Kolce sprawiedliwości

wtorek, 25 listopada 2014

Demon żądzy 3/6 pani zdzira, krew w udzie i płonący wodospad

Autorką książki jest Dominika Szałomska, nie roszczę sobie żadnych praw do jej treści – tekst powstały na blogu jest wyłącznie analizą krytyczną dzieła ww. autorki.

Nie wiem, może powinnam się bać, bo przecież dostaję wiadomości, w których grozi mi się obiciem ryja. Ale jaka książka tacy fani, cóż poradzić. Ryj mój, jak widać, nie szklanka, bo potłuc się nie dał. Ja wiem, że to groźby karalne, ale nie mam zamiaru robić o to szumu.

W każdym razie "książka" jest już u mnie czas jakiś i, powiedzieć Wam muszę, wydana jest kiepsko. Mimo że gniot ten leży właściwie cały czas na półce w tym samym miejscu, to zaczęła rozwarstwiać się okładka. Nie sądzę, żeby było to moją winą, bo książek mam sporo więcej, starszych, a wyglądających jak nówki... NOALE, czego ja się spodziewałam.

Wracając do ksiunszki:
Pod koniec rozdziału szóstego Emilka poszła się wykąpać, AsmodeŁusz nalał różnych pachnących płynów i takie tam, w rozdziale siódmym czytamy:
Po tym, jak mnie pocałował i wyszedł z łazienki, nie widziałam go już kilka godzin.
A woda zapewne była magiczna, bo pozostała ciepła. Tak naprawdę Asmodeusz pewnie schował się pod wanną i ogrzewał atmosferę.

W każdym razie powróciwszy już do pokoiku Wydymona, Emilka zachwyca się, wdychając zapachy swojego Wydymona. Wiecie, wącha pościel, poduszki, przygryza lubieżnie wargę, takie tam. I niespodziewanie do pokoju, bez pukania, bo po co, wbija Awnas, przepraszając heroinę, na co ta odpowiada:
– Za co konkretnie? – spytałam jeszcze otępiała, tak szybko mój mózg nie pracował.
Och. Ojej. To... to on w ogóle zajmował się czymś poza podtrzymywaniem funkcji życiowych do tej pory...?

Po krótkiej pogawędce Emilka zdecydowała się wyjść i poszukać kuchni, bo zgłodniała.
cały czas otaczał mnie już dobrze znany mahoń.
 Tak. Właśnie tak.
Heroina zaczyna... słyszeć głosy! I kieruje się w ich stronę, zapominając o głodzie, aż wreszcie biegnąc! Czyli co, ona je z kilometra słyszała, skoro musiała biec, czy ten dom to jakiś labirynt? No, ale wracając: dopada do tego pokoju i oto co widzi:
W środku stał Asmodeusz, jedną ręką obejmując w pasie dziewczynę uwieszoną na jego szyi. Jej ubranie więcej odkrywało, niż zakrywało: krótka, czarna sukienka z odkrytymi plecami, wiązana na szyi, ledwo zasłaniająca pośladki. Do tego czarne kozaki na wielkim obcasie i przezroczystej platformie. Rude, krótko ścięte włosy były w nieładzie.
Oczywiście Asmodeuszowi sprowadzono dziwkę, macie rację! To znaczy to nie taka zwykła kurtyzana, bo wiecie, ona ma zdolność przyciągania do siebie facetów. W sensie oplata ich sobie wokół palca. Wiecie, o co mi chodzi. 
– Co to za zdzira?
Pyta rozjuszona Emilka. Nieważne, że przecież wcześniej Wydymona nie chciała! Teraz należy do niej! Mój ci on, broń boru nie dotykaj! Krzyżem się zaraz tam rzuci i chustą nakryje!
AsmodeŁusz odpowiada:
– Emily
Wait, what? Czyli że Emilka jest tą zdzirą? W każdym razie robi się ostro, bo rzeczona zdzira nie-Emilka, pyta:
– Kto to? – spytała dziwnym, niby-seksownym głosem.
– Nie twój zdzirowaty interes, kim jestem – warknęłam na nią 
Czujecie, ile z tego opka wylewa się jadu? Bo mnie aż boli to, jak straszną próbę dowartościowania się mamy w tym tekście. Główna bohaterka to typowa szara myszka (hehehuehuahahuahlol), ale niespotykanie piękna, delikatna, czÓła i fokle. A tu mamy panią w kusej sukience. I zdzira. Bo tak. W ogóle zapamiętajcie: każda kobita, poza Emilką, jest zdzirowata, podstępna, wredna oraz paskudna. A no i każda chce usidlić Wydymona. To tak, jakbyście zapomnieli.
Tanya, bo tak ma na imię pani zdzira, pyta, z czym Emilka ma problem:
(...) Wyglądasz jak prostytutka, delikatnie mówiąc. Po drugie, przystawiasz się do mojego faceta.
Dafuq?! To on już jest jej?!
Emilka angstuje i głośno tupta przed siebie, by wreszcie wejść do losowego pokoju, w którym znajduje się... Samael. I tłumaczy on, że Tanya nie jest dziwką, lecz demonicą (dla Emilki to jedno i to samo), która znajduje zakochanych mężczyzn i żywi się ich miłością. He. Hehe. He. Hehehehehe. A potem dodaje, że AsmodeŁusz jeszcze nigdy się jej nie oparł. He. Ehehehuehuehh. Oczywiście Emilka to zmieni, ale to wiedzą wszyscy.

