Kolce sprawiedliwości

niedziela, 7 grudnia 2014

Demon żądzy 4/6 - wrzeszczący ogień, Emilka cięta riposta i wystraszony pokój

Autorką książki jest Dominika Szałomska, nie roszczę sobie żadnych praw do jej treści – tekst powstały na blogu jest wyłącznie analizą krytyczną dzieła ww. autorki. Cytaty pochodzące z książki zaznaczono osobnym kolorem.

Dziś będzie dużo marudzenia, ale zaznaczyłam je, więc będziecie mogli je przescrollować. Indżoj!

Rozdział 11 (tym razem może uda mi się nie pomylić numerów "rozdziałów" :c).
Tym razem ledwie zaczynamy czytać rozdział, już boli:
Ciepło rozchodziło się po moim ciele. Lecz inne niż wtedy, gdy płonęłam, to rozchodziło się po moim ciele i pieściło jego zakamarki.
Na przykład pod pachą, za uchem, podrapało w nosie od środka... 
Do tego dotyk czyichś rąk na mojej talii? Straciłam poczucie, że wiem, o co chodzi. Powoli zaczęła wracać mi świadomość i doszło do mnie, co się dzieje. Dłonie należały do Asmodeusza, a przyjemne ciepło emanowało z jego ust, które całowały moje. Otworzyłam nagle oczy, a moja ręka złapała go za tę część ciała, której grzeczne dziewczynki nie dotykają, ani o niej nie myślą.
Hmm... No nie wiem, może chodzi o powiekę? Dlaczego w takich ksioopkach ZAWSZE ale to ZAWSZE nazywa się penisa w taki sposób? Ale wiecie, to jest książka o odkrywaniu kobiecej tożsamości, może jeszcze kiedyś Emilka odkryje, że penis nazywa się penisem.
– Pocałuj mnie jeszcze raz bez mojego pozwolenia, a to, co trzymam, nie będzie ci już nigdy w życiu potrzebne, rozumiesz?
Zrobiło się groźnie. Tak tylko napomknę, że Emcia, knując w poprzednim rozdziale przeciwko Tanyi, obiecywała sobie, że po wszystkim wynagrodzi to Asmodeuszowi. Ale jak widać, zdążyła zmienić zdanie. 
(...) dłoń zaciskałam tak, by go bolało, ale by nie zrobić mu krzywdy. Kto wie, może jeszcze mnie samej się kiedyś przyda ta jego część ciała.
Wprost nie mogę doczekać się opisu seksuf właściwych. To będzie apogeum żenady. 
– Co to znaczy, że jestem feniksem? – przypomniało mi się, że mnie tak nazwał. A wiem, że feniks to ptak, który odradza się z własnych popiołów.
Brawo, Emilko! Pięć punktów dla Wydymdoru! No wiedza po prostu porażająca, cpt Obvious do nas zawitał, odradzając się w postaci feniksa.
Nie będę Was katować nudami, jakie są dalej, po prostu je streszczę: wściekła Emily żąda, by demonki opowiedziały jej wszystko, co związane jest z feniksem. I, uwaga, wyjątkowa kobieta z genem Ewy, z wyjątkowym darem, wyjątkowymi mocami, jest przeznaczona *dramatyczna pauza* Lucyferowi. *BA DUM TSSSSS*. Asmodeusz? Lukas? A co tam, pierdolnijmy jeszcze samego władcę piekieł. Będzie fajnie. Tyle że nie. Jeszcze zaraz jakieś bóstwo się nią zainteresuje, chociaż może aż tak głęboko w tematy religijne się nie zagłębiajmy...

Żeby było zabawniej (jakby cała książka nie była jednym wielkim żartem i źródłem lolkontentu), Emilka cierpi chyba na dziesięć chorób psychicznych na raz (co oczywiście ma tłumaczyć jej feniksowatość, ale wiecie, to opko, logiki nie uświadczycie). W każdym razie ktokolwiek spróbuje się z Emilką nie zgodzić... a zresztą, łapcie cytat:
– Nie będę z nią rozmawiać, sami sobie radźcie. – Mój brunet obrócił się i skierował do wyjścia z pokoju. Przez sekundę zamarłam, a potem chciałam sięgnąć po szklankę stojącą na szafce nocnej i rzucić w niego.
Jak niewychowany bachor, ktoś się z nim nie zgadza, to tupnie nóżką, wrzaśnie i rzuci tym, co akurat ma pod ręką. To chyba najpaskudniejszy rodzaj bohaterki, jaki można spotkać. Na siłę kreowany na samodzielną, silną kobietę, mistrzynię sarkazmu, a jednocześnie uosobienie cnót wszelakich, w rzeczywistości wredna, niewychowana zołza, prostaczka, chamka z niewyparzonym jęzorem i wiecznie "dama w opałach". Bleh. Typowa Marysia Zuzanna.
Samael wstał i przeszedł się po pokoju, a potem stanął naprzeciw łóżka z dłońmi na biodrach.
Łóżka z dłońmi na biodrach. Takie rzeczy tylko w "Demonie". Nie wiem, co brała autorka, ale było mocne. 
W każdym razie Emilka wpada na pomysł, by w jakiś sposób pojednać się z feniksem i nad nim zapanować – znając tę książkę, trzeba będzie pewnie "bardzo namiętnie się kochać", NOALE – resztki mózgu zachowują Awnas i Samael:
To zbyt ryzykowne, nie możemy narażać twojego życia tylko dlatego, że masz taki kaprys i chcesz się pobawić ogniem.
Z kolei jeśli chodzi o Emilkę... Cóż:
Jednak skutek tego był odwrotny, gdyż przestałam ich słuchać. Przenosiłam wzrok z jednego na drugiego, udając, że akceptuję wszystko. Ale tak naprawdę wpadało jednym uchem, a drugim wypadało.
No. Nic dziwnego, skoro we łbie pustka, to słowa razem z wiatrem przelatywały przez czerep z cichym świstem. Stare historie ludowe mówią, że wiatr ten, po wylocie przez drugie ucho płakał rzewnie. Zaufajcie mi, tak było.

