyrazić jakąś opinię na temat mojego stworka, możecie to zrobić na twitterze pod hasztagiem #AfterAnaliza.
Ja to chyba odkopię swojego Twittera, chociaż nigdy go w zasadzie nie używałam. I nawet nie bardzo wiem, jak to robić. xD

Rozdział trzeci

Wdycham zapach jego wody po goleniu, którą kupowałam mu dwie Gwiazdki pod rząd, a z ust wyrywa mi się westchnienie.  
Czy to nie jest, no nie wiem, dziwne, że kupuje się chłopakowi ten sam prezent i to jeszcze dwa lata z rzędu? To może oznaczać:a) Noah jest tak bardzo nudnym i bezbarwnym facetem, że nie ma żadnych zainteresowań poza Tessą i ucieszyłby się z albumu złożonego tylko z jej zdjęć. 
b) Tessa jest tak wielką ignorantką, że nawet nie chce jej się uruchomić mózgownicy w tak prozaicznym celu, jak wyszukanie nowego prezentu dla chłopaka.  

c) analizatorka czepia się czegoś zupełnie normalnego, ale czymś tę analizę zapchać musi.


Wiecie co? Na świecie są ludzie, którym cholernie ciężko kupić prezent. Wiecie dlaczego? Bo wszystko już mają. Generalnie sama jestem jedną z takich osób. Często kupuję sobie to, co mi się marzy, więc tym trudniej z prezentem. Mam sporo gruzu i mimo wielu moich zainteresowań po prostu ciężko się wstrzelić.

Przykładowo też: moja lepsza połowa lubi kawę, krawaty, lubi piwo kraftowe.
Nie kupię mu kawy, bo mogę trafić w kiepską. Do tego lepsza kawa ziarnista może być droższa od złota, więc no...
Nie kupię mu krawatu, bo wedle jakichś niezrozumiałych dla mnie wytycznych krawat powinien być z odpowiedniego materiału, powinien mieć odpowiednią szerokość i do tego jeszcze odpowiedni wzór.
O wybieraniu piwa kraftowego nawet nie będę się szerzej rozpisywać, jest tyle stylów i dodatkowo ciężko określić, które piwo będzie faktycznie dobre, a które nie będzie mu smakować, że nawet nie próbuję.
Dlatego często wybieramy prezent razem. I, uwaga, zdarzyło się, że kupiliśmy trzy razy to samo, bo się zużyło i przydało więcej.
Tacy z nas nudziarze i ignoranci.


Zaczynam odczuwać zmęczenie po tym emocjonującym dniu, więc kładę się na łóżku.
Ja nie bardzo wyobrażam sobie jej funkcjonowanie w dalszym życiu, skoro czuje się zmęczona po spotkaniu trzech nowych osób i wymienieniu z nimi kilku słów oraz rozpakowaniu się.
Wiesz co, ja to na studia zabrałam trochę więcej niż kilka ciuchów na zmianę i laptopa. Bo nie pojechałam tam, jak się okazało, na tydzień, tylko na pięć lat.

Generalnie to przyznawanie co pół kroku punktów typu „wyżej sra, niż dupę ma” nie dość, że trąci podsrywaniem z piedestau wyższości (moje analizy są światłe, wzniosłe i wnoszą wysoką wartość merytoryczną podczas omawianych tekstów, pamiętajcie!), to jeszcze jest dla mnie całkowicie niezrozumiałe. W sensie analizatorka wrzuca to co każde randomowe przemyślenie bohaterki ksioopka. W żaden sposób go nie bronię, ale, na litość, ludzie czasem myślą różne rzeczy, czasem też takie, z których później nie jesteśmy dumni. I TO JEST CAŁKIEM NORMALNE, ŻE SIĘ MA TAKIE MYŚLI, BO JESTEŚMY TYLKO LUDŹMI. Chociaż, kto wie, może analizatorka jest taka idealna (pewnie jest, inaczej nie czepiałaby się takich rzeczy, prawda?).



