Kolce sprawiedliwości

sobota, 28 lutego 2015

Demon żądzy 5/6 - nagrody Darwina, SEKSY i magiczna łazienka

Autorką książki jest Dominika Szałomska, nie roszczę sobie żadnych praw do jej treści – tekst powstały na blogu jest wyłącznie analizą krytyczną dzieła ww. autorki. Cytaty pochodzące z książki zaznaczono osobnym kolorem.

Rozdział 14
Na początek rozpętam małą gównoburzę w komciach. Wychodzicie na dwór czy na pole? Bo wiecie, Emilka przyjechała z wydymonkami do Diocopolis, podobno zajebiste miasto i w ogóle, piękno świata, aż tu nagle:

Asmodeusz omijał nasze treningi szerokim łukiem – gdy my wychodziliśmy na pole, by poćwiczyć, on chował się w domu lub szedł gdzieś i nie pokazywał się, dopóki nie skończyliśmy.
A poza tym – nie ma co, zachowanie godne kilktórekusetletniego demona. Tyle że nie.

Niszczy mnie też kunszt, jaki posiadła ałtorka, jeśli chodzi o pisanie dialogów. Te emocje, ten realizm!
– Chciałaś nauczyć się panować nad nim, to się zgodziliśmy. A teraz stoimy w miejscu i się nigdzie nie ruszamy, bo nie jesteś nawet w stanie go [feniksa] obudzić – krzyknął zirytowany.
Po pierwsze: pałlo koeljo, masło jest maślane. Po drugie: nie, podczas krzyku nie zaznacza się tego wykrzyknikiem.

Zastanawia Was też postawa psa ogrodnika w zachowaniu Emilki? Bo mnie bardzo. Wiecie, niby najpierw och, demon taki segzowny, sexy this much, wow, omg, a potem nie da mu się dotknąć, bo przecież nie jest jakąś tam pierwszą-lepszą (ale wszystkie inne już są). No, ale to nie przeszkadza jej w mówieniu (wszak narrację mamy tu pierwszoosobową...):
Usłyszałam głos za sobą, nie musiałam się odwracać, by wiedzieć, że należy do mojego demona żądzy.
Ona do niego nie należy. On do niej tak. Ach, te podwójne standardy... 

Teraz zacytuję Wam fragment, którego nie potrafię skomentować w żaden sensowny sposób (to rozmowa między Wydymonem i Emcią na temat ponownego sprowadzenia Tanyi do Wydymonlandu):
– Ale ty na pewno byś był pierwszy, żeby ją zaprosić i móc sobie legalnie z nią gruchać, prawda? – dodałam zirytowana jego propozycją. (...)
– No, nie ukrywam, że przydałaby mi się porządna kobieta. Małolaty mi się już znudziły, nie wiedzą, czego potrzeba prawdziwemu mężczyźnie – powiedział z głupim uśmiechem, patrząc mi prosto w oczy. Najnormalniej w świecie pił do mojej osoby.
NO NIE, NIESAMOWITE. NO PO PROSTU NIE MOŻE BYĆ!
PS tak, tu naprawdę rozmawiają ze sobą dwie (teoretycznie) dorosłe osoby.

Co mnie tu obrzydza to fakt, że (no dobra, obrzydza mnie cała ta książka) autorka uprzedmiotawia kobietę w straszny sposób. W dodatku postać, która w taki sposób się o kobiecie wypowiada, bo przecież Wydymonowi chodzi o nic innego (właściwie w całej książce o to chodzi), jak o dymanko właśnie, jest robiona na trulovera.
A i ten motyw "samca Alfa", aka "prawdziwego mężczyzny"... bo wiecie, prawdziwy mężczyzna, prawdziwy związek opiera na prawdziwym ruchanku. Na niczym więcej, bo to ugodziłoby jego prawdziwą, jakże prawdziwie męską, dumę. Pewnie jeszcze wpieprza jogurciki typu 7 zbóż men, bo zjedzenie zwykłego jogurtu obcięłoby mu penisa.
Przynieście mi wiadro, albo dwa, bo nie wiem, czy do jednego mój bełt się zmieści.
Ale, ale, to nie wszystko, wszak niżej mamy uroczy gimbożart:
 – A może to ty nie wytrzymujesz tempa „małolat" i pewien twój organ już nie daje rady? – Specjalnie go prowokowałam, nie mogłam się powstrzymać.
Ale Dymon nie daje się zbić z pantałyku!
– Jak chcesz, możemy iść na górę i przekonać się, czy daję radę, czy nie. 
Dobra, dajcie jednak trzecie wiadro. 


Tak sobie myślę, że przy korekcie, redakcji itp., nad tą książką musiało pracować wielu ludzi. Jedna osoba nie wyrobiłaby psychicznie (wciąż liczę na to, że zafundujecie mi wczasy albo chociaż dobrego psychiatrę po tej analizie). W ogóle spójrzmy na to, na jak wysokim poziomie mamy tu korektę:
Odwróciłam się do niego plecami, chcąc powiedzieć Awnasowi, że możemy wrócić do treningu.
– Nigdy nie odwracaj się do demona plecami – usłyszałam znowu za plecami, ale tym razem poczułam od razu dłonie na ramionach, które chciały mnie przewrócić i prawie im się to udało. 
Ach, te potstempmne ramjona! 

Okazało się jednak, że Asmodełusz jest fspaniały i sama jego obecność uaktywnia w Emilce feniksa! I tak więc ćwiczą sobie radośnie:
Tak samo ja, miałam odpierać jego ciosy, atakować kulami, a także sprawdzaliśmy, czy nie mam innych zdolności. Nic nie znaleźliśmy, ale ja czułam, że coś jeszcze mam.
Może Asmodeusz powinien znowu ugniatać jej ciało, żeby skumulować moc, jak krew Awnasa, w jednym miejscu? I patrzcie na nich, patrzcie, jak zaciekle ćwiczyli!
Skończyliśmy późno po zachodzie słońca, na niebie świecił coraz wyżej księżyc i lśniły gwiazdy. Ja cała płonąca wyglądałam dość efektownie o zmierzchu. Czułam się pewna siebie, seksowna i silna. Miałam wrażenie, że mogłam podnosić góry i nic mnie by przed tym nie powstrzymało. Asmodeusz podchodził do mnie i rozkładał na łopatki, wtedy ja go podcinałam i on lądował na mnie. Albo na odwrót. Ja go pokonywałam tak, że leżał na ziemi, on mnie podcinał i lądowałam na nim. I mimo że były to dobre i pouczające ćwiczenia, moment, w którym nasze ciała się stykały był irytujący. To ciepło, które się natychmiast wytwarzało między nami, nie chciało pozwolić oddalić się od siebie.
I tak się wzajemnie podcinali i seksownie na siebie upadali. Budowało się napięcie (tak, w tym momencie wszystkie panie powinny mieć kisiel w majtkach) seksualne i takie tam. A, no i jeszcze wyglądała efektownie. Bo wiecie. Płonęła. Wy tak nie potraficie. PLEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEBS.
Jakby ktoś zobaczył turlającą się obeśmianą dupę, to proszę przysłać do mnie, bo to moja.
A, jeszcze jedno:
(...) Widziałam, że i on tego chciał, jego spojrzenie płonęło tak jak moje, oboje mieliśmy przyspieszone oddechy od wysiłku, przeszkadzały nam tylko ubrania i okoliczności.