Koniec rozdziału siódmego.

Emilcia postanawia bowiem... wrócić do treningów. Pieprzyć złamane żebro, co nie? Już się zrosło, zapomnijcie o nim. Emilka bije się więc z Awnasem, który jest specem "jakichś" sztuk walki i okłada ją bez litości.
Nasz delikatny kwiatuszek jednak szybko się zmęczył. Dlatego Awnas podał jej, w celu przyspieszenia regeneracji, krew zwierzęcia, która okazała się, uwaga, jego własną krwią. O dziwo, krew smakuje jak pomarańcze! Bo Awnas dolał tam soku. Emcia jednak zdziwiona pyta, dlaczego krew ma smak taki a nie inny (a myślałam, że wszystkie Mary Sue są bardzo inteligentne. Emilka jest widocznie inteligentna w specjalny sposób).
Awnas odpowiada:
– Przecież nie dam ci samej krwi. Jesteś człowiekiem i czymś jeszcze, nie możesz pić samej.
"Człowiek i coś jeszcze" – oficjalnie postuluję, żeby od dziś była taka ranga na każdym forum. 
Tak czy siak, Emilce robi się ciepło, cieplej, aż wreszcie gorąco. Słaba jest strasznie, Awnas gdzieś wyszedł, płacz, ból dupy i zgrzytanie zębami. Ale Awnasik koniec końców przybiega, a potem wzywa AsmodeŁusza! I szok, bo jak żeś mógł jej krwi swej dać, Awnasie! Emcia płacze, wyznając, że nie ma daru, drama roku. Po czym Asmodeusz ją podnosi i idzie w stronę luster. Albowiem w lustrach, takich jak do aerobiku, znajdują się ukryte drzwi. Do łazienki. Wydymon zmusza Emilkę do wypicia swojej krwi, w tym celu gryzie się w nadgarstek i odrywa kawał skóry. Bo w sumie czemu nie, co? Ale to nie koniec złych wiadomości, albowiem:
– Muszę znaleźć w twoim ciele krew Awnasa i przeciąć skórę, żeby wypłynęła z ciebie.
Osobiście stawiałabym na żołądek, ewentualnie jelita.
A jednak:
Po paru minutach uciskał już tylko udo. Od kolana do biodra i z powrotem.
Tak. Chwilę temu napiła się krwi, która powędrowała do nogi. Co więcej, wcale nie rozpłynęła się po całym ciele, tylko znalazła się w nodze. I w niej została, czekając grzecznie, aż AsmodeŁusz rozetnie nogę i tę krew wyciśnie. Borze, dopomóż, bo ktoś naczytał się za dużo Zmierzchu.
Koniec rozdziału ósmego.
Emcia z bólu traci przytomność, a kiedy się budzi, okazuje się, że pochyla się nad nią Pani Zdzira. Emilka odzyskuje więc w trybie instant wszystkie siły, kij z żebrem, kamień z udem. Bohaterka leżała wszak grzecznie na łóżku, ale to nie przeszkodziło jej w rzuceniu się na Tanyę:
Zerwałam się, otwierając oczy i rzuciłam się na nią. Trzymając ją mocno za szyję, siedziałam na niej okrakiem, po tym jak spadłyśmy z łóżka (to Tanya się nad nią pochylała, czy siedziała na tym łóżku, co?). (...)
Próbowała mnie odepchnąć, ale była za słaba, do tego kolanami przyciskałam do ziemi jej przedramiona.
Czyli siedziała na niej okrakiem, trzymała za szyję i jeszcze kolanami przyciskała jej przedramiona. A teraz wyobraźcie to sobie.
Niestety Emilka nie może udusić Pani Zdziry, albowiem znikąd pojawia się oczywiście AsmodeŁusz i przeszkadza jej w próbie zabójstwa, zamykając ją na klucz w osobnym pomieszczeniu (które później okaże się łazienką, ale po co wcześniej o tym wspominać?) jak niegrzecznego psa. O, sorry, psy traktuje się lepiej... A taki miał być z niego kochanek!
Na szczęście Emcia wpada jednak na genialny pomysł! Skontaktuje się z Lukasem, rąbniętym aniołem! W tym celu musi tylko zasnąć. Co robi Emilka? Zasypia natychmiast. Bo może. 