Dlaczego nie przydzielono mi współlokatorki, która kocha czytać i się uczyć?
Bo musisz mieć trochę pod górkę, słońce. Tak jak każdy normalny człowiek, którym także jesteś. Podobno.
Wyżej sra, niż dupę ma: 17
Mary Sue jak się patrzy: 5
Serio? To znaczy, że sram wyżej, niż mam dupę, bo jak moi kolejni współlokatorzy robili dzikie imprezy w środku tygodnia, trwające do 4 rano i nie szło ich ustawić do pionu, to było mi przykro, że nie trafiłam lepszych współlokatorów?
Tessa dorwała się do jakiejś wolnej kabiny i bierze prysznic, cała w nerwach, co może się wydarzyć, jeśli ktoś zerwie zasłonkę, która oddziela ją od pozostałych osób. Przy okazji zastanawia się, jak pozostali studenci mogą paradować półnago bez większej krępacji. No nie wiem. Ja pod prysznic chodzę ubrana na cebulkę, żeby nikogo nie gorszyć swoją nagością.
Wyżej sra niż dupę ma: 20
Drama Queen: 8
Dzienna dawka głupoty: 16
Ciemnogród opuszczony: 6
JAK ONA ŚMIE MIEĆ WŁASNE LĘKI I CZUĆ SIĘ ZGORSZONA CZYMKOLWIEK. CÓŻ ZA CIEMNOGRÓD. JESTEŚMY W XXI WIEKU, WYZWOLENI, WOLNI, NADZY!!!!!!!!!!!
Akurat nerwy odnośnie zasłonki są zasadne. Ludziom różne idiotyzmy wpadają do głów. Co do studentów paradujących półnago... To fajnie, że idziesz ubrana na cebulkę. Ja na WF-ie w szatni miałam laskę, która bez krępacji zmieniała przy wszystkich stanik, świecąc cyckami, po których się drapała i które dodatkowo rozmasowywała. To, że ty starasz się nikogo nie gorszyć, nie znaczy, że nie poczujesz głębokiego zażenowania przez kogoś stojącego obok. I tak, serio, po stokroć wolałabym, żeby do tej sytuacji nigdy nie doszło, więc w tym przypadku nie dziwię się bohaterce.


Niestety, ale los bywa złośliwy i gdy jest już umyta, strąca łokciem ciuchy z wieszaka, które wpadają prosto na mokrą podłogę. A to klops.
Dziewczyna zgarnia je pod pachę i, owinięta ręcznikiem, wraca biegiem do pokoju, gdzie zamyka się na klucz.
Odwracam się i dostrzegam niegrzecznego, wytatuowanego, brązowowłosego chłopca rozciągniętego na łóżku Steph.
Dobrze, że ci ten ręcznik z wrażenia nie upadł.
JAK ONA ŚMIE OCZEKIWAĆ KOMFORTU WE WŁASNYM POKOJU!
JAK ONA ŚMIE ŚMIEĆ.

Nadal nie kumasz, dlaczego czasem dzieli się akademiki na żeńskie i męskie i dlaczego czasem jest odgórny zakaz wchodzenia przez chłopców do żeńskiego akademika i na odwrót? Szczególnie właśnie, kiedy pokoje nie są jednoosobowe. Nie oszukujmy się, mieszkanie z kimś w jednym pokoju często wymaga wyzbycia się choćby części prywatności i ustalenia pewnych zasad życia z inną osobą pod jednym dachem.