BTW., bo oni ćwiczą walkę, nie? Przypomnijcie sobie, jaki strój otrzymywała Emilka, kiedy zmieniała się w feniksa! (lateksiki, gorseciki, buciki na koturnach, inne takie).
W każdym razie potem Asmodeusz przypomina Emilce, że ok, kończymy trening, czas ugasić feniksa przed wejściem do domu, bo go podpali. Bo trawa, na której ćwiczą, nie płonie. SEEMS LEGIT. W każdym razie Emilce udaje się "zgasić" feniksa iiii...
Wiedziona impulsem przycisnęłam swoje usta do jego. Namiętnie wymienialiśmy pocałunki, dłońmi przyciągaliśmy się bliżej siebie, oplotłam go nogami za biodra. Znowu czułam to przyjemne ciepło w podbrzuszu, ogarniające nas pożądanie.
Just a friendly reminder:
– (...) nie będę twoją nagrodą pocieszenia po tamtej suce.
Pojawia się Lukas, gadają chwilę, a potem, Emilka budzi się w swoim pokoju, na łóżeczku. Obok siedzi Asmodeusz. Przygotujcie kubły na wymioty.
Objęłam go za szyję i musnęłam ustami jego usta. (...) językiem rozchylił moje wargi i w nie wtargnął.
Szybka zmiana pozycji, teraz już leżą obok siebie:
Ciężko dysząc, patrzeliśmy na siebie, żadne z nas się nie poruszyło przez parę sekund, ale potem, jakby wyczuwając siebie, w jednym momencie wyciągnęliśmy ręce i zaczęliśmy ponownie się pieścić.
A potem:
Sięgając dłonią w dół, dotarłam na krawędź jego jeansów, odszukałam zamek, który natychmiast rozsunęłam. Chciałam poczuć Asmodeusza w sobie.
Kiedy jego ręka zawędrowała do najczulszego miejsca  na ciele, byłam bezwolna. Mokra i gotowa, czekałam na rozkosz, którą mógł dać mi tylko on. Tyle że on miał inne plany. (...) Przez dekolt, jedną pierś i drugą, brzuch, podbrzusze, dotarł tam, gdzie chciałam go czuć. Pieścił mnie językiem jak zaczarowany. A ja, jęcząc i błagając o więcej, oddawałam mu się bez reszty.
Aż przyszła mi na myśl Milenka-Marlenka z analizy NAKWy. 
Co raz zostało przeczytane, już się nie odprzeczyta.
NANANANA WCALE TEGO NIE PRZECZYTAŁAM, TEGO NIE MA W MOJEJ GŁOWIE, NANANANANA TRZEBA O TYM ZAPOMNIEĆ!

Oplotłam Asmodeusza nogami w pasie, chcąc mu dać do zrozumienia, o co mi chodzi, i od razu zrozumiał. Wszedł we mnie jednym mocnym, płynnym ruchem. Oboje wstrzymaliśmy na sekundę oddech, pasowaliśmy do siebie idealnie. Czułam, jak ciepło rozchodzi się po moim ciele, a w pokoju można było wyczuć siarkę, ogień, namiętność.
Znowu ktoś puścił bąka. Ale w sumie różne są fetysze, jedni lubią stopy, inni zabawki... kimże ja jestem, żeby osądzać kogoś, kogo podnieca zapach zgniłych jaj?

Demon żądzy poruszał się we mnie szybkimi i pewnymi ruchami, między jednym a drugim pocałunkiem z moich ust wydobywały się jęki i westchnienia. 
(...) czułam, że rozkosz wybucha mi w podbrzuszu i rozchodzi się po całym ciele. Wygięłam się w łuk, wbiłam paznokcie w barki Asmodeusza i głośno krzyknęłam. Jak z oddali słyszałam jęk bruneta, który podążył za mną do krainy rozkoszy i to, jak zamarł, by po chwili opaść na mnie.
Słyszała to, jak zamarł. Ale z oddali. Tak.

W każdym razie mam jedno podsumowanie (JIM, PRZYBĄDŹ NA POMOC!):
 Emilka ucieka do Lukasa, z którym się umówiła, chociaż zdążyła już oddać duszę Asmodeuszowi (bo seksy = wymiana dusz, u know). Koniec rozdziału 14.



Rozdział 15


Lukas porywa Emilkę, która budzi się w białym pokoju. Białe jest wszystko, od podłogi, przez meble, aż po sufit. No. Poza łóżkiem. Łóżko jest czarne. Białe są nawet drzwi, przez które nasza heroina wychodzi (albowiem obudziła się sama w łóżku). Okazuje się, że po drugiej stronie jest niemal identyczny pokój... z tą różnicą, że, poza tymi pierwszymi, nie ma w nim innych drzwi. Brawo! W końcu ktoś wysłał tę wariatkę do pokoju bez klamek!

Chodziłam po obu pomieszczeniach jak lwica po klatce, niech lepiej uważa, jak wróci, bo ja nie będę przebierać w słowach i powiem, co o nim sądzę.
Tak, pewnie zarzuci jakimś wielce dorosłym tekstem o niesprawności penisa. Ale w końcu Lukas się pojawia. Emilka jednak nie mówi mu wszystkiego, co o nim sądzi. :(((((((((
– Powiedziałam, że odejdę od nich, to tak zrobię. Dotrzymałam obietnicy, teraz ty musisz dotrzymać, nie masz prawa mnie dotknąć, jasne? – upewniłam się, bo za grosz mu nie ufałam.
No jasne, bo na pewno nie będzie kłamał! 
Pamiętacie, jak w poprzednim rozdziale Emilka sama zdecydowała się pójść z Asmodeuszem do łóżka i, co za tym idzie, oddać mu swoją duszę?
Miałam dość bycia ich lalką, z którą robią, co chcą.
Czyli znowu wracamy do motywu: OMUJBOSZE WSZYSCY HCOM MJE KONTROLOWADŹ! W każdym razie Lukas strzela jej z liścia w twarz, a potem, gdy Emilka się oburza, nasz lodowy anioł stwierdza:
– Jesteś strasznie przewrażliwiona, wiesz?
No pewnie, bo bicie ludzi po twarzy jest normalne. Ja to się ze znajomymi leję po pysku na przywitanie.

Autorka dba jednak o czytelników i mamy powiew świeżości, bo, uwaga, jest POV Wydymona! (ja TEŻ, mimo wszystko, się nie spodziewałam!).


Najpierw oddaje mi ciało i duszę, a potem zostawia mnie samego w łóżku. Niech ja ją tylko dopadnę.
Tak. Dopadniesz ją, a ona będzie jęczeć i błagać o więcej. 