A teraz tekst najlepiej podsumowujący Emilcię:
– Mów do słupa, a słup stoi jak dupa...
Chyba jedyne sensowne zdanie odnośnie bohaterki w całej ksionszce.
Oczywiście, jak możecie się domyślić, Emily postanawia przyzwać feniksa:
Gdy otworzyłam oczy, widziałam siebie w lustrze, moje włosy zaczynały się powoli podnosić jak przy podmuchach wiatru.
Jeszcze moment i będzie wcale-nie-zdzirowaty-kostium feniksa.
Koniuszki palców u nóg i rąk zaczął pieścić ogień, który kierował się ku górze, ku sercu. Ogień był coraz wyżej, moje ubranie się zmieniało, pojawiły się płonące buty, skórzane spodnie, gorset. Ogień opanował całe moje ciało, ale czułam, że to nie wszystko, że stać mnie na więcej. Nie było tego wybuchu co ostatnio, wtedy dosłownie czułam, jak coś w środku we mnie eksplodowało. 
See? Told ya!
Ale to nie wszystko, Emilka ma rację, stać ją na więcej:
Działałam impulsywnie, wyciągnęłam rękę przed siebie, skąd dochodził czyjś głos i z dłoni wystrzeliła kula ognia.
ŁAJ? BIKOS FAK JU DATS ŁAJ.


– Wyłącz to, Emily. Cały pokój płonie. Wyłącz – powiedział [Asmodełusz], łapiąc moją twarz w dłonie i opierając się swoim czołem o moje. Starałam się zrobić to, o co prosił, ale nie udawało mi się.
– Nie wiem jak... – wyszeptałam. 

Koniec rozdziału jedenastego.
Jedziemy z dwunastką... 
W tym rozdzialiku Emilka zdaje sobie sprawę, że jednak Samael i Awnas mieli rację i jest smutna, bo nie może "wyłączyć" feniksa. :( Czemu te bohaterki muszą być takie "przekorne" (być głupie), wiedzieć lepiej (być głupie) i w ogóle nie słuchać rad mądrzejszych osób (być głupie)?
I teraz kolejny obrzydliwy przejaw merysuizmu: Asmodeusz nakazuje Emily wyobrazić sobie coś miłego, wrócić do dobrych wspomnień i okazuje się, że... heroina nie ma dobrych wspomnień! Ojciec pijak, matki nie ma, koleżanek też nigdy nie miała, bo każda inna kobieta jest albo od niej głupsza, albo jest zdzirą. Czyli klasyczny przykład Wybrańca przez duże "W" i mhhhhrocznej przeszłości w tle.
Ale spokojnie. Teraz będą już tylko motylki i słodkopierdzące wyznania.
Wracając do ksionszki: ogólnie sytuacja ma się tak, że Emilka podpaliła swoją feniksowatością pokój (bo czemu nie, prawda) i nie może "się wyłączyć" więc postanawia wezwać Lukasa, który przecież jest taki chłodny, że nawet uśmiecha się na zimno.
– Przyniosę ci lód, tyle, ile chcesz, ale nie przywołuj go – wrzasnął, ponieważ ogień stawał się coraz głośniejszy.
Tak. Pewnie ogień stał na środku pokoju i krzyczał: "NANANANA NIE SŁYSZĘ WAS".
Lukas na szczęście odpowiada na wezwanie i:
Meble powoli cichły, wyczuwało się powiewy chłodnego wiatru.

A teraz autorka zaprzeczy sama sobie:
Jego twarz nie ukazywała żadnych emocji – twarda maska z zaciskającymi się ustami i gniewnym spojrzeniem.
Spojrzenie było gniewne, ale emocji nie było żadnych.
Welp, ok. 

/* jęk analizatorki */
Powiem Wam jedno. Są książki, które są takie sobie, ale można je przeczytać, jeśli nie wymaga się od literatury zbyt wiele i nie zamierza się specjalnie wysilać przy czytaniu – ot tak, żeby się odmóżdżyć. Są też złe książki, których po prostu się nie rusza, bo są kiepskie. Ale TO... tej książki nie poleciłabym nawet najgorszemu wrogowi. Poważnie. To jest chłam, zwyczajny gniot i nie da się go już uratować. Tutaj nie pomogłaby nawet najlepsza korekta, więc nie ma o co być złym na Novae Res, bo i tak nie dokonaliby niemożliwego. Tej książki nie dałoby się naprawić bez całkowitego jej przepisania, wypieprzenia 90% treści, bo taka jest idiotyczna, oraz generalnego napisania jej od nowa.
No po prostu nie. Nie kupujcie tego. Jeśli naprawdę chcecie tego gniota (szkoda pieniędzy) przeczytać, to mogę po skończonej analizie wysłać komuś tę książkę i niech krąży po całej Polsce.
Nawet nie wyobrażacie sobie, ile kosztuje mnie powstrzymanie się w tej analizie, bo chcę, żeby była napisana kulturalnie. Tylko fakt, że postanowiłam sobie nie rzucać tu mięsem, mnie od tego powstrzymuje.
Można spełniać marzenia, można wydać książkę, bo czemu nie? Ale niech to chociaż udaje, że ma jakąś fabułę i zostało napisane z logiką oraz sensem.
/* koniec jęku analizatorki */

Następnie jeden z dymonów (wiecie, te Awnasy, Samaele itepe), przerzuca sobie Emilkę przez ramię:
On za to zbiegł po schodach, za nim biegli Asmodeusz i Samael. Weszli do salonu, a ja zostałam rzucona na jedną z kanap jak worek kartofli.
Tak. Tak w tej książce zachowują się kilkuset letnie demony.
Dorośli ludzie, nie ma co.

Generalnie brak mózgu Emily objawia się na każdej stronie. Bohaterce ciągle wydaje się, że Asmodeusz i jego paczka wciąż i wciąż knują coś przeciwko niej, biednej, uciśnionej dziewczynie. Jest np. sytuacja z Lukasem – Asmodeusz mówi Emilce, że ma uważać, bo Lukas może być groźny. Oczywiście Emilka stwierdza "hurr durr, dupy ból, Asmodełusz hce mno rzondzidź" i musi przekonać się na własnej skórze, że jest inaczej. W efekcie kończy ze złamanym żebrem (to, że się zrasta w sekundę, pomińmy). Później mamy sytuację z feniksem: Asmodeusz uprzedza, że ten super hiper mityczny feniks jest niebezpieczny, ale Emilka nie wierzy, mówiąc ponownie: "hurr durr Asmodełusz hce mno rzondzidź". I wiecie, co mamy teraz? Emily zdradza swoje położenie Lukasowi, kiedy ten wchodzi do jej głowy (oczywiście heroina nie ma pojęcia, gdzie się znajdują, ale nie wiem, może Lukas, wchodząc do jej głowy, może ogarnąć współrzędne? Taka nowoczesna nawigacja...) i Asmodeusz mówi, że czas uciekać, bo Lukas po nią przyjdzie, a w ogóle to wydaje się, że Emilka już-prawie-zgodziła-się urodzić Lukasowi dziecko i zabić Asmodełusza, ale swojego super planu nie chce im zdradzić, mimo że pytają, więc:
Miałam wrażenie, że chcieli mną rządzić jak małym dzieckiem.
KURWA, SERIO?! (wybaczcie, jednak nie wytrzymałam). To trzeci, czwarty, a może i piąty raz, kiedy ta banda, pożal się borze, demonów, coś jej odradza, a ona stwierdza, że na pewno chcą nią rządzić i manipulować. A potem znowu ta bezmózga idiotka się w coś wpieprzy i stwierdzi: "ojejciu, faktycznie, Asmodeusz miał rację", by w następnym rozdziale znowu podejrzewać go o manipulację.
Mózg mi wysiada.