 I wiecie co? Emilka decyduje się przejść na stronę Lukasa:
– Gdy wiedziałam, że chcesz, żebym urodziła ci potomka, chciałam się na to zgodzić pod warunkiem, że mnie nie zabijesz. Byłam gotowa zostawić Asmodeusza i resztę, i przejść do ciebie. Tam i tak teraz nie możemy się dogadać. Ktoś zaprosił jakąś zdzirę, którą prawie już zabiłam, nie panuję nad sobą w jej towarzystwie, a na Asmodeusza też reaguję agresywnie.
Najwidoczniej mistyczny pokój, w którym Emcia przenosi się w czasie snów, jest pokojem zwierzeń. W ogóle inteligencja na poziomie świeżo opadłego z drzewa kasztana. Pewnie, wyjawię mu cały swój plan, opowiem, co tam się u mnie ciekawego dzieje i ten koleś, który chce mnie zabić, na pewno mi pomoże. No, wystarczy przecież, że urodzę mu dziecko, nie? Bo pewnie jest taki prawdomówny i na pewno nie złamie danego mi słowa, jeśli się zgodzi. To oczywiste.
Ale to nasuwa jedno skojarzenie: skoro autorka tak pisze, to znaczy, że tak też myśli. A skoro tak też myśli, to znaczy, że jest czysta jak nieobesrana łąka, wierząc w prawdomówność demonów i obłąkanych aniołów. Czy coś.
Koniec końców – budzi ją Awnas i bohaterowie stwierdzają, że trzeba trenować dalej, joł.

Koniec rozdziału dziewiątego.

Wychodzi więc Emilka z Awnasem, chcąc potrenować. Oczywiście zaraz za drzwiami trafiają na AsmodeŁusza. Tak. I wywiązuje się ciekawa rozmowa (to znaczy jest głupia i nudna, dlatego część pominę, ale no... wiecie, jak to jest):
– Zachowujesz się niepoprawnie. Tanya nic ci nie zrobiła, a ty ją bezprawnie atakujesz. Przyjechała do mnie w odwiedziny, bo dawno się nie widzieliśmy. Nie wiem, skąd wiedziała, że akurat teraz jestem w domu, ale to się nie liczy.
No właśnie, nie liczy się. I skoro wszyscy wiedzą, gdzie ów asmodeŁuszowy dom jest, to czemu nie wie tego Lukas? I czemu w takim razie po prostu nie wpadnie na  herbatkę pełną pożądania, hm? 
– Musisz żyć, żebym mógł dostać twoją duszę, a co myślałaś? Że cię może kocham? – Roześmiał się zimno, a ja poczułam, jak największe ostrze wbiło się w moje serce i poharatało je tak, że już nikt go nie sklei.

Nie kłamię. Tak jest w książce. 
Poemujmy teraz razem, w kółeczku:
Nie jestem taka nieczuła jak oni, ja w przeciwieństwie do nich wiem, czym są uczucia. Nie jestem pusta w środku, mimo że już wielu się starało, żebym się taka stała. Nawet nie zauważyłam, kiedy z moich oczu zaczęły wypływać łzy. Przykładając dłoń do ust, załkałam bezgłośnie.
Smuteg, bul i ćerpjeńe. Więcej bólu i cierpienia dodaje nam fakt, że Awnas znowu trenuje Emilkę. I po treningu wygłupiają się radośnie, ale szczęście szybko się kończy, bowiem Emilka znowu przypadkiem trafia do pomieszczenia, w którym znajdują się AsmodeŁusz i Tanya (Pani Zdzira).
W środku na kanapie siedział Asmodeusz, a na jego kolanach siedziała Tanya, która go bardzo namiętnie całowała. Miałam wrażenie, że jej język wchodzi mu do przełyku. Lecz jak widać było, on nie miał nic przeciw temu. Jedna jego ręka trzymała ją w talii, a druga pieściła jej piersi.
Nagle w moim ciele coś wybuchło.
Było nie pić tej krwi. Za mocno gazowana była.
Ruszyłam w kierunku kochanków, łapiąc pierwszą rzecz, która wpadła mi w ręce. Nie patrzyłam nawet, co to jest. Wzięłam duży zamach i rzuciłam tym czymś prosto w tę szmatę. Trafiłam idealnie w głowę, oderwali się od siebie i spojrzeli na mnie cali oniemiali. 
Just a friendly reminder: ostatnim razem rzuciła w AsmodeŁusza popielniczką, prawie go przy tym zabijając...
Jeśli zbliżysz się do tej dziwki choćby na krok albo ona się tu zbliży, to obiecuję, że ją zabiję. Będzie to bardzo powolna i bolesna śmierć, tak bolesna, że gdy będziesz na to patrzył, poczujesz, jak cierpi
Mocne słowa jak na kogoś, kto z zabijaniem nie miał nic wspólnego. Ale czego się spodziewać po socjopatce, której w żaden sposób nie obeszła śmierć ojca. A skoro tak go nienawidziła, to mogła się choćby i ucieszyć.