– Widzieliście Emily? – Wpadłem do kuchni, gdzie siedziały chłopaki z Kate, ale nie było wśród nich tej, której szukałem.
Jak to?! Nie było wśród nich tej Kate, której szukałeś?! Ale szkoda!
– Jeśli to prawda [to, że Emilka uciekła], to znajdę ją i sam wymierzę karę – warknąłem, myśląc o tym, że mnie zdradziła.
OJ, BEDO KLAPSY. 
Dymon musi odnaleźć Emily. Niby oddała mu duszę i powinien móc ją wytropić. Ale nie może. Bo nie. Piękny imperatyw opkowy, nie ma co. Dlatego też udają się do potężnej czarownicy. Czarownica jest tak potężna, że steruje umysłami demonów i, patrząc na nią, każdy widzi inną kobietę. Znając życie, Emilka będzie widziała jej prawdziwą twarz. xD A, jeszcze jedno, wiedźma inkantuje piękne zaklęcie:
Rakez ondre mire frestir, g'olde, raume ei hassi. Werri mei, werri mei ane, are prisse dei kreud, werri mei ane, are tes laume vi laume eris, sufer vi sufer eris, galen vi galen eris. Werri mei etril frenis assmis kreudil, tare ondre lestis anes fetris.*
Co znaczy:
 * Wzywam wszelkie moce ognia, ziemi, wody i powietrza! Znajdźcie mi, znajdźcie mi tę, która należy do demona, znajdźcie mi tę, która jest krwią z krwi jego, duszą z jego duszy, ciałem  z jego ciała (i działem z jego działa, lol). Znajdźcie mi wieczny płomień kochanki demona, aby mógł się wypełnić jej los.
W ogóle naszła mnie pewna refleksja. Nie wiem, ja Wy, bo ja mam całą książkę przed nosem i widzę całość jako całość, mam wgląd we wszystkie zdania i tak dalej, ale nie macie może wrażenia, że autorka ma przecinkową sraczkę? To znaczy zdania niby są poprawne (widać korekta jednak swoje odbębniła), ale buduje z nich takie paskudne, nieurocze kolosy. Może to moje widzimisię, ale w połowie miejsc postawiłabym kropkę.
Przescrollowałam sobie wyżej, bo nie chciało mi się przepisywać kolejnego fragmentu... Weźmy na przykład to zdanie:
Dotrzymałam obietnicy, teraz ty musisz dotrzymać, nie masz prawa mnie dotknąć, jasne? 
Dlaczego np. po "dotrzymać" nie może być kropki, co?! *smuteg wielki taki*
Przecież to wprowadziłoby więcej dynamizmu zarówno w dialogach jak i opisach. Nie wiem, kto autorce wmówił, że pisanie tak długich zdań jest fajne. Znaczy tak, nie zawsze powinno się pisać zdania pojedyncze, bo to też świadczy o ubogości języka oraz pewnych narządów odpowiadających za myślenie, ale no. Wiecie, chodzi o to, żeby nie popaść ze skrajności w skrajność.
Ale po co ja się produkuję. Jak ktoś nie ma talentu (tak, uważam, że Dominika Szałomska nie ma talentu w tej dziedzinie i uważam, że dla dobra literatury powinna się zająć czymś innym niż pisaniem), to choćby człowiek śpiewał mu całymi dniami piosenkę Weird Ala (szczególnie od 3:02), to i tak niewiele to da.
Łoteva.

Demonki idą do tej wiedźmy, wiedźma inkantuje zaklęcie, które powstało najprawdopodobniej przez walnięcie głową w klawiaturę i... cóż. Zaklęcie nie działa.
Koniec rozdziału 15.

Rozdział 16
Wróćmy do Wydymilki, która nadal jest z Lukasem. Sado-maso pełną parą, bowiem Lukas poddusza ją przy ścianie. Emcia używa jedna superpałer szczał kula ognia z łapki (IT'S SUPER EFEKTIF), więc Lukas postanawia poradzić sobie inaczej:
(...) podszedł do mnie szybkim krokiem, nie zdążyłam zareagować, zanim wymierzył cios i mnie ogłuszył. Upadłam na ziemię i straciłam przytomność. Na wpół przytomna widziałam, jak wychodzi z pokoju, niosąc mnie na rękach, a następnie kieruje się do windy. Pojechał na samą górę i wszedł na dach, zemdlałam.
To tak, jakby ktoś jeszcze naiwnie wierzył, że w ksioopkach jest jakakolwiek logika.
Lukas próbuje obudzić w Emilce feniksa. Bo podobno feniks ma skrzydła, więc Lukas wzlatuje z Emilką w przestworza, żeby Emilkę zrzucić. Bo wtedy na pewno Emilka na pewno się przemieni, żeby się uratować i nie rozbić o ziemię.


Moje dłonie ześlizgnęły się i spadłam.
Widziałam tylko jego oddalającą się postać i ten głupi uśmiech, który najchętniej bym mu rozkwasiła. Ale teraz miałam ważniejsze sprawy na głowie: co zrobić, by nie został ze mnie mokry placek, a także jak to zrobić, nie używając feniksa? Wierzyłam jednak, ze Lukas pójdzie po rozum do głowy i mi pomoże, bo w końcu nie na rękę mu moja śmierć. Zacisnęłam powieki i czekałam. Czekałam i czekałam, jednak on mnie nie łapał. Uchyliłam jedno oko i zobaczyłam, że ziemia jest już bardzo blisko, stanowczo za blisko.
I wtedy Lukas ją złapał. Pewnie Emilka, gdyby tylko chciała, zdążyłaby sobie zaparzyć w trakcie tego lotu herbaty, może kawy, zadzwoniłaby do ciotki z Europy, a na koniec pomachała Lukasowi. Bo w sumie czemu nie.
Wkurzony Anioł zabiera Emilkę z powrotem "gdzieś tam" – piszę "gdzieś tam", bo autorka opisuje świat, jakby był wielkim słoikiem miodu albo smoły, w której bohaterowie po prostu się poruszają, tak, wiecie, bez żadnego celu, po prostu przesuwają się o kawałek. Budowa świata poziom -1. No, w każdym razie okazuje się, że Lukas też ma swoją czarownicę, oto jej opis (zwróćcie uwagę, bo zaraz będzie potrzebny):
Siedziała zgarbiona na brzegu kanapy, na głowę narzuconą miała jakąś brązową chustę, która zasłaniała jej oczy, policzki, usta, wszystko. Kiwała się w przód, tył, z zaciśniętymi dłońmi, które ułożyła na kolanach.
Oto opis. Zapamiętany? Świetnie. (pomińmy to, że chusta kiwała się w przód, tył... resztę znacie) Zatem przejdźmy dalej. Lukas dowiaduje się, że Emilka oddała  duszę Asmodeuszowi, więc ten w końcu ją znajdzie. Czarownica dostaje czegoś na wzór apopleksji, bo zaczyna bełkotać w niezrozumiałym języku, który jednak w jakimś stopniu przypomina hiszpański (nie wiem, nie znam się), a potem:
Oboje obróciliśmy głowy i spojrzeliśmy na nią. Jednak ona wzrok miała utkwiony w Lukasie: białe, świecące się oczy, które prawie że raziły. 
Oczy spod chusty wyszły same, wszak wcześniej były zakryte. Ale co to za problem, nikt nie zauważy, nie? Lukasek w każdym razie trochę panikuje i wrzuca Emilkę do pokoju obok (wszyscy tam wszystkimi rzucają, fizyka nie istnieje, bawimy się przednio), gdzie zaraz ją zamyka. Emilka od razu zasypia (wygodna taka umiejętność zasypiania wszędzie, gdzie się da) i tym razem to Wydymon wchodzi jej do głowy.
Następuje gadka-szmatka, Demon się wkurza, bo przeca go oszukała, no jakże to tak!
Jego słowa były zimne jak stal, każde z nich raniło mnie jak nic innego.
Ach, te emocje!
Oczywiście złość uchodzi z Wydymona szybko niczym powietrze z przebitego balonika, bo czemu nie. I na tym też kończy się rozdział 16.

Rozdział 17
Obczajcie ten pisarski kunszt:
Ten pierwszy [Asmodeusz] obiecał po mnie przyjść, gdy tylko nasze dusze się "zaaklimatyzują", ale nie zjawił się. A ten drugi [Lukas] groził zaś, że jak mu nie pokażę feniksa, użyje innych metod. Mimo to od momentu gdy wtedy tamta kobieta powiedziała tamte słowa, nie zjawił się u mnie.
Tamta kobieta, tamte słowa, tego tam ten tego, wiecie, no, ten teges. I ten tego, ten, Emilka zasypia. Nawiedza ją oczywiście jej goroncy kohaneg i tako rzecze:
(...) Nie mogę się do ciebie dostać, wiem już gdzie jesteś, ale ta parszywa wiedźma blokuje mi drogę wejścia.
Jedno słowo: korekta.
Właściwie do korekty Novae Res nie mam zbyt wielu zastrzeżeń, bo i tak odwalili taką robotę, że niejeden człowiek by przy tym wymiękł już po pierwszych kilku stronach tego wątpliwej jakości dzieła. Za to warsztatu, stylu pisania i logiki nie mogli uratować, bo właściwie książkę trzeba by przepisać od nowa, a najlepiej w ogóle przysypać toną gruzu oraz posłać w zapomnienie.