Rozdział czwarty

Zaraz, a jak dojedziesz do sklepu? Myślałam, że nie masz samochodu.
Wszystko fajnie, ale... SKĄD ONA O TYM WIEDZIAŁA? Ich rozmowa ograniczała się do tego sztywnego powitania, a potem Steph wcięło, więc kiedy miała jej powiedzieć, że nie posiada samochodu? 
No nie wiem, nie wiem. Może Steph ma jednak jakieś resztki mózgu i zauważyła, że tak generalnie to Tessę ktoś przywiózł? Podpowiem, to się nazywa: domyślność. I nie jest żadną sztuką tajemną. Tymczasem w rozdzialiku szóstym analizatorka dokonuje samozaorania:
To brzmi tak, jakbyś mówiła na kogoś Ania i dziwiła się, że pełne imię to Anna. Nie trzeba mieć wyższego wykształcenia, żeby wiedzieć TAKIE rzeczy.


 Krótka konkluzja: gdyby z tego tworu książkopodobnego usunąć ¾ akapitów, gdzie Tessa próbuje myśleć i filozofować, objętość nie przekraczałaby dwustu stron i może choć trochę trzymałaby się kupy. 
Gdyby z tego tworu analizopodobnego usunąć momenty, w których analiza jest śmieszna, nic by się nie zmieniło.
Z kolei jeśli chodzi o momenty, w których próbuje być śmieszna... well...


główna bohaterka zachowuje się, jakby fakt, że nie lubi imprezować, czynił ją lepszą od innych.
Ale że gdzie ona się zachowuje? Przecież nie mówi im, że są wyborcami Trumpa i w ogóle mają grzyba i wszy na pępku.
Hardin w sumie podobnie – uważa się za niewiadomo kogo, bo na dzikich melanżach spędza więcej czasu niż na uczelni. 
>zabieraj się za analizę tekstu
>wal niecelowe ortografy
>wybierz jedno


A jak wszyscy wiemy – oboje wyżej srają, niż dupy mają. 
A to dlatego, że analizatorka tak mówi i nie umie wymyślić ciekawszego żartu. Dlatego używa tego hehe śmieszkizmu równie często co Internet mema o horej curce.


Przy matce jest potulną córeczką, która nie widzi świata poza nauką. Przy Steph i Hardinie próbuje grać wyluzowaną studentkę, taką niby niegrzeczną, która lubi stawiać się chłopcom (oczywiście tym niegrzecznym, bo jakżeby inaczej). 
Jak dobrze, że analizatorka jest duszą towarzystwa i nigdy nie próbowała wpasować się w otoczenie i zyskać czyjejś sympatii.


Tylko że takie zachowanie przypada na okres pierwszej i drugiej klasy gimnazjum***.

***Potwierdzone badaniami w Instytucie Danych z Dupy.



Dużo się mówi o „szukaniu samych siebie", ale prawda jest taka, że niektórzy nie dopuszczają do wiadomości, że nie są stworzeni do zawodów w piciu czystej lub zdobycia Nagrody Nobla. 
Niektórzy nie są stworzeni do pisania analiz.
A jednak nadal to robią.
Na przykład ja.

postanowiła olać wszystko (między innymi chłopaka) i pójść gdzieś z ludźmi, których nawet nie zna
Ja naprawdę jestem bohaterką opka.
Od dziś imprezy tylko z bojfrendem, bo inaczej pszypau chańba zdrada!

Popisywanie się przed innymi – zwłaszcza przed chłopakami – też jest cechą, która dominuje u osób w wieku gimnazjalnym. 
Opisujesz z autopsji? Bo ta analiza to nic innego jak próba pokazania E PACZCIE MAM WIĘKSZEGO.
(wszyscy wiedzą, że ja mam większego adwokata!)
Rozdział piąty


obrabianiem mu dupy w myślach?
Jak dobrze, że za myślenie nie karzą!


Nie wiem za bardzo, co w tym pocieszającego, bo jeżeli brać pod uwagę mniej kolorowe scenariusze, to twoja współlokatorka może okazać się seryjnym mordercą, który wywiezie cię gdzieś w las albo może być handlarzem ludźmi na organy, więc...
Legenda głosi, że tak skończyła jej poprzednia współlokatorka.