Emilka łapie więc Tanyę za włosy i postanawia ją wyprowadzić:
Nie wiadomo skąd przede mną pojawiły się drzwi, wolną ręką je otworzyłam i wypchnęłam Tanyę na zewnątrz.
A teraz dowiecie się, jaką moc, poza materializowaniem drzwi w ścianie, ma Emcia:
Widziałam siebie, ale... płonącą. Całe moje ciało stało w ogniu. Włosy falowały, pieszczone płomieniem, ubranie się zmieniło w obcisły czarny gorset z koronkową oprawą i czarne skórzane spodnie. Buty na wysokim obcasie też w tym samym kolorze. Oczy miały dawny kolor, ale tak jak w oczach Asmodeusza paliły się w nich płomyki. (...) Gdy minął pierwszy szok, zauważyłam, że mam skrzydła. Całe płonęły, ogień pieścił każde piórko – był to piękny widok jakby płonącego wodospadu.

Chyba nie jestem w stanie jakkolwiek inteligentnie tego skomentować. Potrzebuję mózgu. Bo mój wyszedł i nie ma zamiaru wracać.

– Nigdy nie sądziłem, że to się wydarzy, bo to przecież niemożliwe. To przecież mit.
Czujecie tę atmosferę mityczności, zajebistości i widzicie już jasną aurę wybrańca? Skąpcie się oto w blasku zajebistości, póki macie ku temu okazję. Ale szykujcie się na więcej, bo to nie wszystko (PRZED PRZECZYTANIEM PONIŻSZYCH SŁÓW KLIKNIJCIE SOBIE I CZYTAJCIE ZE ZNANYM WAM JUŻ SOUNDTRACKIEM!):
– Co da się wyjaśnić – ponownie spytałam (...)
– To, że jesteś feniksem... 
Koniec rozdziału dziesiątego.
Operacja przywracania mózgu rozpoczęta. 

Dzisiejsza analiza jest niestety sucha jak woda w Etiopii, bo i lolkontentu w rozdziałach mało (pod koniec trochę więcej :c). Głównie mamy emo pierdoczenie o tym, że AsmodeŁusz ma inną, a to ból, a to żałość i hektolitry angstu, myślę, że za to w jakiś sposób wynagradza to jej feniksowatość – Emilka...

71 komentarzy:

  1. Jestem w szoku.
    I specjalnie dla ciebie, Alistair disapproves -30 (prawdopodobnie za te drzwi na życzenie):
    Nope.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biedny Alistair, wygląda na skrzywdzonego.

      Usuń
    2. Tak. Grasz z nami w Inkwizycję? :P

      Usuń
  2. Imię Tanya dla pani lekkich obyczajów. Borze, jakie to duptelne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W ogóle teraz zauważyłam ten fragment "– Muszę znaleźć w twoim ciele krew Awnasa i przeciąć skórę, żeby wypłynęła z ciebie." - żeby ta skóra wypłynęła?
      A pomijając już krew w udzie, która jest moim absolutnym hitem, to jak dla mnie jedynym skutkiem wypicia większej ilości krwi powinno być rzyganie dalej niż się widzi. Ale #cojatamwiem.

      Usuń
    2. To mi przypomina te wszystkie złe opka, przy których cieszyłam się, że są tylko opkami, a tu szok, JEDNAK wydają coś takiego na papierze...

      Usuń
  3. oszty. jak dla mnie to była chyba najbardziej ryjąca musk analizka.
    nadal nie mogę uwierzyć, że to jest AŻ tak tragiczne. no serio, AŻ TAK!?!
    jednak nadal mam wiarę w ludzi, aczkolwiek to się może zmienić z coraz większą ilością lolkontentu w każdym z rozdziałów...