Ale, ale! Lukas odkrywa ich małą pogawędkę i przerywa gadaninę Asmodeusza:
– To ten cholerny Lukas. Odkrył, że rozmawiasz ze mną, Emily... – Nie zdążył dokończyć, bo się rozmył.
Najpierw całe pomieszczenie, a na samym końcu on sam. 
To w końcu najpierw się rozmył, czy jednak pomieszczenie było pierwsze? Za trudne to dla mojego mózgu. 
Emily wraca do pokoju Lukasa.
– Jesteś niepoważna – krzyknął i wziął mnie na ręce, wynosząc z pokoju.
Pani Dominika chyba nie posiada wykrzyknika na klawiaturze, a jak już się pojawia, to albo jest to zasługa poprawek wydawnictwa, albo skopiowała go z Internetu. 
W ogóle Emilkę wszyscy biorą na ręce. Jak dziecko. <3 Znowu jadą windą na dach i gdzieś lecą. Poza tym Amodeusz pytał Emily, gdzie się znajduje, to nie umiała powiedzieć, bo gdy tylko podejdzie do okna, widzi za nimi ceglany mur. Ale przecież Lukas wcześniej zabrał ją na zewnątrz, nie? No to halo, fczymproblem?! W każdym razie, no, lecą. A i jeszcze zapomniałam powiedzieć, że wbił Emilce nóż w udo. I oczywiście tego noża nie wyjął:

Wiatr chłodził moją twarz i targał włosy, nogi dyndały, rana bolała piekielnie, ale nie miałam jak się złapać za nią, bo musiałam trzymać ręce na jego [pewnie chodzi o Lukasa, ale w podmiocie jest wiatr] szyi.

 Czytam sobie dalej, czytam. Nuda, flaki z olejem... ale dochodzę do pewnego wniosku. Autorka po prostu nie potrafi budować opisów. Kiedy mamy pomieszczenia i sytuację, gdzie akcja jakiegoś bohatera odnosi się do czegoś znajdującego się wewnątrz, mamy opisy w stylu: "A potem Lukas gdzieś poszedł" lub "w magazynie były jakieś kartony". Gdzieś, jakieś, coś. No, ale właśnie – akcja przenosi się do magazynu.
Najprawdopodobniej zawędrowaliśmy na rozdanie nagród Darwina, bo:
Nie miałam czasu na rozglądanie się po budynku, widziałam tylko pojedyncze pudła i jakieś szafki, musiałam uciskać ranę w nodze, starać się, żeby jak najmniej krwi ze mnie uleciało.
I co robi Emily? Zgadliście:
W końcu złapałam za wystającą rączkę od noża i wyciągnęłam go z rany, bolało jak diabli, z moich ust wyrwał się głośny krzyk, roznosząc się echem po pomieszczeniu. Musiałam utrzymać siebie przy życiu tak długo, jak tylko mogłam.
Dlatego robiłam wszystko, żeby jebnąć widowiskowego zgona.
Hannibal approves.

Pod Emcią tworzy się kałuża krwi. Przybywa jednak mhroczny rycerz, niestety bez rumaka:
Obiema rękami objęłam go mocno za szyję i przyciągnęłam do siebie, zaciągając się mocnym siarkowym zapachem, który należał tylko do niego.
Ta to się lubi sztachnąć. 
Wydymon próbuje Emilkę uratować, bierze ja na ręce (noga krwawi, dynda, wszystko jedno) i próbują wyjść, ale zatrzymuje ich Lukas. Emilka upada na ziemię, a dymon i anioł bedo sie lali po pyskach (na przywitanie oczywiście): 
Gdy podszedł do mojego demona, naparł mocno na niego rękoma, a on odleciał w tył. Przeleciał nade mną i spadł na ziemię kilka metrów za mną. Widziałam tylko, jak uderza o twardy beton, a potem odwróciłam szybko wzrok na Lukasa, który był już kilka kroków ode mnie.
No, musieli długo się nie widzieć, skoro przywitanie takie mocne.
– Feniks cię nie uratuje. Nóż, którym cię dźgnąłem, był zatruty. W twoim organizmie płynie trucizna, dostaje się do organów i je niszczy. Każda komórka twojego ciała niedługo będzie umierająca, ta jak ty. 
Dziwne. Myślałam, że śmierć ciała = śmierć komórek.
Wtedy nie wiadomo skąd w Lukasa wleciał mój demon. Zabrał go w powietrze, a potem rzucił nim o ścianę magazynu, która została wgnieciona.
Pamiętajcie, ściany się nie burzą, nie zawalają się itp. Wgniatają się. Jak maska samochodu po spotkaniu z dzikiem. 
W każdym razie musicie wiedzieć, że Emilka, będąc u Lukasa, wtedy, gdy widziała się z wiedźmą, widziała też wizję tej walki. I Lukas wie, jak ta walka ma się zakończyć, więc Emily postanawia ostrzec Asmodeusza:
– Asmodeuszu! To ta wizja wiedźmy! On wie, jak się skończy. Uważaj – krzyknęłam ile sił w płucach.
"Super rada, dzięki!" powinien odkrzyknąć Asmodeusz. 
Ale Lukas wpada do magazynu, w którym Emily zostawiła nóż. Potem Asmodeusz zostaje dźgnięty tym nożem i następuje ciemność.
Heheszki.

Koniec rozdziału 17.

Rozdział 18
Żeby było ciekawiej, mamy teraz narratora wszechwiedzącego. Bo tak. Bo Emily jest w śpiączce, Asmodeusz też, więc skończyły się nam pov's. Włączamy tryb pałlo koeljo:
Wiele ich jeszcze czeka, wiele się zdarzy takich rzeczy, o których nie mają pojęcia, ale poradzą sobie, nie poddadzą się. Ich siła, ich pociąg do siebie, ich dusze, ich miłość, to coś, co wielu będzie chciało im zabrać, ale nikt nie wie, kiedy i gdzie. Wszystko przed nimi, jednak teraz, gdy leżą nieprzytomni, ledwo żywi, w świecie, gdzie nie ma ich bliskich, są sami. Muszą walczyć ze swoimi słabościami. Przetrwać tam, gdzie jest ciemno, nie ma światła ani ich drugiej połówki.
Wzruszyliście się? Nie? Ja też nie. Ten fragment wyrwany jest z "dnia pierwszego". Trzeciego dnia budzi się Asmodeusz, a autorka prezentuje nam piękny jego opis:
Mężczyzna o potężnej sylwetce, szerokich ramionach, z czarnymi jak noc włosami i czarnymi jak dno oceanu oczyma usiadł gwałtownie, biorąc głęboki wdech.
Żebyście mi czasem nie pomyśleli, że czarny może być czarny. Bo jest czarny jak noc i czarny jak dno oceanu. Dwa różne kolory, pamiętajcie!

– To ten sam nóż, co miała w ciele Emily. Zostało na nim trochę trucizny, ale większość otrzymała ona. Dlatego jest głębiej uwięziona. – Alurze łamało się serce, gdy widziała cierpienie na twarzy takiego silnego mężczyzny.
NO, BO PRAWDZIWY CHŁOP TO NIE PŁACZE, ANI SIĘ NIE WZRUSZA.
True story.
A teraz uwaga:
Wstał z łóżka ostrożnie, uważając, by nic nie zrobić swojej wybrance.
Kilka linijek niżej: 
– Znajdę skurwiela i zabiję – Zerwał się z łóżka i ruszył do drzwi wściekłym krokiem.
Aż z tych nerwów chłopina dwukrotnie wstał z łóżka.