Rozdział szósty
Końcówka poprzedniego rozdziału to przygotowania Tessy na wyjście do kośc... na imprezę.
>JAG ŚMIEŻ KOGOKOLWIEG OCENIADŹ TESSO
>HEHE PONAPIERDALAM SIĘ Z TEGO JAK JEST UBRANA TO TAKIE ŚMIESZNE RZEBY WYŚMIAĆ TO KIM JEST I JAK SIEM UBIERA
Kali kraść krowa – dobrze.
Kalemu ukraść krowa – źle.


Nie zdziwiłabym się, jakby zrobiła sobie dwa kucyki albo warkoczyki, bo to w sumie bardzo pasuje na popijawę. 
To w sumie trochę smutne. Bo takie przeświadczenie, że jak masz dwa kucyki/warkoczyki, to jesteś przegrywem, nie bierze się znikąd. Nie wiem, w jakich kręgach obraca się analizatorka, w moich na szczęście mogę przyjść ogolona nawet na łyso, jeśli tak mi się zachce, i nikt nie zrobi mi o to wyrzutów.
Główna bohaterka jest jej kompletnym przeciwieństwem (nie tylko w tym temacie), bo – umówmy się – wytuszowanie rzęs i maźnięcie ust jakąś pomadką to nie jest nie wiadomo jaka filozofia. Ani coś, co nadawałoby się na jakiś kanał urodowy na YouTube.
Dlatego Tessa musi natychmiast wyjść ze swojej strefy komfortu i zrobić sobie makijaż składający się z dwudziestu warstw szpachli. 
Mujborze, czasem nawet wychodzę na imprezy bez makijażu. Jak to powiedziała kiedyś o mnie współlokatorka: JAK ZWIERZĘ.

Dobra, odstąpmy na moment od samej analizy. Książka jest zła, z tym się zgadzamy. Ale generalnie jestem w stanie zrozumieć to, że Tessa ma wypaczony światopogląd przez to, jak została wychowana. Najpewniej zderzenie się z takimi nowościami to dla niej spory szok. Można jakiejś postaci nie lubić, ale może być jednocześnie na tyle wiarygodna, żeby zrozumieć, że jej uprzedzenia i poczucie wyższości nie wzięło się znikąd. Ciągły ból dupy o to, że czuje się lepsza, nie załatwi sprawy... bo postać najprawdopodobniej w ten sposób została dość świadomie wykreowana i ma być kontrastem dla późniejszej swojej zmiany.
A to, że ta zmiana odbywa się w sposób zaiste kutaśny, to już faktyczny problem tego gniota.


 Dziewczyny wychodzą (Tessa przy okazji pokazuje, jak bardzo nie ma pojęcia o jakichkolwiek zabawach, dokładając do swojego outfitu tomsy; dla niewtajemniczonych – to takie kapcie, w których ¾ z nas latała po przedszkolu).
Kolejny raz IDzD. Poza tym, od kiedy na zwykłe imprezy obowiązuje, kruci, jakiś dresscode?


Gratuluję spostrzegawczości, serio. I naprawdę jest o co robić srakę (BO WSZYSCY SIĘ GAPIĄ!!!), zwłaszcza że jest ciemno, praktycznie nikt cię nie zna i raczej niewiele ich obchodzisz.
Wy też czujecie się głęboko zażenowani określeniami w stylu „robić srakę”?