    ...
    a przez te gify z Lokim zatęskniłam za WZ.
    i chus, że jutro praca od 8, idę czytać. ;3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie wkurzają te gify, nieopisane, obrazki, niezrozumiałe, ech. Swoją drogą... biedne to ksiopko w Twoich rączkach, Den. xD Chociaż nie sposób nie przyznać Ci racji i o ile w pierwszej części analizki się śmiałam, kolejne wywołują we mnie coraz większy niesmak - koronkowe gorseciki, dymanie jak leci, wypuszczanie krwi, ta logika... Aż mnie coś boli. Uszy gniją. Matko, a ja chciałam zdobyć e-booka, gdy znajdę i to przeczytać, by sprawdzić, czy rzeczywiście dalej tak to wygląda, czy może jednak odrobinkę poprawione. Odechciewa mi się. Swoją drogą, Den, mam nadzieję, że wyjdziesz z tego cało. xD
      Dupa dupę dupą pogania...

      Usuń
    2. ibuk za pół roku podobno ma wyjść xD
      I Anee - tak, jest gorzej niż źle. Nawet bardzo.

      Usuń
  4. Uh, to było potężne. Irracjonalne zachowania głównej bohaterki przechodzą wszelkie pojęcie.

    "Jeśli widzisz, jak nowo poznany facet, o którym nic jeszcze nie wiesz, obściskuje się z nieznaną ci kobietą, to musisz ją zabić, bo nieważne, że ona nie ma o Tobie pojęcia, a gościa zna całe wieki dłużej, niż Ty. On należy tylko do Ciebie, bo tak." - tak pewnie głosił poradnik "Jak wygrać życie?", który niewątpliwie czytała Emily.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, czy Emcia jest na tyle rozumna, żeby umieć cokolwiek przeczytać ze zrozumieniem... :P

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. Jeszcze więcej wnosząca odpowiedź.

      Usuń
  6. Ta ksiunrzka (nie mam innego określenia na to coś, nie chcę używać tego, co obraziłoby prawdziwe książki) mnie boli. W mózg.
    Ale przynajmniej zachowany kanon, jest klasyczna prostytutka opkowa, nawet klasycznie ubrana, z zachowaniem reguły obściskiwania się z Wydymonem. <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurdełe, skasowało mi komcia!
      Jeszcze raz.
      No, ale czarny koronkowy gorset, skórzane spodnie i buty na wysokim obcasie zdzirowate już, zdaniem autorki, nie są. Tru story!

      Usuń
    2. A ja myślałam, że w takim stroju wyglądałabym jak mała zdzira. Zastanowiłam się właśnie, czy mój styl mi pasuje, em. Gorsety są świetne, niesamowite, ale nie takie... Z koronki? A ma coś pod spodem?

      Usuń
    3. Nie są, bo to Emilka je nosi. Co wolno wojewodzie... ;D

      Usuń
    4. Są, są. Moje są. xD Trzeba tylko mieć jakiś gust, powiedzmy.

      Usuń
    5. Nieważne, czy ma coś pod spodem, lepsze jest pytanie, po co jej ta cała feniksowatość...

      Usuń
    6. NO JAK TO PO CO.
      JEST WYBRANA.
      WY-BRA-NA.

      Usuń
  7. Obcisły gorset? Noł łej!
    A poza tym rozdział 10 skończył się dwa razy. Podstemp.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma, już poprawiłam, dzięki za czujność, przez przypadek zamieszałam kolejnością i zamiast pisać rozdziały po kolei, to spisywałam z rozpędu kolejny rozdział. :P

      Usuń
    2. Nie no, dziękuję, ale nie musiałaś aż pogrubiać numerów rozdziałów ;)

      Usuń
    3. W poprzedniej analizie też pogrubiłam, może dlatego, że teraz tego nie zrobiłam, właśnie się pogubiłam ;)

      Usuń
  8. Nie wiedziałam, że książka ma dwa rozdziały dziesiąte...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma, już poprawiłam, dzięki za czujność, przez przypadek zamieszałam kolejnością i zamiast pisać rozdziały po kolei, to spisywałam z rozpędu kolejny rozdział. :P

      Usuń
  9. Hahah, analiza cudna, choć ksiunszka to bardziej sprawia, że chce mi płakać z frustracji. Jak ktoś mógł to wydać na papierze!
    *angstuje*
    A tak baj de łej, to jest mój faworyt:
    Włosy falowały, pieszczone płomieniem, ubranie się zmieniło w obcisły czarny gorset z koronkową oprawą i czarne skórzane spodnie. Buty na wysokim obcasie też w tym samym kolorze
    +100 do hipokryzji
    +10000 do opkowatości
    Podziwiam Twój hart ducha, bo ja bym nie zdzierżyła.
    Rose

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też już się mózg rozwarstwia, obawiam się, że analizowanie skończy się wizytą u psychiatry. :P

      Usuń
  10. Den, mam prezent. Nie wiem tylko jeszcze, czy chcę go dać tobie, czy autorce Wydymowan.

    http://cdn.tiger.dk/uploads/c_product/1400533_picture_2907_1.jpg

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. *Wydymona of kors

      Typing taki trudny! :D
      (Ale Wydymowan też brzmi fajnie)

      Usuń
    2. Przeczytałam "wydywoman" i chciałam już nucić: "Wydywoman walking down the street"...