"Skurwiela" – przekleństwo, spoko, nie ma problemu. Słowo "penis"? BROŃ CIEM BORZEM.
No i już Asmodeusz chce lecieć się klepać z Lukasem po pysku, już chce go pobić, ale go zatrzymują, bo, uwaga:
– Jeśli wyjdziesz z tego pokoju, to nić, którą połączyłam ciebie i Emily, pęknie.  A wtedy ona spadnie na dno i umrze.
JAG TO. A DO ŁAZIENKI? NA SIUSIU?
Nie możesz się nigdzie ruszać poza obręby tego pokoju, jedynie do łazienki.
Nie no, łazienka jest jednak magiczna.
Wszyscy wyszli, Asmodeusz został z Emilką (nadal nieprzytomną, sam):
– (...) Obiecuję, dorwę go i zabiję – powiedział, nachylając się nad ukochaną. A potem pochylił się i kolejny raz delikatnie musnął jej usta w pocałunku.
To chyba jakiś rodzaj nerwicy, żeby dwa razy robić to samo.
Mijają kolejne dni, już nie opisywane jeden po drugim, teraz jest "dzień czwarty, piąty, szósty" – pewnie zabrakło pomysłów, he, hehehehe, he.
No, ale jest dzień siódmy i tekst Asmodeusza:
– Moja słodka Emily. Obudź się już. Wiesz przecież, że cierpliwość nie jest moja mocną stroną. A i tak to już trwa kilka dni. Nie uważasz, że to już za długo? – spytał, ale nie odpowiedziała mu, chociaż bardzo chciała. W głębi siebie rzucała się, krzyczała, ale na zewnątrz była cisza. Nic, żadnego ruchu. – Jeśli się zaraz nie obudzisz, to zacznę się z tobą kochać, tak jak leżysz. I wiesz, że to zrobię, dlatego nie pogrywaj ze mną i otwórz te swoje oczka, w których zobaczę znajomą barwę. Ten twój upór i błysk, gdy jesteś zła lub zirytowana... – przewał, gdy zobaczył, że między jej brwiami pojawiła się mała zmarszczka.
Cholera. Skończyły mi się wiadra na haftowanie. 
Ale wpada Awnas, zapytać, co tam u Wydymilki, więc seksów nie ma (UFFF). Dlatego też, kiedy Awnas opuszcza pomieszczenie, Asmodeusz grozi Emilce, że jeśli zaraz się nie obudzi, to on wychodzi z pomieszczenia.
Kroki stawiał powoli i dla osoby postronnej mogły się one wydawać ciężkie, jakby ktoś przywiązał mu do kostek cegły.
NO I CÓŻ. TUTAJ KOŃCZY SIĘ DZIEWIĘTNASTY ROZDZIAŁ, A JA NIE POWIEM WAM, CZY ASMODEUSZ WYSZEDŁ, CZY NIE.
HA! Taka jestem okrutna!

Teraz słowa wyjaśnień – chciałam zanalizować książkę do końca, ale sami przeczytajcie sobie powyższe cytaty. Tego nie da się przemielić na raz. Ciężko nawet na dwa lub trzy. Często brakuje mi po prostu sił, by w jakikolwiek inteligentny sposób skomentować takiego gniota.
Miałam dodać analizę tuż po końcu sesji (ja wieeeeeeeeeeem, że przeciągałam, wybaczcie), ale jestem człowiekiem szczęścia, niestety, jak mówi moja beta, nie swojego, więc trochę rzeczy mi się posypało. Sprawy w outernetach były ważniejsze w tamtej chwili.

Cudzysłowy poprawię w najbliższym czasie (takkk, wiem, że są złe).

Co myślicie o analizie "na żywo" za tydzień? :) Powiedzmy o... 16 lub 17? Chyba że wolicie analizę w formie takiej jak zwykle. Koniecznie dajcie znać! (a i ciągle pamiętam o konkursie! Z tym, że jeszcze dwie, no, trzy to już maksymalnie, analizy mi zostały – także możecie tez powiedzieć, jaki chcielibyście konkurs, raczej nic trudnego, mile widziane propozycje!)

71 komentarzy:

  1. O ja p*****... aż spytałam na FB, czy ktoś mi wytłumaczy o co chodzi z niektórymi fragmentami, które zacytowałaś. Bo do mnie nie dociera.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I lepiej, żeby nie dotarło. Bo jak do człowieka dotrze, to jeszcze się przerazić może. :P

      Usuń
  2. Matko kochana! To jest naprawdę straszne. Także rozumiem, tej książki chyba nie da się przeczytać w całości. Same fragmenty, które tutaj przytaczasz są tak ciężkie, że mózg paruje.
    Analiza "na żywo" - mi się podoba ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jak mówiłam, że to złe, to nie chcieli mi wierzyć! :(

      Usuń
  3. "A ten drugi [Lukas] groził zaś, że jak mu nie pokażę feniksa, użyje innych metod." - "pokażę feniksa"... Jakoś tak kojarzy mi się to z pokazaniem innego ptaka.
    Aaa! Nadchodzi najpiękniejszy moment całej ksiunszki!!! W ogóle dziwię się, że Asmodeusz dał radę wysiedzieć tam aż siedem dni. Ja to bym chyba zapomniała i przypadkiem wyszła, skazując Emilkę na śmierć... *kaszle* W ogóle jakoś przy tym rozdziale uderzyło mnie, jak bardzo autorka stara się kreować Emilkę na Silną Postać Kobiecą, a wychodzi jej taka płaska tektura... Smutne to trochę.
    Ej, tylko dwie czy trzy analizy? Strasznie krótkie to ksioopko... Wiesz już, co będziesz analizowała po Demonku (czy wracasz do starych, dobrych kaktusów dla ocenialni)?
    No i co do analizy na żywo, byłoby fajnie, ale jak byś to zorganizowała? Ogólnie jestem na tak, ale nie wiem, czy dam radę przybyć na taką godzinę. Najwyżej przeczytam potem :P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślisz, że Emily to taka współczesna Miriam...? :o (to było złe)
      Najpiękniejszy moment całej ksiunszki jest trochę dalej. Teraz jeszcze obudzi się... normalnie. ;-; Dlatego jeszcze 2 - 3 analizy. Bo to opko niby ma 27 rozdziałów, ale w książce jest taka duża czcionka i interlinia, że niby upchali to na trzysta stron.
      Co do postaci Emilki: cóż, mam nieodparte wrażenie, że to alterego autorki... miało być fajnie, ale jednak co bardziej ogarnięci ludzie się śmieją.
      Co do analizy na żywo: http://z-piwnicy.blogspot.com/2014/08/pulsar-2-sitriel-relacja-na-zywo.html
      Myślałam nawet nad czytaniem "na żywo" w sensie na kamerce, ale NR zabrania odczytu w środkach masowego przekazu, a np. Twitch mógłby być takim środkiem. :(
      Co po Demonku - nie wiem. Wszak teraz fuzję ocenialni organizują xD projekt taki powaszny, wow, praca taka ciężka, biznes taki sirius! I co ja będę robić, jak będzie tylko jedna zdychająca ocenialnia? Może przerzucę się na opka, z kionszkami ciężko, bo to wymaga pinionszka, a ja niekoniecznie chcę wydawać realne hajsy na złą literaturę. :c (także to jeszcze kwestia do omówienia)

      Usuń
    2. Aham, czyli jeszcze "mordują drzewa", bo bez dużej czcionki i interlinii książka miałaby ze... Sto stron? Sto pięćdziesiąt?
      Co do Emilki: jak dla mnie na pewno jest alter ego autorki, to jednak coś często spotykanego u ludzi, którzy mają tak słaby warsztat (krótki staż chyba też, ale nie wiem, jak długo autorka pisze).
      Aaa, czytanie na żywo na Twitchu byłoby takie fajne, szkoda, że NR zabezpieczyło się pod tym kątem. Tak myślałam, że będzie to mniej więcej w ten sposób wyglądało; czytałam już stare relacje na żywo, chyba Zombie Samurai, ale nie byłam pewna, czy też pójdziesz w tym kierunku.
      O fuzji słyszałam; myślę, że to w porządku projekt (tak w zamyśle, bo jak im to wyjdzie... Cóż, dowiemy się). Tyle że nie chciałabym, żeby ocenialnia, na której teoretycznie bym oceniała, połączyła się z takim Niebieskim Piórem albo Ostrzem Krytyki, brrr. Wyobrażasz sobie fuzję Pomackamy i OK? :D Chociaż dobra, może nie OK, tylko czegoś momentami (momentami!) tak w miaaarę przyzwoitego, na KDO czasami (chociaż ta ocenka mojego bloga, eee...) im się udaje... Różnica poziomów byłaby świetna. No ale może ludzie by się czegoś nauczyli, a gdyby się udzielali na jakimś wspólnym forum, może faktycznie jakoś te ocenialnie mogłyby się wygrzebać z dołu i stanąć na nogi. Chociaż pewnie w rzeczywistości nie będzie tak fajnie, jak bym chciała.