Po raz kolejny odejdźmy na moment od analizy, bo, kurwa, nie zdzierżę. Naprawdę jest czego pozazdrościć anaizatorce – mówię to poważnie, serio, nie nabijam się w tej chwili – bo najwyraźniej jest osobą, która nie zaznała nigdy czegoś takiego jak, bądź co bądź, irracjonalne fobie, nigdy nie musiała zmagać się z próbą wmiksowania się w towarzystwo, z chęcią bycia zaakceptowaną, nigdy nie zaznała bólu odrzucenia, upokorzenia lub samotności.
Jestem pewna, że nie tylko ja mam czasem kompleksy na punkcie tego, że (przykładowo) na nosie mam pryszcza i, borze, wszyscy go widzą, pewnie się gapią i śmieją ze mnie w myślach. Nawet jeśli jest to głupie, bo przechodząca obok mnie osoba pewnie nawet nie zapamięta mojej twarzy. Gorzej, kiedy sporadyczne głupiutkie lęki zamieniają się w chorobę, czego, z autopsji i mojego chamskiego serduszka, zwyczajnie analizatorce nie życzę. Życzę natomiast, żeby zrozumiała, że jej światopogląd nie jest jedynym słusznym/istniejącym. Nawet jeśli w tym momencie jest zdrowszy.
Co do wcześniejszych przytyków: nieraz zabiegałam o akceptację jakichś znajomych, starałam się być kimś, kim w ogóle się nie czułam, żeby mieć fajnych kolegów. Zupełnie niepotrzebnie, bo ludzie powinni akceptować mnie taką, jaką byłam (no, chyba że byłabym podłym lujem kopiącym małe kotki, wtedy należałby mi się ostracyzm i plucie w twarz), plus ja sama powinnam wcześniej zrozumieć, że nie z każdym da się kumplować. A przede wszystkim: nie z każdym trzeba lub w ogóle nie z każdym się powinno. Fakt, minęło trochę czasu, zanim do mojego psutego łba wpłynęło trochę oleju i dorosłam do tego, żeby się tym wszystkim nie przejmować, ale kurwa... NIE STYGMATYZUJMY OSÓB, KTÓRE NADAL SOBIE Z TAKIMI RZECZAMI NIE RADZĄ.

„Theresa" przypomina mi o moim ojcu i dlatego nie lubię tej wersji swojego imienia.

Twój ojciec miał na imię Theresa czy...?
UWAGA, UWAGA, ŚMIESZKI POZA KONTROLĄ.


Z reguły ludzie inteligentni nie odpowiadają na tego typu gówniane zaczepki, które mają tylko wytrącić ich z równowagi i RACZEJ nie potrzebują nie wiadomo jakich rozmyślań, aby stwierdzić owy fakt. Serio, takie rzeczy się ignoruje i żyje dalej.
...„owy”.
Czy ty czasem nie odsyłałaś gdzieś na początku ludzi do szkoły?
I zdajesz sobie sprawę, że to nie jest prawdziwe życie, tylko ksioopko i czasem na potrzeby narracji pisze się takie rzeczy? Wiesz, że to się dzieje tylko na papierze, prawda?
Prawda?


Towarzystwo dojeżdża pod siedzibę bractwa, którego opis przypomina amerykańskie filmy dla młodzieży – głośna muzyka, tłum ludzi, cały budynek owinięty w papier toaletowy.
Wcale nie dlatego, że rzecz się dzieje w USA.
Nope.
W ogóle.



Na potrzeby analizy tego rozdziału, zerknęłam na definicję słowa „przyjaźń", bo czytając wywody Tessy, zaczęłam zastanawiać się, czy nie znam jakiejś błędnej.