A i analiza generalnie miała pojawić się wczoraj. Ale jak usiadłam do jej pisania wieczorem, po całodziennej podróży, to mój mózg odmówił mi współpracy. Byłam zmęczona psychicznie i fizycznie, nie przeżyłabym chyba czytania tego gniota, bo, wierzcie mi, do moich ulubionych zajęć naprawdę się to nie zalicza...

Emilka jest też miszczyńom sarkazmu, gdyż Asmodeusz nazywa ją po imieniu, na co ona zaraz mu przerywa:
– Wiem, jak mam na imię, nie musisz mi ciągle powtarzać.
HO HO HO!
A i jeszcze w każdej sytuacji, w której występuje Asmodełóż, nawet jeśli to tylko głupia rozmowa (bo mądrych tu nie ma), należy zaznaczyć, że:
Przerwa między naszymi ciałami nie wynosiła więcej niż kilka centymetrów.
Was też obrzydza ta seksualizacja każdej normalnej czynności w tej książce? 
Ostatecznie Emily zdradza swój genialny plan, w którym być może zabije Asmodeusza.
Faceci i ich małe rozumki. Czy to demon, anioł, czy zwykły mężczyzna. Każdy myśli, że jak przemówi do kobiety jak do dziecka i wytłumaczy powoli, to ona od razu zrobi wszystko, co jej każe. Nie wiem jak inne kobiety, ale na mnie to nie działało, chcieli wiedzieć, proszę bardzo, powiedziałam, bo byłam ciekawa efektu. Ale nie mają nawet co myśleć, że ich posłucham i zrobię, co mi każą. Figę z makiem dostaną, i tyle.
Przynieście wiadro, mój mózg chce się wydostać przez usta.
– Zastanawiasz się?! [nad zabiciem go] – krzyknął wściekły, podchodząc do mnie szybkim krokiem. (...)
Łał. W końcu wykrzyknik, gdy ktoś krzyczy!
Odruchowo cofnęłam się przed nim parę kroków i wyciągnęłam obronnie dłoń przed siebie, z której niespodziewanie wyskoczyła kula ognia i uderzyła Asmodeusza prosto w pierś.
A teraz przykład bohaterskiej korekty w akcji:
A ty, Asmoeuszu, nie pobudzaj jej dodatkowo, bo wystraszy mi jeden spalony pokój.
Mam tylko jedno pytanie, jeśli ktoś z NR to czyta: czy ktoś w ogóle czytał tego gniota podczas "korekty"? Aha i jeszcze jedno, bo zapominam ciągle: czekam na straszenie prawnikiem. Wydaje mi się, że spora część blogoświatkowego Internetu też na to czeka.

Demonki postanawiają, że wyjadą do Diocopolis (wpiszcie sobie w Google tę nazwę, co prawda wyrzuci Wam nieco inną propozycję, ale imo autorka mogła się tym... inspirować), a Emily zasypia, bo umówiła się z Lukasem, że da mu odpowiedź co do tego, czy zabije Asmodeusza, czy nie:
– Prosta piłka, Emily. Zabijesz go czy nie? Powiedz tak lub nie. Więcej od ciebie nie wymagam. – Rozłożył ramiona na oparciu kanapy. Wzięłam głęboki oddech, nie miałam wyjścia. Musiałam mu dać odpowiedź.
– Tak – powiedziałam cicho, ale pewnie patrzyłam mu w oczy.
Przebrnijmy zatem przez rozdział trzynasty... na dziś ostatni, bo więcej nie jestem w stanie przeżyć.
Demonki wyruszają do Diocopolis:
Awnas puścił mi oczko, wsiadając do czarnego bmw, za to ja z Asmodeuszem skierowaliśmy się do samochodu moich marzeń.
Dodge challenger z 1970 roku. Oczywiście też czarny. Udałam, że nie wiem, co to za samochód, tylko potulnie do niego wsiadłam. 
Nie dość, że głupia, to jeszcze blachara... W sumie ten strój, wiecie, koronkowy gorset, skórzane spodnie... T-T

 Asmodeusz kieruje samochodem:
Wzrok miał utkwiony w przedniej szybie, usta lekko zaciśnięte w cienką linię, dłonie na kierownicy.
Może ja się nie znam, ale jak prowadzę auto, to raczej patrzę na drogę, nie wgapiam się w szybę. 
Emily zasnęła w samochodzie, na miejscu wyciąga ją z niego Amodeusz i kiedy niesie ją na rękach...:
Delikatny słodki zapach kontrastował z ciężką wonią siarki, jednak pomieszane razem tworzyły unikalny zapach, który pieścił moje nozdrza i kojarzył mi się tylko z moim demonem żądzy.
Jak widać, niektórych zapach siarki podnieca:
Chciałam więcej, moje ciało domagało się jego pieszczot, tego ciężaru, gdy leżał wtedy na mnie na kanapie, usta żądały pocałunków, które tylko on umiał dawać w tak szczególny sposób. Czułam przyjemne ciepło, które rozlewało się po podbrzuszu. Pragnęłam, żeby zamknęli mnie z nim w jednym pokoju i nie wypuszczali choć przez jedną noc. 
Rzyg, rzyg, rzyg.
A teraz doceńcie kunszt autorki, opisów takich nie uświadczycie bowiem w zwykłej, a pfe!, marnej, a fuj!, literaturze:
W środku szeroki hol, z lewej strony schody prowadzące na piętro, po prawej wejście do salonu, z tyłu było wejście do kuchni i wyjście na tyłu do ogrodu, który przechodził w polanę.
No, a poza tym Emily, ledwie wchodząc do nowego domu, już widzi przez ściany? Dobrze wiedzieć. 

Na dziś to tyle, bo mój mózg zbuntował się do reszty i nie jest w stanie udźwignąć więcej tego bełkotu...

84 komentarze:

  1. Tak tylko napomknę, że poprawny skrót od "wyżej wymienionej" to "ww.".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze miałam z tym kłopot, podobnie jak "m.in.". Dzięki, już poprawiam. :) Będę pamiętać na przyszłość.