      Usuń
    3. Chyba masz niewiarygodne pokłady wiary w samarytanizm innych ludzi...
      I w ogóle w ludzi, przecież ci, którzy piszą kocopoły, z reguły NIE CHCĄ rad. Nawet mają pięknie w ogłoszeniu, że nie trzeba ich nauczać i pokazywać błędów, tyle lat już piszą!...

      Usuń
    4. Tak, od razu widać, że tekst jest rozepchany okropnie. Połowę na pewno by odjęło, jakby zmniejszyć interlinię i czcionkę...

      No, ja co do tego też raczej większych wątpliwości nie mam. Różnią się tylko kolorami włosów (ale to taki trik, nie dajmy się zmylić! xD).

      No właśnie Twitch byłby super, ale no... :< Smuteg taki wielki. Do takich rzeczy trzeba mieć ich pisemną zgodę. Już widzę, jakby mi pozytywnie odpisali na maila: "siemka, chcę zgnoić jedną z wydanych przez was książek na tłiczu, mogę?"... :D

      Ta fuzja byłaby sensowna, gdyby łączyła ocenialnie na tym samym poziomie i gdyby była organizowana w sensowny sposób. Na Pomackamy też przerabialiśmy na początku etap "bez szefostwa" - nie da się, naprawdę. No i my też ryknęliśmy śmiechem, kiedy się dowiedzieliśmy, że zestawiono nas na równi z naprawdę kiepskimi ocenialniami. Mnie szczególnie ubawiło to, że zostawiły taki soczysty spamik na Pomackamy, proponując współpracę z ocenialniami, którym dałam Kaktusa xD... No, już widzę siebie w ich gronie (i to nie tak, że ja jestem jakąś Alfą i Omegą, ale zdecydowanie nie pieprzę takich głupot w ocenkach - poza tym Leleth i inni mnie pilnują i jak coś już pieprznę, to kasują to w korekcie :P).

      I ludzie by się czegoś nauczyli? Błagam, tam połowa to ałtoreczki o napompowanym ego, już widzę te hejty i plucie się za zwrócenie uwagi na jakiś błąd, lol.

      Ano i jest wspólne forum, co nazywa się "doceniamy". Ale tam to kółeczko wzajemnej adoracji jest, zdycha to dość mocno no i jeśli fakty nie zgadzają się z opinią głównych adminek to tym gorzej dla faktów. ;P

      Usuń
    5. Den, to forum dawno nie żyje. Popełniło intelektualne samobójstwo.

      Usuń
    6. E tam, wiara. Pewnie z wspaniałymi łoceniającymi będzie tak jak ze mną, to jest: na początku gimnazjum myślałam, że wszystkie rozumy pozjadałam (nie pisałam ocenek, ale dlatego, że myślałam... że jestem na nie za dobra (*chwila ciszy*)), potem znudziła mi się blogosfera i wróciłam do niej parę lat później, już na wstępie myśląc "Czym jest życie? CZYM JEST PISANIE??????????", ekhem. Na pewno kiedyś się zrehabilitują, może za pięć lat, może za trzydzieści. Ja poczekam :D. Poza tym, kto z nas nie był kiedyś ałtoreczką! Tak miło wspomina się te wspaniałe czasy.
      Może na Twitchu zanalizujesz coś innego, Den? :P
      Co do Demona, jeszcze zastanawiam się, czy został tam ten wspaniały opis: "- Obyś bawiła się równie dobrze jak ja - wyszeptał i zaczął całować jedną z jej piersi."; wykopałam to z grobu Sznaucerka.

      Usuń
    7. OWSZEM. ZOSTAŁ.
      TO WŁAŚNIE LECZĄCA SIŁA GWAŁTU.
      I boję się, że mnie to zabije.

      Usuń
  4. No tak....to zaczyna być ciekawe. Według mnie dzieła typu Akademia Wampirów to przykład złej literatury. Ale po przeczytaniu kolejnej analizy Den dochodzę do wniosku, że jednak jest jeszcze jakiś niższy poziom. Trening bohaterki przypomina żywcem wyjęty z filmu o wampirach, walka demona z aniołem i scena seksu jest taka,że Supernatural wymięka :D A tak na poważnie: to zła literatura, bo po prostu brak warsztatu, korekty na poziomie merytorycznym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Ciekawe" - raczej w złym tego słowa znaczeniu. I tak, to jest zła literatura. I bardzo szkodliwa (bo jeśli ktoś po przeczytaniu tego gniota stwierdzi, że skoro został dźgnięty nożem, to trzeba go wyrwać, no to powodzenia...). Od spodu pukają już tylko niektóre opka na blogach.

      Usuń
  5. Czekałam na tę analizę i się doczekałam. Wreszcie. :)
    W tej książce jest tyle niedociągnięć, że aż się dziwię, że osoba wykonująca korektę ich nie zauważyła. O ile ktoś tę korektę w ogóle robił...
    Super analiza, poprawiła mi humorek. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przecież to NR, tam korekta raczej ma niezbyt kluczowe znaczenie... :P Zresztą większość czytelników, którzy są targetem takich gniotów, nie zauważy błędów.
      I miło mi! :)

      Usuń
    2. Może i tak, nie patrzyłam co to za wydawnictwo wydało tę ''książkę''.

      Usuń
  6. Czy wy też za każdym razem czytacie Discopolis?
    "żeby ją zaprosić i móc sobie legalnie z nią gruchać" - ślinienie się poza swoim domem jest nielegalne?
    Borze, jak to jest dennie napisane. Już mniejsza o "fabułę", ale ten styl jest badziewny jak ałtorKasia. I nagłe skakanie po narracjach. Tak bardzo ałtoreczkowe.
    Musiałam tamować krwawienie, dlatego wyciągnęłam przedmiot blokujący krwotok. Bikoz fak jut, dats łaj.
    A dobra, nie chce mi się komentować tych wszystkich debilizmów. Tylko sobie potrzymam cycki, bo:
    TAK, NADCHODZI LECZĄCA SIŁA GWAŁTU!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale powiedz faneczkom - oburz będzie tak ogromny, że zmiecie Cię z powierzchni Ziemi! :D
      Do leczącej siły gwałtu jeszcze trochę czasu. Nie wiem, czy się z tego cieszyć... :P