przyjaźń «bliskie, serdeczne stosunki z kimś oparte na wzajemnej życzliwości i zaufaniu»
Więc nie, jednak znam dobrą. Nie da się mówić o przyjaźni, kiedy zna się kogoś piętnaście minut/dwie godziny/pół dnia/tydzień. No nie. Jak wynika z podanej wyżej definicji, przyjaźń polega na zaufaniu do drugiej osoby, a żeby komuś zaufać, najpierw trzeba go poznać. I nie, to nie jest wcale taki szybki proces. Możemy znać kogoś kilka lat, a i tak nie wiedzieć o nim wszystkiego.
Może nikt cię nigdy nie uświadomił, ale do pisania tekstów robi się research. Do analizowania tym bardziej, jeśli chcesz się z czegoś troszeczkę ponabijać.
Tutaj wina leży, jeśli już, po stronie tłumacza. W Polsce mamy rozróżnienie na różne stopnie znajomości: znajomy, kolega, przyjaciel. W języku angielskim z kolei mamy słowo „friend”, które pokrywa wszystkie te znaczenia i zwykle jest używane (jest też „buddy”, „pal” oraz „mate”, ale tych używa się znacznie rzadziej). Poza tym musiałabym jeszcze wejść w kwestię społeczeństw, bo Amerykanie bardzo często się przeprowadzają i łatwiej im usiąść i komuś w samolocie opowiadać o rzeczach, powiedzmy, osobistych: kto ją/jego rzucił, o chorobie dziadka, że wczoraj zdechł piesek. Z kolei na przykład Azjaci na przekazywanie tego typu informacji dają sobie więcej czasu – to jest potrzebują lepiej poznać taką osobę i trzeba im więcej czasu na zbudowanie więzi oraz zaufania, żeby się przed nią otworzyć. 
(źródełko)
Doucz się troszeczkę, zanim ponownie zaczniesz popiardywać mądrościami na prawo i lewo.
I hola, bijacz, ja ze swoim najlepszym przyjacielem stwierdziłam, że jesteśmy BFF po dwóch tygodniach znajomości!
Na pewno zauważyliście, że Tessa rzuca na lewo i prawo określeniami, tak naprawdę z dupy wziętymi. Steph to jej przyjaciółka, chociaż rozmawiały ze sobą dwa razy. 
Odsyłam do literatury.


Idąc jej tokiem myślenia, przyjacielem może zostać wszystko, nawet kamień znaleziony na drodze.
You must be fun at parties.


W gimnazjum (przepraszam, że odnoszę się do tej placówki; są to tylko i wyłącznie moje obserwacje i nie chcę, aby jakiś gimnazjalista odebrał to jako przytyk), zwłaszcza na samym początku, ludzie też tak rzucają tymi określeniami. Cała klasa, szkoła albo i nawet kilka okolicznych placówek edukacyjnych to przyjaciele jakiegoś PANA X. I co z tego, że jest piąty września i nawet nie minął tydzień? To relacja na zawsze. I CHUJ. Chuj, że ich nie znasz, oni nie znają ciebie i za miesiąc możecie nawet ze sobą nie rozmawiać.
Ale generalnie nie obchodzi nas to, gdzie się teraz uczysz i co obserwujesz, wiesz?
Kaktus czyta, sam nie wie co



Wiecie, że ona na „omówienie” tego przypadku poświęciła całe sześć akapitów?
Sześć.
Naprawdę.

TYMCZASEM DO NASTĘPNEGO ODCINECZKA TEJ TELENOWELI.
No. Chyba że będzie ragequit.
To wtedy nie.

29 komentarzy:

  1. Pan każe, sługa musi. ;p

    (Dary dziękczynne możecie słać na konto o numerze...).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz wszyscy wiedzą, że masz na mnie haki. xD

      Usuń
    2. Ja mam haki na wszystkich, nioch. ;> *randomowy kripiaszczy gifek z puppet masterem*

      Usuń
  2. Borze Wszechlistny, jakie to było męczące. ;_; Kaktusie, za co. Kaktusie, dlaczego. Nie chce mi się wierzyć, że masz jeszcze siłę na dwie kolejne części.

    Szanuję za umiejętność skomentowania tego, co już za pierwszym razem można podsumować tylko fejspalmem. No bo ile można mówić analizatorowi-wanna-be, że się czepia i ostentacyjnie karmi ego (zapętlić).

    Nie znam analizowanej książki, ale po przetoczonych fragmentach wydaje się przeciętnym czytadłem dla młodzieży.

    "Nie czaję, co śmiesznego jest takiego bekowego w używaniu faktycznie istniejących imion w tekście. Ktoś mnie oświeci?"
    Może o to chodzić, że w "Hardin" jest "hard", tak jak "you are trying too hard". Albo to jakieś skojarzenie z penisem, nie wiem.