      Usuń
  2. Emilcia ma być z Asmodełuszem, tak? Jak autorka chce sprawić, żeby ta bucowata baba przestała rzucać w niego szklankami, strzelać flejmsami w pierś i uważać się za dorosłą w wielkim stylu dwunastolatek, żeby Asmodełusz ją pokochał, albo przynajmniej się z nią kochał? Pytam poważnie: jak to się ma stać bez Imperatywu Wydymonowego? ;_;


    PS. Den, za to poświęcenie się i analizowanie powinnaś dostać medal.

    OdpowiedzUsuń
  3. Gdyby nazwała penisa penisem, uniknęłaby brzydkich powtórzeń takich jak: "który/której", "a" albo "nie".
    Ale nieee, po co sobie życie ułatwiać?
    Wizja domu... niedościgły wzór! XD Serio, chciałabym kiedyś tworzyć tak misterne opisy. ;-;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może się wstydzi nazwać rzeczy po imieniu? Dobrze, że nie używa zamienników typu pała, kiełbasa, sznurek itepe. ;P

      Usuń
    2. Włócznie Forysia. Popieram, już chyba lepsze są takie ałtorkowe wymijanki. ;_;

      Usuń
    3. Kiedy na odwrocie jest jak byk napisane, że są treści erotyczne. Nie powinna się więc wstydzić, bo to się chyba z celem mija! xD "Penis" nawet w książce do przyrody w 6 klasie figurował. Jak ręka, noga, oko. ;-;

      Usuń
    4. Nie wiem, czy słyszeliście, ale są już książki o TEJ tematyce dla dzieci -> "Wielka księga siusiaków" i "Wielka księga cipek" ;D

      Usuń
    5. Te książki powstały właśnie dlatego, żeby dzieci przyzwyczajać do tego że tak, mają penisy/waginy (odmawiam używania słowa "cipki", strasznie mi się ono nie podoba - w ogóle w naszym języku jednak brakuje neutralnych określeń sfer intymnych), że są normalnymi częściami ich anatomii i żeby nie miały problemów z nazywaniem rzeczy po imieniu :) Autorka Wydymona jednak problem ma. I to boli ;_;

      Usuń
    6. Weźcie...przecież nie ma takich synonimów, które oddałyby istotę penisa, męskości, kutasa, członka, ch*ja itd, itd..... słowniki takie drogie - a nie weźmy na poprawkę w internetach teraz wszystko za free...

      Usuń
  4. Ej, czy mi się wydaje, czy szukałaś momentami dogorywającej logiki w tej ksiunrzce? ;o
    Płonące buty i mówiący ogień wygrały wszystko. Nie mam więcej pytań. Komentarza też nie mam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Boszszszsz... Nie dziwię się, że Ci się nie chciało za to brać. Same fragmenty mnie nieźle zmęczyły. Co dopiero jakbym miała czytać całość.
    Znając życie znów pewnie zapomnę połowę tego co chciałam napisać w trakcie czytania, ale to jest tak wstrząsające dzieło, że jeszcze się nie otrząsnęłam.

    Jak tak patrzę na Emily to w kółko mam obraz takiej scenki:
    - Emily nie skacz z okna. To 10 piętro, złamiesz sobie kręgosłup.
    - Nie będziesz mną rządzić bezrozumny mężczyzno! Jestem kobietą i wiem lepiej!
    A potem rzecz jasna seksy na zrośnięcie pękniętego kręgosłupa i połamanej czaszki. :D
    Swoją drogą zastanawiają mnie dwa fenomeny uparcie powtarzane w tego typu grafomanii (choć nie tylko).
    Raz: Bohaterka jest albo głupią, rozlazłą memeją albo głupią, rozpuszczoną suką. Dlaczego bohaterka nie może być normalną bystrą babką?
    Dwa: Wszelkie długowieczne istoty są psychicznie dopasowane do autorki/ grupy wiekowej do jakiej adresowana jest książka. I potem mamy bandę kretyńskich demonów, które mają kilka setek (jak nie więcej) na karku, a psychicznie zatrzymali się na etapie 15 lat. Chociaż wtedy seksy z kimś o psychice dziadka nie byłyby takie fajne... ;p

    Z innych kwestii odnośnie analizy... Słowo penis jest takie straszne i złe, ale podtekst seksualny w każdej scence już jest cacy. Grzeczne dziewczynki nie myślą o penisach, ale o seksach to już mogą non stop? Jak piękna konsekwencja. :D
    A upojna mieszanka zapachów z siarką... Z doświadczenia wiem, że łatwiej przyzwyczaić się do zapachu samej siarki niż do siarki wymieszanej z czymkolwiek co ma mocny zapach. A połączenie z perfumami jest już nie do zniesienia. Aż bym wysłała autorkę na weekend na Islandię - od razu by się wyleczyła z tej pachnącej siarki. ;)

    Gratuluję przebicia się przez kolejny kawałek tej książki. Ja bym chyba nie dała rady. Początkowo chciałam przeczytać to dzieło, ale co odcinek analizy przekonuje się, że jednak nie chcę. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. "Wyłącz to" to chyba najgłupsza możliwa kwestia, gdy ktoś nie umie zapanować nad mocami. A poza tym: LEAVE LUCYFER ALONE!
    Amen

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyłącz to pasuje do Mamy i krzyczenia na dzieciaka, żeby ściszył muzykę.

      Usuń
    2. Mi się skojarzyło z jakimiś quasi pogromcami duchów, którym się włączył odkurzacz na zjawy.

      Usuń
    3. Nie sądzę, żeby Lucyfer był taki naiwny. Na wieść o przeznaczonej mu jej feniksowatości Emilce zareagowałby co najwyżej tak:
      http://stream1.gifsoup.com/view6/3653530/lucifer-forked-tongue-o.gif

      Usuń
    4. Przy Emilce i jej galopującej chuci to strach język pokazywać...

      Usuń
  7. "Tak tylko napomknę, że Emcia, knując w poprzednim rozdziale przeciwko Tanyi, obiecywała sobie, że po wszystkim wynagrodzi to Asmodeuszowi. Ale jak widać, zdążyła zmienić zdanie. " Kobieta zmienną jest, a to przecież "książka o odkrywaniu kobiecej tożsamości", więc wszystko się zgadza, nie?
    Korekta popisała się też przy "wejściu do do kuchni", ale nawet jeśli ktoś z Novae Res to czyta, to i tak się nie przyzna ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "wejście do do kuchni" to niestety mój błąd przy przepisywaniu, poprawię, jak będę w zasięgu swojego komputera. Bardzo mi przykro, staram się wiernie przepisywać z książki (bo o cytat chodzi), ale czasem zrywa mi się połączenie na linii "mózg-palce" i wychodzi taki kwiatek. :)

      Usuń
  8. "wyjście na tyłu do ogrodu, który przechodził w polanę."
    What? xD

    Hah, Emily, wyłącz to... O matko.^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałabym to zobaczyć.