      Usuń
  7. http://38.media.tumblr.com/6eb08077f660b7a09ff179448fd5c800/tumblr_mglkdxuMjq1rl0bkto9_r2_250.gif
    Ten gif chyba mówi sam za siebie, ale chciałabym dodać, że dzięki za te analizy, bo próbowałam czytać w księgarni Demona bez dopisków i to było zdecydowanie za dużo. Jak Matras może z czystym sumieniem trzymać takie ksiunrzki u siebie na półkach, do tego żądać prawie trzy dychy, to nie wiem. Najzabawniejsze jest, że stało toto obok AłtorKasi. :D
    Btw, różnica między Milenką-Marlenką a Dominiką Szałomską jest taka, że te opka o TH zostały opkami... Nic więcej nie jestem w stanie znaleźć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. MATRAS MA TO NA PÓŁKACH?! To chyba nie w Toruniu, bo musiałam zamawiać przez Internety do księgarni. No a 30 zł to w ogóle cena z kosmosu dla takiego gniota. Jak słyszałam o tym, że rząd chce wprowadzić jednolitą cenę książki, to skisłam wewnętrznie. Kto da np. 50 zł za takie, za przeproszeniem, gunwo, kiedy będzie mógł w tej samej cenie dostać Tolkiena, Sapkowskiego, czy dzieło innego pisarza, którego lubi...?
      Wiesz, niektóre rzeczy nie powinny być nawet opkami... Ale nie nam o tym decydować. :P

      Usuń
    2. Gdynia rzut beretem od Redy, może to jakieś promowanie regionalnych gniotów, ja nie wiem, ale normalnie nie wierzyłam własnym oczom, aż musiałam to przekartkować, żeby się przekonać. Bo ja ogólnie masochistycznie lubię zajść do tych półek z AłtorKasiami i sztukami Masłowskiej, Dominika ze swoim Demonem się wpasowała dokładnie w środek. :D
      Jakbym miała zapłacić za to 50 zł, to bym chyba zabiła ekspedientkę śmiechem, bo nawet dwóch dyszek bym nie dała, no sorry, nawet na opał mi się to nie przyda, bo pieca nie mam...

      Usuń
  8. "A może to ty nie wytrzymujesz tempa „małolat" i pewien twój organ już nie daje rady?"- Czyżby chodziło o uprawianie joggingu i niewydolne płuca?


    "Każda komórka twojego ciała niedługo będzie umierająca, ta jak ty."- Ten cytat zainspirował mnie tak bardzo, że w przyszłości będę mówić pacjentom: "Bardzo mi przykro, ale pana komórki umierają. Za to pana mogę wypisać ze szpitala" :D

    PS. Mogę załatwić ci dobrego psychiatrę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie poproszę, przyda się!

      Usuń
  9. Omg, zostałam wspomniana dla potomnych, mogę umierać szczęśliwa <3
    A teraz przybywam z zestawem ratunkowym dla Dencia, jednocześnie przekazując moje przemyślenia odnośnie tejże niesamowitego tworu.
    Ktoś tu zasłużył na Solasa.
    Natomiast Cullen ma dość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...aż mi urwało od gramatyki w zdaniu. Muszę iść na jakąś rehabilitację mózgową.
      Oczywiście, że tegoż, nie tejże.

      Usuń
    2. Wyddymon tak na Ciebie działa :P
      - den z telefonu

      Usuń
    3. Zakład, że Justynian przejąłby na stałe kontrolę nad Andersem po lekturze "Demona Żądzy"? Przecież nawet najgorsze demony zdecydowanie nie zasługują na takie pomówienia. Sprawiedliwości! D:

      Usuń
    4. ...ja mam ochotę coś opętać, jak widzę Justyniana xD Brawo dla polskiego studia za tak finezyjne tłumaczenie!
      Ale ekhm, my nie o tym. Justice zrobiłby Demono Rzondzy z dupy jesień średniowiecza, bądźmy szczerzy. Nawet zanim zamieszkał w Andersie xD

      Usuń
  10. Bądźmy szczerzy, gdyby nie "Demon...", życie byłoby nudne.
    Złe seksy były tak złe (i nieporadnie napisane), że przyćmiły resztę. Deneve, ja naprawdę nie wiem, jak możesz się przez to na trzeźwo przebijać. :D
    A tak z ciekawości, bo jestem dość nie w temacie, był jakiś odzew ze strony autorki na twoje analizy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm, pytanie, czy na pewno na trzeźwo. Deneve pewnie coś ukrywa.

      Usuń
  11. Właściwie to tak ściśle chemicznie rzecz biorąc, to czysta siarka jest bezwonna, choć prawda, że łącząc się z innymi pierwiastkami (zwłaszcza wodorem) zapewnia na ogół nie najprzyjemniejsze wrażenia zapachowe. Whatever. Uwielbiam Twoje poczucie humoru <3 I zdecydowanie wolałabym analizę tradycyjną jakby co.

    OdpowiedzUsuń
  12. Uwielbiam kaktusa, mimo że wpadam tutaj raz na ruski rok. Wczoraj zauważyłam, że jest aż pięć części analizy i się ucieszyłam jak dziecko. Na samym początku stwierdziłam, że chciałoby mi się przeczytać tego Demona, ale im głębiej w las, tym bardziej sobie uświadamiam, że ja pisałam podobnym stylem, gdy miałam trzynaście lat. Haha, a ałtoreczka jest po dwudziestce. To wredne, ale ten fakt znacznie podniósł mnie na duchu.
    "Pokazanie feniksa" kojarzy mi się z kabaretową familiadą. "Co mężczyzna trzyma w spodniach? Ptaszka."
    Rozumowanie Emilki jest pierdyliard razy gorsze od książkowej Eleny Gilbert, no ja cię kręcę, aż nasuwa mi się pytanie "kto zgodził się wydać takie gówno?"
    Trzymaj się, Den. Gdy skończysz analizę, możesz zgłosić się do mnie. Mam zajęcia z psychologii, więc czóję się pszyóczona i na pewno wiem lepiej. Jak Emilka!

    OdpowiedzUsuń
  13. Wychodzenie "na pole" to poprawna forma. To regionalizm charakterystyczny dla południowej Polski, stosunkowo często spotykany w rozmaitej literaturze. Nie trzeba więc jechać na Podhale żeby się o tym przekonać :)
    http://okiem-filolozki.blogspot.com/2013/06/wychodzimy-na-pole-czy-na-dwor.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale przecież nikt nie mówi, że wyjście "na pole" to zła forma. To tak samo jak z wychodzeniem "na dwór". To też regionalizm. Ameryki nie odkryłeś, anonimku. To raczej ironiczne zwrócenie uwagi na to, że często ludzie ścierają się o to, czy powinno wychodzić się na dwór, czy na pole. ;P

      Usuń
    2. Tak się trochę wtrącę, ale moim zdaniem w książkach raczej nie powinno być regionalizmów (o ile nie jest to celowa stylizacja np w dialogu). Dlaczego? Bo takie zwroty zawsze będą brzmieć dziwnie czy wręcz "niepoprawnie" dla ludzi z innego regionu. W sumie książkę można napisać nawet miejscową gwarą, wtedy to by dopiero dziwnie brzmiało. ;)

      Usuń
    3. To, że coś będzie brzmiało dla kogoś "niepoprawnie" nie oznacza, że jest niepoprawne i w żadnym wypadku nie oznacza, iż nie powinno się stosować regionalizmów w książkach. Oczywiście nie wszyscy muszą znać takich zwrotów, ale osoby oczytane nie będą miały z tym problemu. Jako pierwszy lepszy przykład można podać książki Małgorzaty Musierowicz. To, że ktoś nie wie co oznacza słowo "wymborek" nie oznacza, że autor nie powinien go używać.

      Usuń
    4. *takie zwroty

      Usuń
    5. Ale Musierowicz pisze o Poznaniakach, więc nic dziwnego, że w jej książkach pojawiają się zwroty używane właśnie przez nich.

      Usuń
    6. Zwróć uwagę, że zgodnie z poglądem Asi Musierowicz w ogóle nie powinna używać regionalizmów ponieważ będą one brzmiały "niepoprawnie" dla czytelników z innej części Polski.

      Usuń
  14. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. MÓJ PIERWSZY KOMĆ-PUŁAPKA, YAY!