      Usuń
    3. Jak dla mnie, miano "wydywoman" bardzo pasuje do Emilki.

      Usuń
  11. Obrzydliwe Mary Sue.... ta autorka jakas taka... plytka, patrzac po ksiazce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mnie oceniać autorkę, ale trudno nie zgodzić się z tym, że proza ta do górnolotnych nie należała, nie należy i nigdy nie będzie należeć.

      Usuń
  12. To jest cudowne. A dziwka jest tak cudownie stereotypowa, nawet ruda jest w dodatku i ma na imię Tanya, bo jak inaczej nazwać prostytutkę? :D
    A w ogóle czy "akcja" tej książki dzieje się jeszcze w jakichś innych pomieszczeniach niż łazienka i ewentualnie pokój Wydymona?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Potem pewnie przeniesie się do miejsca, w którym ten Zuy będzie chciał zrobić Emilce dziecko.

      Usuń
    2. Może to też będzie łazienka? :v

      Usuń
    3. Nie no, nie zauważacie mnogości pomieszczeń. Na początku był dom Emilki, sklep, sala balowa, a teraz jest Wydymon Manor, w którego skład wchodzą: korytarz, jeszcze jeden, być może ten sam korytarz, podziemna sala treningowa z łazienką, kilka sypialni, pokój, w którym pojawiają się drzwi.
      A no i jest jeszcze brudny samochód, o ile liczyć to jako pomieszczenie.

      Usuń
  13. Już nawet mnie hejtują na wywiaderku za "hejtowanie" Demonka.
    ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hejterz gona bi hejted! Dil łif it.

      Usuń
  14. Tego się nie dało przeczytać w całości jednego wieczora. Na wszystkie macki, autorzy podobnych dzieł powinni w ramach pokuty zasadzić na naszej biednej planecie jedno drzewo za każdą kartkę, którą zmarnowano na ich, khe khe, marzenie...

    OdpowiedzUsuń
  15. Ale dlaczego zyskanie nadnaturalnych mocy musi się łączyć ze zmianą imidżu...?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No bo przecież Sailor Moon! Pretear! Kopciu... A nie, to nie były jej moce XD ale nawet taki Dragon Ball, o, patrzcie go - stawia żółte kłaki na żel i od razu over 9000... 000000000+ do mocy XD

      Usuń
    2. W sumie ja też czuję przypływ siły, gdy założę spodnie od piżamy. Najlepszy armor pod słońcem. xD

      Usuń
  16. Zastanawiam się, czy ktokolwiek broniący tego ksiopka czy romansiku wyobrażał sobie kiedyś, jakby to było gdyby miał chłopaka, przyszedł do niego w odwiedziny, okazało się, że na miejscu jest jego koleżanka, która przyszła pożyczyć mu notatki, a która nagle, bezceremonialnie się rzuca. No bo jak jej kolega z roku śmie mieć dziewczynę? Jeśli ktoś to uważa za romantyczne to ma ode mnie "klap klap". W slow motion.

    OdpowiedzUsuń
  17. Odpowiedzi
    1. Styl Meyer nie jest aż tak koszmarny.

      Usuń
    2. No, Meyer JEDNAK ma kogoś, kto jej dzieua POPRAWIA. W NR czegoś takiego nie uświadczysz. No, a poza tym stylu samego w sobie poprawić się nie da, umiejętności pisania powieści też nie kupisz w supermarkecie.