      Usuń
    2. Były wiszące ogrody, to kto ogrodom chodzić zabroni... :c

      Usuń
  9. Pewnego dnia zacznę napadać wszystkie te ałtoreczki w ciemnych zaułkach, wykrzykując za nimi "PENIS PENIS PENIS" przez megafon. Do skutku, aż przestaną udawać, że to słowo nie istnieje. Ps. hehehehe, "penis".

    OdpowiedzUsuń
  10. Pięć punktów dla Wydymdoru mnie poskładało. Dziękuję. Gdzie można się tam zapisać?

    OdpowiedzUsuń
  11. Aż z żalu skrobnę sobie artykuł o męskich narządach płciowych i bezczelnie walnę to na bloga...

    Den, mówisz, ze nie wiesz, co brała autorka, ale było mocne, wiem, żart, ale ja bym powiedziała: nie wiem, co ty bierzesz, ale następnym razem bierz pół. xD A drugie pół mi oddaj! ^^

    OdpowiedzUsuń
  12. Ogólnie pozdro z podłogi. Masz jakieś nagrody za ciętą ripostę? :D A jeśli chodzi o zarzuty do ałtoreczek, to weźcie aż tak się nie czepiajcie. Romanse pisze się podtekstami, taki styl. Wiem, że unikanie na siłę np. słowa "seks" kiedy bohaterka puszcza się na prawo i lewo jest raczej głupie, no ale... Sorry, taki mamy klimat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można napisać romans (i to dobry romans) bez bawienia metafory poganiającej metaforę na metaforze. Tru story.

      Usuń
    2. Niedopowiedzenia są fajne. Niedopowiedzenia, a nie aluzje subtelne niczym przywalenie łopatą w łeb.

      Usuń
  13. Kurczę, ja mam taki problem z tą książką. Bo z jednej strony nie sposób zaprzeczyć, że okładka koszmarna, że treść oscyluje pomiędzy głupią, naiwną, wkurzającą a niesmaczną; że w tym wszystkim przebija jakaś taka naiwność jaką zwykle prezentują osoby, które piszą niezbyt długo... Prawda jest taka, że opowieści o Wydymonach nie chciałabym czytać do snu nawet nielubianej koleżance.
    A z drugiej strony autorka wydaje się wyglądać naprawdę sympatycznie, uśmiechnięta na każdym zdjęciu, podekscytowana wydaniem książki. Nigdy z nią nie miałam kontaktu, więc nie wiem jaką jest osobą, ale sprawia wrażenie naprawdę sympatycznej. I jakoś tak mi się od razu ciężej robi na sercu z myślą, że Demona to bym jednak spuściła w kiblu.
    No i jako że sama spotkałam się z mocno negatywną opinią w stosunku do jednego z moich wydanych opowiadań, to wiem, jak potrafi zakłuć w sercu krytyka wobec ukochanego tekstu. I że chociaż w mojej opinii mógł on być najlepszy na świecie, to dla kogoś innego to będzie sroga kupa.
    No i tak sobie stwierdzam, że autorce ktoś powinien zasygnalizować rozmaite błędy; powinna sobie wziąć do serca, że wiele elementów w jej książce jest skrajnie głupich lub skrajnie ohydnych (te ciągłe "sekszualne napięcie" w rozmowach, ta bezwolna jak mimoza bohaterka, te określenia na PENISY). Ale jednak mam poczucie, że taka sympatycznie wyglądająca osoba nie zasługuje na lanie pejczykiem po dupsku :( I co ja mam zrobić w momencie rozterek moralnych?
    Deneve, oczywiście Twoja robota jest świetna i zapewniła mi kilka porządnych ataków śmiechu dzisiaj rano; do tego stopnia, że co lepsze teksty powtórzyłam koleżance na zajęciach z grafiki warsztatowej i ona sama kwiknęła słysząc o Wydymonach. Takie analizy są potrzebne, uczą dystansu do siebie i do swojej pisaniny, zwracają uwagę na rozmaite błędy i głupotki, i strach pomyśleć gdzie ja bym była, gdyby wiele lat temu nie zaczął się mój romans z Mrochną Cwoorcą. Więc walcz dalej z Demonem, nie daj się Wydymonić, a ja jakoś uporam się z myślą, że śmiejąc się z analizy zabieram ałtoreczkom cukierka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, autorce, czy raczej ałtorce wielokrotnie już zwracano uwagę na jej mankamenty warsztatowe. Niestety ona za każdym razem odbierała to jako falę hejtu, bez względu na to, że komentarze były uzasadniające. Nie wiem, może po jakimś czasie w końcu sama zrozumie swoją głupotę. Aczkolwiek patrząc się po tym, w jakiej literaturze się lubuje, raczej to nie nastąpi. Bo i czegóż oczekiwać po osobie, która czyta tylko marne romansidła, taki jak new adult?

      Usuń
    2. Ok, skoro rozmawiamy już autorce, nie o samym Demonie, co też niekonieczne mi w smak, i ja coś dodam. Tak, szkoda mi autorki, trochę dlatego, że w mim odczuciu wygląda to tak, jakby niepełnosprawna dziewczyna wpadła w gniazdo os, ale też dlatego, że się wygłupiła. Może byłoby inaczej, gdyby kogoś słuchała, jednak już w to nie wnikam. Gdy chciałam pomóc (nie tylko ja), właczyła moderację komci i kolejne już się nie pokazały - tak potraktowano osoby, które zwracały uwagę na błędy, więc od razu ciśnie m się na usta, że sama jest sobie winna, bo chciałam pomóc. Co mnie zdenerwowało - zbiera na jakąś wycieczkę, więc pewnie też dlatego poszło tak szybko, bo potrzebuje kasy, więc... Tia, też jestem niepełnosprawna i jakoś nikt niczego mi nie daje. Jednak nie wydałabym tekstu w takim stanie, bez dwóch zdań, choćby dawali mi sztabkę złota. Moja duma została urażona, kiedy autorka olała moje komentarze, więc uznałam, że sama jest sobie winna i nie ma czego żałować, póki nie pójdzie po rozum do głowy. Wciąż naiwnie wierzę w ludzi, więc myślę, że to kiedyś nastąpi. Oby. Tyle w temacie. Uśmiech to nie wszystko, potrzeba jeszcze ciężkiej pracy, dystansu do siebie i umiejętności przyjmowania krytyki.
      Wyobraziłam sobie właśnie, że Dominika też to czyta. I bardzo dobrze.