      Usuń
  15. ...a ja to zapach siarki lubię. W sensie, ten który czuć tuż po odpaleniu zapałki na przykład, o. Tak to by mi mógł amant pachnieć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I o taki pewnie Ałtorce chodziło. :)
      Tylko że "zapach siarki" brzmi bardziej mrohhhnie niż "zapach odpalanej/gaszonej zapałki/świeczki łotever"

      Usuń
    2. Albo gdzieś zasłyszała, że demony w SPN pachną siarką. I bezkrytycznie uznała, że jej to pasuje.

      Carly

      Usuń
    3. Z tym, że to co wtedy czujesz to nie siarka tylko spalający się fosforan. Ale fosforany nie są tak klimatyczne jak siarka. ;)

      Usuń
  16. "przewał, gdy zobaczył, że między jej brwiami pojawiła się mała zmarszczka"

    Lol, Emily ma zmarszczki! :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Mi tam kaktusik nie przypadł do gustu. Za dużo Emilki, za dużo Wydymona. Ta część już nawet nie była zabawna, pomimo komentarzy Deneve, była po prostu... no, zła, zła. Za dużo głupoty pomieszanej z głupotą i Emcią. I myślę, że im dalej książki, tym będzie gorzej. Za duuuużo.

    Będziesz jeszcze rozdawać kaktusy ocenialniom?

    OdpowiedzUsuń
  18. Co do oceny na żywo - mam mieszane uczucia. Z jednej strony na pewno byłaby kwikogenna, z drugiej, boję się, że gdy aktualizacje nagle przestaną się pojawiać, trzeba będzie dzwonić po policję i pogotowie. Kto wie, czy dosłownie nie zejdziesz w pewnym momencie ze śmiechu. Przy tradycyjnej analizie zawsze masz czas, by odetchnąć, napić się herbaty, wyjść na spacer, albo zwinąć się w kłębek i zapłakać...?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba już trzeba wzywać pogotowie.

      Usuń
    2. Dla Dencia to trzeba już miejsce w psychiatryku rezerwować, a nie jakieśtam pogotowia dzwonić!

      Usuń
  19. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  20. Tak to czytam i czytam (świetna analiza, Deneve; podziwiam, że masz na tyle sił, żeby to ciągnąć) i naszła mnie myśl, że mama autorki musi być niezmiernie dumna. Czego jak czego, ale takiej książki to bym raczej rodzicom do poczytania nie podsunęła. Szczególnie jeśli na okładce widniałoby moje nazwisko.
    A co się wydało, to się już nieodwyda. Smuteczek.

    Pozdrawiam gorąco,
    maximilienne

    OdpowiedzUsuń
  21. Od zawsze wiedziałem, że łazienki są magiczne... ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. A'propos siarki - może aŁtorce jej zapach myli się z zapachem zapałek?

    OdpowiedzUsuń
  23. Deneve, kiedy następna analiza?

    OdpowiedzUsuń
  24. Wiecie, że Demonek doczekał się w końcu ebooka na chomiku?

    OdpowiedzUsuń
  25. Boże, usuńcie to gówno z blogosfery... Za mało macie roboty w domu, żeby tworzyć bloga specjalnie po to, by naśmiewać się z innych pracy? Rozumiem, że Demon i wiele innych nie reprezentowały zbyt dużego poziomu, ale nie uważacie, że takie strony rodzą agresję i brak wrażliwości wśród ludzi? Jak tak czytam wasze komentarze, to zadaję sobie pytanie: "Co się z wami dzieje?". Nie podoba wam się coś, to omińcie szerokim łukiem, sięgnijcie po inną książkę, a nie odwalacie takie cyrki. Szkoda, że nikt się jeszcze nie zainteresował istnieniem tak poniżających dla Polski stron i nic z tym właściwego nie zrobił...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dawaj, zgłoś to do prokuratury! :D

      Usuń
    2. Tak, tak, wszyscy tu prezentują brak wrażliwości i agresję... Nie to, co inni, o nieee, jak ktoś wchodzi tutaj i wyrzuca od "gówien", "poniżenia dla Polski" to jest wrażliwy, uczuciowy i nieagresywny. Boże, co za hipokryzja...
      Za mało masz roboty w domu, że specjalnie tu wchodzić, po to by wyzywać bloga od gówien? Rozumiem, że "Kaktus..." i wiele innych nie prezentuje zadowalającego Cię poziomu, ale nie uważasz, że takie komentarze rodzą agresję i brak wrażliwości wśród ludzi? Jak czytam takie komentarze, to zadaję sobie pytanie: "Co się z wami dzieje?" Nie podoba Ci się coś, to omiń to szerokim łukiem, wejdź na innego bloga, a nie odwalasz takie cyrki. Szkoda, że nikt się jeszcze nie zainteresował takimi bezsensownymi, poniżającymi dla Polski komentarzami na blogach i nic z tym właściwego nie zrobił...



      (a tak BTW, co takiego WŁAŚCIWEGO powinno się zrobić z takimi blogami? zafascynowało mnie to...)

      Carly

      Usuń
    3. Rozwiązanie jest jedno
      SOND

      Usuń
    4. No nie mogę! RODZĄ AGRESJĘ! Bez urazy Anonimku, ale kto na tym blogu wykazuje się agresją?
      A analizatornie taka jak Karny Kaktus istnieją właśnie po to, żeby analizować. Poza tym, Den w ani jednym fragmencie żadnej ze swoich analiz nie wyśmiała personalnie bloga, jego autora lub tej oto książki.

      Usuń
    5. PS.: Dawaj, czekamy na pozew! xd

      Usuń
  26. Kiedy kolejna część? Ubaw po pachy, nie mogę się doczekać kontynuacji! Miło poczytać za darmo i z genialnymi komentarzami. Trzydziestu zacnych złociszy nie dam za shit michalakopodobny :) Bardzo się cieszę, że nie próbowałam wydawać swoich książek w NR, chociaż nie ukrywam, miałam kiedyś taki zamiar... Teraz jestem pewna - ta oficyna nie ma szacunku dla siebie. Nie chodzi nawet o jakość korekty, ale o same wydane pozycje. Ok, wierzę, że wyżej zanalizowana "powieść" zaliczyła współfinansowanie autora, jednak to nie zwalnia wydawcy z odpowiedzialności za utrzymanie pewnego poziomu rozpowszechnianej prozy. Ps. Teraz mi się przypomniało, że kiedyś na forum Armady ktoś podsunął bloga o fabule podobnej do tej z "Demona...", kto wie czy to nawet nie to samo dzieuo? Chwila... mam! http://www.sierzantundsaper.fora.pl/propozycje-i-zgloszenia,4/gen-ewy-bohaterka-wybrana-i-robienie-dziecka,4462.html Heh, mieliśmy nadzieję, że nikt tego nie wyda, a jednak...

    OdpowiedzUsuń
  27. Dodatek do komentarza piętro wyżej: Bosz... Deneve to byłaś ty :D Wybacz mi ten atak ślepoty. Ech, niestety, tylko patrzeć jak kolejne opka doczekają się printu. Miałaś dobre oko, swoją drogą.

    OdpowiedzUsuń
  28. Ostatni post z dnia 28 lutego, dziś 17 czerwca... Deneve, umarłaś i nie żyjesz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Licencjat wessał mnie dupą i wyrzygał, oto dowód:
      http://screenshooter.net/100631549/vjctfqr
      Pozdrawiam z Instytutu Archeologii UMK ._.

      Usuń
    2. Oh. :< Szkoda, ale są rzeczy ważne i ważniejsze. ;)

      Usuń
  29. Dobra. Ona jest feniksem. Płonie, tak? Więc jak, do cholery, może radośnie podcinać kogoś i upadać nań bez żadnych konsekwencji?
    Przepraszam z góry, jeżeli coś pokręciłam, pod wpływem pisaniny ałtorki zagotował mi się mózg.

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

Obrazek dostałam od Mewtiny. Obsługiwane przez usługę Blogger.