      Usuń
    3. Dla mnie styl Meyer jest całkiem, całkiem. Niestety, gdyby bazując na stylu, dało się napisać fajną książkę... To tylko jeden element, fakt, styl "poprawić" może tylko autor - porządną, długą, żmudną pracą nad sobą. Najgorsza jest ta logika (czy jej brak, bo nawet nie umiem tego nazwać - jaka logika?), koszmarnie koślawe zdania, aż niezrozumiałe, a miały chyba brzmieć tak wzniośle. Co mnie wkurwia: bohater nie ma penisa, tylko wypukłość w spodniach, kobieta pewnie nie ma cycków - najwyżej dwa wzgórki. Ciekawe, jak nazwać sutki. Nie pije się piwa, ale złotą ciecz, tak... Zezowaty też się nie mówi - obywatel perspektywiczny. Niedługo normalne części ciała będziemy nazywać tak wymyślnie, że ja biedna nie pojmę, co to jest... No przecież. Seks to zakazane słowo. To nie są ani demony, ani ludzie, bo tacy ludzie nie istnieją. Zastanawiam się tylko, w jakim świecie trzeba żyć, by o tym nie wiedzieć, bo nawet ja jestem bardziej ogarnięta. Pomyślałam przez chwilę, że autorka jest niepełnosprawna, więc pewnie nie wychodzi z domu, dlatego nie zna życia, ale jest net, telewizja, są ludzie, którzy mogą opowiadać o otaczającym ich świecie. Jakkolwiek to brzmi, sama nie jestem w pełni sprawna, a jednak znam życie i ta logika jest dla mnie zadziwiająca. Tak, zadziwia, bo z taką jeszcze się nie spotkałam, a tak naprawdę gdyby ktoś porządnie się za to wziął, autorka go posłuchała i napisałaby od nowa, wielu debilizmów by uniknęła, ale nie, wolała zablokować komcie po moim komie, następne już nie wyskoczyły. Ba, wyobraźcie sobie, że chciałam jej pomóc, czytałam ten blog (powiedzmy, bo wybiórczo), gotowa byłam pobetować i nalać oleju do głowy. Chyba źle się czułam. Teraz, czytając, co tam siedzi, mam wrażenie, że mózg mi się wyżymał. Nie, Meyer napisała tragedię o czymś, co nie jest wampirem, ale Demona nie umiałaby tak napisać. Nie jest aż tak zdolna, umówmy się.

      Usuń
    4. Problemem jest to, że ałtorka (bo na miano autorki naprawdę nie zasługuje) każde wytkniecie błędu traktuje jako atak. Tacy ludzie niczego się nie nauczą, bo po prostu nie chcą. Dziewczyna utknęła na etapie fochniętej ałtoreczki, która uważa, że jej tfurczość jest najwspanialsza i każdy, ale to absolutnie każdy negatywny komentarz odnośnie jej tekstów jest pisany przez zazdrosne dzieciaki, które nie rozumieją geniuszu jej wspaniałego tekstu. Wiem po sobie, że z czegoś takiego się wyrasta, ale, jak widać, są wyjątki od reguły. Tym bardziej boli przeświadczenie o sukcesie, kiedy człowiek wydaje się w pseudowydawnictwie pokroju NR, Radwanu innego tworu, który za kasę wyda wszystko. Powiedzmy sobie szczerze, żadne szanujące się wydawnictwo nie wydałoby w życiu takiego chłamu. Nawet na zachodzie.

      Usuń
    5. Tak, sama się o tym przekonałam, można powiedzieć, że na własnej skórze, gdy kompletnie olała moje rady. Jednak... kiedyś myślałam, że w końcu jest dorosła, ale dorosłość to nie dojrzałość. Mogę przewidzieć jej minę za 10, może 20 lat i już współczuję, gdy pojmie, jak się wygłupiła. Tak, a czytelnicy fundują jej wycieczkę. Cholera, ja też chcę wycieczkę i nikt mi nie da. xD Po pierwsze - kasy bym nie wydała, niedopracowanego tekstu też, a podobnych "wydawnictw" nie tyka się nawet dwumetrowym kijem. xD Dla mnie już informacja, że mam dopłacać, byłaby sygnałem, że trafiłam na kretynów. Nikogo nie obrażając, bo ta świadomość przychodzi z czasem. Mam jednak ból dupy, że nasza literatura tak wygląda. To straszne. :) Śmieję się, ale ubolewam.

      Usuń
    6. Obywatel perspektywiczny. Podoba mi się ;D

      Usuń
    7. Słyszałam w jakimś kabarecie. xD

      Usuń
    8. Jak to jak nazwać sutki. Wisienki. Ałtorkasia tak mówi, więc musi się znać.
      A styl Meyer mi się nie podoba. Widziałam dużo gorsze, to fakt, ale ten też w najlepszym przypadku nazwałabym przeciętnym.
      I nie zakładałabym, że autorka pojmie, że się pomyliła, znam mnóstwo dużo starszych ludzi o mentalności ałtoreczki.