      Usuń
    3. Wklejam poprawionego komcia, bo w jednym miejscu zjadło mi spację, a w drugim pomieszało dwa wyrazy:
      Nie pastwię się tu nad autorką, a nad tekstem. To duża różnica. Chociaż wiem, jak ostra krytyka ukochanego dzieUa może boleć (mnie nadal boli, tak, jestem ałtoreczką - chociaż może raczej boli mnie to, że moje pomysły nie są jednak tak genialne, jak z początku zakładałam, ale hej, mogę się poprawić!).
      Co do Autorki - jest niepełnosprawna fizycznie, nie umysłowo. To po pierwsze. Po drugie - ale co to ma do rzeczy? To, że ktoś jest niepełnosprawny, nie zwalnia go z konieczności myślenia i z odpowiedzialności za to, co pisze, a co dopiero publikuje na papierze. Ja utykam lekko na prawą nogę, więc nie życzę sobie nieprzychylnych komci pod moim opkiem, hurr durr. :c No bez przesady.
      Co więcej, autorka jest *surprajs* ... dorosła. Możliwe, że nawet starsza ode mnie. W takim wieku (wiem, właśnie włączył mi się tryb moralizatorsko-pierdololotorski) wypadałoby już wyjść z mentalnej szklanej kuli i wiedzieć, że pewne rzeczy są głupie, o ile nie wręcz debilne (jak chociażby klasyczny, przywoływany wielokrotnie przykład strach przed nazwaniem penisa penisem *huhuheuheuhuheauhe penis! Gińcie ałtoreczki!* - srsly, skąd taka pruderia?).
      I jeszce: tak, wielokrotnie autorce zwracano uwagę na to, co pisze źle, co mogłaby poprawić i, kolejny surprajs, robiono to naprawdę grzecznie. Ale foch, jaki wybuchł, sprawił, że ego autorki poleciało w kosmos, zaczęło się blokowanie i kasowanie komci, wściekłe reakcje obrończyń i plucie jadem. Po tym, jak na jej fanpejdżu napisałam, że nie powinna wydawać się w NR (podałam dużo argumentów, ogólnie to był elaborat, chciałam dobrze, ale zostało to odebrane jako zazdrość, niszczenie marzeń i poleciał argument "A DOMINIKA TO MA X WYŚWIETLEŃ NA BLOGU, TY MOŻESZ O TYM POMARZYĆ!!!1111" - spłakałam się z miejsca) skasowała mojego komcia. Na pytanie, dlaczego to zrobiła, odpowiedziała mi, że jestem bezczelna i powinnam do niej napisać na "prv", a nie wywlekać taki brud (???) publicznie. To już chyba samo mówi o tym, jakie autorka ma podejście.
      A poza tym zawsze będę obstawać przy tym, żeby nie upupiać osób niepełnosprawnych i nie robić z nich kalek społecznych. To, że ktoś nie może chodzić/nie ma ręki/jednego oka nie daje mu tarczy +50 do zakazu na krytykę. Trzeba brać odpowiedzialność za debilizmy, które się wypisuje. To nie blogasek, książki nie da się skasować, jak zacznie się jej wstydzić (a tu JEST się czego wstydzić), dlatego przed wydaniem opka na papierze wypadałoby usiąść i do bólu myśleć: czy moje dzieUo naprawdę jest na tyle ffffspaniałe, żeby ściąć tyle biednych drzew i przerobić je na papier? - nawet jeśli wydaje się w NR. Albo może i zwłaszcza, gdy wydaje się właśnie tam, bo topi się przecież w tym kupę hajsów.

      Usuń
    4. O, zgadzam się z Tobą, aż cieszę się, czytając ten kom. Szczególnie przy odpowiedzialności za to, co się wypisuje. Żeby nie było dyskusji o niepełnosprawności... Też prawda, to nie znaczy, że trzeba kogoś specjalnie traktować, np. jak niedouczonego ułoma, sama też nie uważam tego za wymówkę. Nigdy nie odpowiedziałam nikomu, by traktował mnie inaczej (jakoś ulgowo, jak debila), pisząc mi ten wredny kom, bo np. robię błędy, coś gubię, mylę się, bo nie widzę tekstu i tak właśnie będzie. Bo mi wolno. Głupota. Nienawidzę ulgowego traktowania, jakbym właśnie była ułomna, inna. Grzecznie dziękuję i poprawiam, jak wszyscy. Lub może jak mniejszość. xD Szkoda tylko, naprawdę, że niektórzy reagują, jakbym jednym komciem wybiła im całą rodzinę. Heh... Nagadać się można, a to i tak nic nie da.

      Usuń
    5. Ktoś powinien zrobić takie kółeczko: nie dotykać, nie krytykować, nie sądzić, że zrozumiem - jestem kaleką, nie mam mózgu
      ...

      Usuń
    6. Dzięki za informacje, ja naprawdę żadnego kontaktu z autorką nie miałam, nie wiedziałam jak się zachowuje. Jeśli odwala bucówę to wszelka krytyka i zero litości są jak najbardziej na miejscu. Zresztą, ja w sumie nie powiedziałam nigdzie, że któraś z Was (ani tym bardziej Den) krytykuje autorkę personalnie. Po prostu nasunęła mi się myśl, że ona wygląda na sympatyczną dziewczynę, ot tyle. Wygląd naturalnie może być zwodniczy i za miłym uśmiechem ze zdjęcia z facebooka może się kryć niesympatyczna osoba bez dystansu do siebie.
      A o jej niepełnosprawności w ogóle nie wspominałam, więc domyślam się, że w tej części komentarz Den nie był skierowany do mnie, lecz do Desdemony?
      Ogólnie zgadzam się z każdym słowem powiedzianym w analizie i uważam, że książce należy się srogie batożenie. A aŁtorce życzę, żeby dorosła do bycia autorką :)

      Usuń
    7. Nie no, ja pisałam tak ogólnie. :P

      Usuń
    8. Mnie branie jej niepełnosprawności pod uwagę nie przyszło do głowy. Mam niepełnosprawną ciocię i mój chrzestny także był niepełnosprawny ruchowo, więc jakoś automatycznie przeskakuję nad taką sprawą.
      Z jednej strony mam nadzieję, że dużo Ci jeszcze zostało opowieści o Emilce i AsmodeŁuszu (stężenie lolcontentu jest w Wydymonie mocne), a z drugiej strony czym Ty sobie niewinna zasłużyłaś na przedzieranie się przez ten tekst? Mam nadzieję, że dotrwasz do świąt... A pod choinkę dostaniesz coś lepszego niż np. książka pani Kasi Michalak.