    Kaktus czytający słownik jest cudowny <3

    Z wyrazami szacunku
    Kazik

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Nie znam analizowanej książki, ale po przetoczonych fragmentach wydaje się przeciętnym czytadłem dla młodzieży." - Ta książka jest generalnie szkodliwa (to było opko na Wattpadzie, które zostało wydane), ale analizatorka nie czepia się tego, czego powinna. Po prostu. Albo robi to w zbyt chamski, obelżywy sposób.

      Co do "Hardin", to wiesz, HE IS HARD IN HUE HUE HUE...

      Prawda, że słodki? Znalazłam na stockowej stronie, do użycia za darmo był! :D

      Usuń
    2. Toksyczność ksiopka (wnioskuję po przejrzeniu, więc nie jest to prawda objawiona) wychodzi później, jak lasia spotyka swojego tró lofa, który jest chamskim toksycznym bucem... to jest, jest niepokorny i pociągający.

      Usuń
    3. A no i opko było fanficzkiem o 1D (Harry Styles dokładnie), tylko zmieniono imiona i poszło do druku, bo na Odpadzie wielki sukces odniosło.

      Usuń
    4. A mnie to jeszcze dziwi, że akurat z Stylesa robią wciąż takiego bad boya. W sumie się za bardzo nie znam na 1D, ale oni to raczej wyglądają na miłych i uprzejmych, a już na pewno nie na takich jak Hardin :<. Choć to pewnie na zasadzie : bycie dupkiem = +100 do zajebistosci

      Usuń
    5. Mój personal fav to opko, w którym lasia była modelką, a Styles bodajże fotografem i ciągle ją gwałcił w ramach jej kariery. O ile wiem, autorki były niepełnoletnie.
      Ale przynajmniej się nie skończyło słodkim tró lofem. (Co mnie tym bardziej zastanawia - po co pisać o osobie, którą się chyba lubi, takie rzeczy?)

      Usuń
    6. @Leleth,
      OMG wysyłałaś mi to opko, zabrakło mi wanny na bełty. :v

      I też generalnie nie czaję robienia ze Stylesa nawet nie bad boya tylko buca, często też patusa i gwałciciela. Borze. Za każde takie opko na jego miejscu bym ciskała pozew (mówię tak serio-serio teraz).

      Usuń
  3. Coś jest z mentalnością tej ałtoreczki, co mnie kompletnie odrzuca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, czy to mentalność, czy po prostu usilna próba bycia fajną. Trudno określić. W każdym razie - no, wychodzi średnio i mocno czepliwie, duh.

      Usuń
  4. Oooo, super :)! Zaczelam czytac tamta analize, ale autorka mnie zbytnio irytowala, wiec przestalam. Twoja analiza analizy jest o niebo lepsza od oryginalu xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że jeszcze całkiem nie zdziadziałam z pisaniem! <3 I'm here to serve!

      Usuń
    2. Swoja droga weszlam na wattpada autorki, bo wrzucila nowy rozdzial i myslalam, ze sie jakos odniesie do Twojej analizy( bo wiem, ze podalas link), ale nope, cisza tam na ten temat :(

      Usuń
    3. Też jestem ciekawa, czy autorka się odniesie. Czy adwokat pójdzie w ruch ^^

      Usuń
  5. Ok, nie mam pojęcia, co dziewczyna analizuje, ale z przytoczonych fragmentów nie wyziera nawet połowa tego, o co się dziewczę miota. xD Gdybym miała pracować na tych cytatach, przeważnie wzruszałabym ramionami i wyrażała techniczne uwagi co do narracji, that's all.
    Ale, borze, ranty tej laski mnie wykończyły. Boli mnie teraz głowa i czuję się zmęczona. Chyba jestem już trochę na to za stara. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest opko wattpadowe o 1D, które zostało wydane jako opko autorskie, tylko zmienili imiona postaciom. Ale już Ci to chyba pisałam via GG/Fejsbuk.