      Usuń
    9. Stwierdziłam, że analizowanie Demona będzie zabawne - nie wiedziałam, na co się piszę. :P (książka ma 27 rozdziałów, teraz skończyłam trzynasty, więc trochę jeszcze tego jest)
      A prezent na święta już dostałam (Dragon Age Iquisition!!!) i jestem zachwycona, więc wynagrodziło mi to wszystkie cierpienia (przynajmniej do czasu aż to przejdę, później się zacznie ból). No i jakoś pocieszam się lolkontentem w tej książce, bo mimo wszystko na swój sposób czytanie tych głupot jest... fajne, ale raczej na zasadzie takiego... guilty pleasure. :P

      Usuń
    10. Jak dotrwasz do samego końca, to w nagrodę czytelnicy Kaktusa zrzucą się na bukiet krwistoczerwonych róż. (Jedna z nich będzie nawet ronić brzegiem samotną kryształową łzę).
      U mnie pod koniec roku jest kumulacja prezentowa, bo niedługo po świętach są moje urodziny. Na razie dostałam urodzinowy dywan. Jestem szczęśliwa, bo to jest naprawdę fajny dywan. :D

      Usuń
    11. Den powinna dostać wielką bombonierę na osłodzenie tego terroru. Ja bym się nie podjęła, mimo wszystko, choć lubię objechać debilizmy w opkach.
      Swoją drogą, ja też tutaj (trochę) żartowałam, bo niepełnosprawność autorki nie ma nic do stanu jej tekstu. xD

      Usuń
    12. Wyobrażenie ego lecącego w kosmos odmieniło moje życie.

      Usuń
    13. Den, podczas świąt udało mi się przejść całego DA, a Tobie? ;o Jak wrażenia?

      Usuń
    14. Po tej analizie "Wydymon" stanie się moim ulubionym słowem/imieniem <3.
      Świetnie się bawiłam, czytając to, chociaż uważam, że szkoda czasu na coś, czego autorka nie ma zamiaru się uczyć.
      Żarcik przedni tak czy siak ^^.

      Usuń
    15. W złym miejscu mi się kliknęło, no nic :D.

      Usuń
  14. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  15. Hmm. Tak się zastanawiam, czy te feniksy to nie były mocno inspirowane Jean Grey z Marvela. Zmiany kostiumów, płomienie tu i ówdzie i jeszcze opis. Opis, który wygląda jak opis rysunku. Tyle że nie w tym pozytywnym sensie rozwijania wyobraźni czytelnika i tak dalej. Tu im dalej tym paskudniej.

    OdpowiedzUsuń
  16. Coś takiego mogło zostać wydane? :O

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest taka ksiunszka "Scarlett" Barbary Baraldi bodajże, która jest... jeszcze gorsza. Mamy hajskul, mamy mrocznego trulofa, mamy podkreślanie zajebistości bohaterki która słucha Opethu. Risercz pokazał, że jej trulof ma tak samo na imię, jak jeden z członków zespołu.Także, to jest dopiero opcio na papierze, całkiem materiał na analizę.

      A co do wydymonów, Borze szumiący, jak się chce pisać paranormal romance, to ja rozumiem, że to raczej nie będzie superambitna książka, rozumiem. Ale coś takiego to przesada. Jeśli ma się problem ze słowem penis, a bierze się za okołoerotyczne sceny to przepraszam bardzo, autorka jest niewiarygodna i wygląda to jak opisy dziewicy "jak wyobrażam sobie okołoseksowe sytuacje". To raz. Dwa to... serio taka karkołomna miejscami konstrukcja zdań przechodzi przez jakąkolwiek korektę bez ŻODNYCH poprawek?

      Początkowo śmiałam się czytając tę cudną analizę, ale potem już nie było mi do śmiechu. To jest po prostu... Smutne.

      Wesołych Świąt i wytrwałości w analizach życzy Bellatriks.

      Usuń
    2. Wbrew pozorom doświadczenie seksualne ma bardzo niewiele wspólnego z umiejętnością pisania o seksie.

      Usuń
  17. Leleth, ja się z tobą całkowicie zgadzam. Porównanie ałtorki do dziewicy to moje osobiste skojarzenie unikania określeń biologicznie poprawnych, wcale nie zdrożnych przecież, z chichoczącą na myśl "tego wybrzuszenia w spodniach chłopaka" dziewczyną. Przecież panu Martinowi, którego nikt chyba nie posądza o brak doświadczeń w tym zakresie, też zdarzają się kwiatki w stylu "myrijskich mokradeł" czy "różowego masztu". Także małe sprostowanie, że nie to miałam na myśli, że autorka się powinna doedukować w domu uciech. Bardziej myślałam o straceniu maniery wciskania eufemistycznych określeń na męskie przyrodzenie tam, gdzie spokojnie mogła wstawić jakiekolwiek słowo, które nie jest wulgarne, ale nie rujnuje napięcia.

    (Cały czas coś zżera mi komentarz, to jego trzecia, toporna wersja - rar. Mam nadzieję, że mimo wszystko mi się udało wyjaśnić co miałam na myśli.)

    Bellatriks

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat styl to Martin ma imo bardzo przeciętny (tłumaczenie jest masakryczne, ale jednak w jakimś stopniu się zgadza z materiałem źródłowym), nie tylko w zakresie pisania o seksie zdarza mu się iść w określenia a la Mniszkówna ;).
      Spokojnie, rozumiem ;).

      Usuń
    2. Martina podałam jako przykład autora, który prawiczkiem z pewnością nie jest, a z opisem seksów ma problem. Że czasem ma też problem z innymi opisami - inna sprawa ;). Noale ja tam mimo wszystko go lubię jako autora i miło mi się czyta jego wypociny, bo tylko czasem coś mnie odrzuci jak ten cholerny maszt Sama :).

      Może to tylko ja mam takie wrażenie, ale jeszcze gdyby to był opis pierwszych doświadczeń dwójki nastolatków to już nawet te wybrzuszenia miałyby jakieśtam uzasadnienie. Ale nie kiedy mówimy o demonie otoczonym aurą seksualności, proszę... Dla mnie osobiście to trochę tak, jakby Lestat rzucał, pardon, kurwami na prawo i lewo - nie trzyma się to kupy i jest trochę niedopasowane do reszty. Taki brak konsekwencji?

      Bellatriks

      Usuń
  18. denewe ma osikane włosy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tatara mi daj ze złota
      denewe ma w nosie szkota

      Usuń
  19. "Prosta piłka" wystarczyła, żeby zrobić mi dzień. ;D

    OdpowiedzUsuń
  20. Spoko -pozdro Dres ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. kiedy nastepna czesc?:D

    OdpowiedzUsuń
  22. Dlaczego te ałtorki nie mogę pisać o czymś, o czym mają pojęcie? Dlaczego umieszczają akcję w miastach/państwach/społeczeństwach, które prawdopodobnie nigdy nie poznały? Ok, mogą się czasem wysilić i poczytać coś na ten temat, ale co tam- przecież jak się obejrzało 10 filmów z akcją w USA to jest się już doktorem amerykanistyki. Boli mnie, że ktoś to wydał. Boli mnie, że ktoś to zobaczy w księgarni. Najbardziej zaś boli mnie to, że takie gnioty będą jeszcze wciska do kanonu lektur, bo przecież obecne lektury są takie przestarzałe i nikt ich nie chce czytać. Jak 12latki czytają takie coś, to ja się nie dziwię, że wrażliwość na dobrą literaturę wśród młodych Polaków wymiera. Leo, why?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wątpię, żeby to ktoś wciskał do kanonu lektur, bo ma to być książka erotyczna, a takiej to chyba żaden idiota nie wstawiłby jako lekturę dla szkół, tym bardziej podstawowych, czy gimnazjalnych. Ale zgadzam się z tym, że coraz gorsze badziewia są wydawane, a wydawnictwo Novae Res sprawia, że nie kupię u nich żadnej książki.

      Usuń
  23. http://www.zombiesamurai.pl/2014/06/novae-res/
    http://natemat.pl/104977,wydawnictwo-grozi-blogerce-sadem-za-to-ze-zrecenzowala-ksiazke-czyli-jak-firmy-wciaz-nie-rozumieja-internetu

    wyczuwam gównoburzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to było już dość dawno temu.

      Usuń
    2. co nie zmienia tego, że może być następna.

      Usuń
    3. E tam, gdyby ta dziewczyna z artykułu poszła do pierwszego lepszego adwokata to by wygrała sprawę z wydawnictwem, a może jeszcze ugrała jakieś pieniądze za straty moralne związane z procesem ;). Przestraszyła się niepotrzebnie, podkuliła ogon i tyle.

      Usuń
    4. Ale skoro adwokat Den się nudzi...

      Usuń
  24. http://pawelpollak.blogspot.com/2014/09/pszygody-komisaza-maciejewskiego-czyli.html

    Wprawdzie Novae Res i Witanet (którego nie znam) odrzuciły propozycję wydania ksionszki, ale chętnych na wydanie arcydzieła nie zabrakło…i czemu się potem dziwić?

    OdpowiedzUsuń
  25. A potem, właśnie przez takie książki, ludzie omijają blogi szerokim łukiem, bo przecież jeżeli wydali takie coś, to wśród blogów musiało być bardzo dobrym przykładem pisarstwa. Bo w przeciwnym razie nikt by z tego nie zrobił książki.
    Ja tam w sumie nie dziwię się wydawnictwu, chciało zarobić, niech ma. W sumie mogło zwrócić większą uwagę na wszystkie błędy, no ale skoro nawet Deneve ledwo ciągnie, oni pewnie też nie mogli. Ludziom się sprzeda wszystko. Bardziej dziwi mnie postawa autorki, czy może raczej blogerki. Bo przecież skoro ludzie pisali jej, że to a to ma źle, że coś tam nie współgra ze sobą, ona nic z tym nie robiła, tylko od razu po skończeniu pchnęła swoje opowiadanie do wydawnictwa.

    Chociaż może bardziej boli to, że ta książka ma swoich wiernych fanów...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "A potem, właśnie przez takie książki, ludzie omijają blogi szerokim łukiem, bo przecież jeżeli wydali takie coś, to wśród blogów musiało być bardzo dobrym przykładem pisarstwa." - żeby ta książka została wydana, ktoś musiał za to zapłacić. Czy płacenie za wydanie jest wyznacznikiem jakości?

      Usuń
    2. Ale czy na książce pisze, że autorka zapłaciła za wydanie? Jeżeli ktoś nie spojrzy głębiej, nie poszuka, na co z pewnością nie będzie miał czasu, to skąd ma o tym wiedzieć? Autorka napisała na pierwszej stronie, że dziękuję komuś za komentowanie opowiadania na blogu, więc sama przyznała, że umieszczała to w internecie. Ale przecież nie umieścił nikt nigdzie informacji, że zapłaciła.

      Usuń
    3. *jest napisane *wild grammar nazi appears*

      No i z drugiej strony nie trzeba być aż takim orłem, żeby widzieć, że NR i inne Radwany wydają drogi papier toaletowy za piniondza.
      + ich wypociny mało kiedy sprzedają gdzieś indziej niż w Internetach.

      Usuń
    4. Jest napisane, proszę.

      Ale jeżeli ktoś weźmie tę książkę i zacznie czytać, to po kilku kartkach ją odrzuci. Nie wszyscy patrzą na wydawnictwo, a większość nie słyszała nawet o tym, że można wydać coś za pieniądze. Ja, na przykład, mam w domu wiele książek i miałabym problem z podaniem chociażby dwóch wydawnictw.

      Usuń
  26. Kiedy analizka? Czekam tak niecierpliwie :<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dajcie dziewczynie spokój. wystarczy wejść na forum nakwy, żeby się dowiedzieć, że ma problemy rodzinne i to poważne

      Usuń
    2. Dziękuję za wstawienie się za mną, ale nie potrzebuję adwokata. ;) Ale tak, niestety z powodu moich osobistych problemów, których nie jestem w stanie przeskoczyć, analiza znacznie przesunie się w czasie. Wybaczcie, ale obecnie muszę się zająć innymi sprawami niż blogiem. Przepraszam za brak jakiegokolwiek słowa wyjaśnienia wcześniej, ale akurat blog był ostatnim miejscem, o którym w tej chwili myślałam. Dopiero teraz, gdy dostałam powiadomienie na maila o tym komentarzu, pomyślałam, że mimo wszystko należy się Wam chociaż lakoniczne wytłumaczenie.
      Mam nadzieję, że zrozumiecie moją sytuację i uszanujecie to, że potrzebuję teraz ogarnąć trochę rzeczy w outernetach.
      Tym niemniej zapewniam, że analiza w końcu się pojawi.

      Usuń
  27. A ja myślałam, że jestem fajna, bo sobie analizuje Greya... Den, pokłony, toć to jest tak durne, że no nie lza. Odruch wymiotny przy czytaniu fragmentów tekstów też miałam. Jak bardzo można NIE potrafić pisać?

    OdpowiedzUsuń
  28. A mi się podoba kompletny brak poszanowania dla frazeologii.
    "– Prosta piłka, Emily. Zabijesz go czy nie? "
    Prosta może być odpowiedź, droga, sprawa.
    Piłka we frazeologii polskiej jest krótka.
    Ale ćśśśśś... ;)
    I jestem zachwycona samą analizą.

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

Obrazek dostałam od Mewtiny. Obsługiwane przez usługę Blogger.