      Usuń
  6. Autorka mnie tak denerwuje, że ledwo byłam w stanie czytać nawet z Twoimi komentarzami :) Aż mnie korciło, żeby ją poprawić albo jakoś skomentować, ale wyszedłby mi esej, jeszcze bym się zirytowała, a ja już dziś miałam dostatecznie dużo denerwujących rzeczy.

    Ale ja tęskniłam za karnym kaktusem, tęskniłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba zrobić jakieś rozróżnienie między autorką gniotowatego ksioopka a jego psycholog-niepsycholog-analizatorką :D
      __________________


      Również tęskniłam, Denko.
      I bardzo miło mi się cię czytało, chociaż niekoniecznie miło czytało się analizałtorkę. Jestem pod wrażeniem, że ledwo zapytałaś o propozycję, a już dostaliśmy cieplutki pościk.
      I może faktycznie odkop swojego Odpadda, to wywołasz jakąś z dawna utęsknioną gównoburzę w blogosferze?
      *wink, wink*


      KAKTUS WRÓCIŁ Z MARTWYCH, BO CZASY SO CIEŻKIE

      Usuń
  7. A ja przeczytałam wszystkie rozdziały tego czegoś... xD

    OdpowiedzUsuń
  8. Odpowiedzi
    1. Nie ukłułaś się w zęby/dziąsła przy jedzeniu? :C

      Usuń
    2. W zęby trochu mi się powbijało. ;_;

      Usuń
  9. "Nie czytałam tego gniota, ale powie mi ktoś, czy Tessa w ogóle tam sugeruje, że jest lepsza, bo nie pije, czy tylko zauważa, że inni pili i imprezowali, a ona nie?" - wyziera z niej poczucie wyższości z tego powodu, ale akurat nie w pierwszych fragmentach, przy których już zaczyna się miotanie.

    "Serio? To znaczy, że sram wyżej, niż mam dupę, bo jak moi kolejni współlokatorzy robili dzikie imprezy w środku tygodnia, trwające do 4 rano i nie szło ich ustawić do pionu, to było mi przykro, że nie trafiłam lepszych współlokatorów?" - tu akurat Tessa się imo już na wyrost czepiała współlokatorki, bo ta jeszcze nic nie zrobiła, choć analizatorka się odniosła nieadekwatnie do jej odczuć.

    Generalnie czytam tę analizę czasem, ale postawa autorki jest straszliwie odstraszająca, kiedy wytknie się jej przesadę w jakimś spostrzeżeniu, rozmowa szybko nabiera z jej strony tonu cokolwiek pasywno-agresywnego...

    A, i tęskniłam za Kaktusem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do pierwszego: dzięki, będę mieć to na uwadze. :)

      Co do drugiego: że na wyrost to fakt, mogłam źle ubrać to wszystko w słowa i trochę nadinterpretować (bo przecież Tessa nie miała powodu od razu sądzić, że współlokatorka zrobi jej dziką balangę w akademiku, więc moja wina).

      Well... brzmi jak ałtoreczka próbująca analizować ałtoreczkę... :c

      Cieszę się, że tęsknota (mam nadzieję!) została zaspokojona (mówi się tak w ogóle? nie mam pojęcia xD)!

      xoxo,
      Den

      Usuń
    2. Co do pierwszego: proszę bardzo, książka jest rzeczywiście zasiedlona niesympatycznymi postaciami, więc narzekanie na narratorkę ma sens. Szkoda tylko, że analizatorka się za bardzo wczuła w klimat samego ksioopka...

      (W moich stronach się mówi! xD) Na kaktusa zawsze czekają wierni fani!

      Usuń

Obserwatorzy

Obrazek dostałam od Mewtiny. Obsługiwane przez usługę Blogger.