      Usuń
    9. Zabiłaś moją wiarę w ludzi... xD

      Usuń
    10. A ja im dalej w analizę tym bardziej jestem wstrząśnięta, że dorosła osoba może tak pisać. Z drugiej strony to jest mi też coraz bardziej żal autorki. To jak ona tutaj przedstawia uczucia jest okropne. Rozumiem, że dziewczyna jest niepełnosprawna, ale przecież seks nie jest najważniejszy w życiu. A z tej książki aż po oczach bije frustracja autorki na tym tle. Widać, że dziewczyna jest samotna i nie ma zielonego pojęcia co to miłość skro pisze takie rzeczy i tak to przedstawia. Smutne i dość przerażające, nie sądzicie?
      A wracając do analizy... Nadal nie mogę uwierzyć, że ktoś to wydał i to jeszcze w takiej formie. Wygląda to jak blogasek pisany przez kogoś kto nawet nie zadał sobie trudu skorzystania z autokorekty w Wordzie. Straszne. I jaki to wstyd być kojarzonym z taką książką. Pamiętam jak sama parę lat temu miałam autoreczkową fazę i chciałam wydać książkę. Bogu dzięki samokrytyka mnie uratowała i się nie zbłaźniłam.
      A co do otrząśnięcia... Obecnie panuje przekonanie, że każda krytyka jest zamachem na autora i obrazą, więc przy takim nastawieniu ciężko by się cokolwiek poprawiło.

      Deneve - kaktus cudowny! Podziwiam, że dajesz radę się przez to przebijać. Czytelnicy powinni normalnie Ci się zrzucić na wakacje, bo po analizie tego tworka przyda się jakaś rekonwalescencja. ;)

      Usuń
    11. Zainteresowanym postrzeganiem seksu i związków przez ałtorkę polecam jej recenzję 50 twarzy Greya ;P. http://dominika-szalomska.blogspot.com/2013/10/piecdziesiat-twarzy-greya.html (ale może nie zapędzajmy się w psychoanalizie osoby, a nie ocenie książki)

      Usuń
    12. Przeczytałam i jak ona tak odebrała Greya to ja w sumie nie mam pytań. ;P Wiadomo nikt tu nie chce nikogo oceniać czy bawić się w psychologa, po prostu zrobiło mi się jej żal. To w gruncie rzeczy przykre i dość przerażające kiedy ktoś postrzega tego typu patologiczne zachowania jako coś pięknego i romantycznego. Smutne i tyle.

      Usuń
    13. "(...) jest po prostu majster stykiem." :DD
      To zabolało. Chociaż cała ta recenzja nie bardzo po polskiemu jest.

      Usuń
  18. Najbardziej mnie chyba urzekła obowiązkowa zmiana stroju, gdy przybiera się postać feniksa. I oczywiście, że wcale nie przypomina nic z garderoby tej zÓej zdziry o imieniu Tanya. Fokule.
    Amen.

    OdpowiedzUsuń
  19. Cześć, mam problem z pewną autorką, która nieustannie kasuje swoje komcie i nie chce załapać, że robi źle. Zależy mi, żeby zrozumiała, co się do niej mówi i wreszcie nauczyła, że trzeba brać odpowiedzialność za swoje słowa. Nie lubię gadać z próżnią, a skoro tam nie mogę, gdzieś trzeba, więc przepraszam za syf. Komć powinien się pojawić na: http://grant-w-hogwarcie.blogspot.com pod rozdziałem 24.
    Screeny, żeby nie było, że zmyślam:
    http://i57.tinypic.com/10zqsdt.png
    http://i61.tinypic.com/2ypi0pf.png
    http://i60.tinypic.com/2hnlwrp.png
    Komć, który nie przeszedł moderacji:
    W odpowiedzi na twój mail:
    "W odpowiedzi na twój mail, o ten:
    "Nie lubię wywlekać prywaty na blogu. Przyznaję bez bicia - jestem śmierdzącym tchórzem, nie mam odwagi, i chciałabym po prostu rozwiązać to w spokojny, bezkonfliktowy sposób. Teraz żałuję, że usunęłam tamte komentarze, gdybym wiedziała, że wyniknie z tego taka afera, nie zrobiłabym tego, bo pragnę unikać wszelkich afer i kłótni. Pragnę po prostu w spokoju robić swoje, pisać i publikować opowiadanie. Zresztą, nie rozumiem, czemu tak bardzo cię interesują te komentarze - nie czytasz mojego opowiadania, sama zrezygnowałaś. Jeśli ci się nie podoba, nie zamierzam cię zmuszać, byś czytała. Nie rozumiem więc, czemu w ogóle napisałaś. Jeśli ktoś może się na mnie wściekać o skasowanie komci, to tylko Delta i ramoncia. Nie rozumiem zainteresowania osób nie będących moimi czytelnikami."
    Powiedziałam jasno i wyraźnie: nie, nie załatwisz tego na osobności, bo niby czemu? Trzeba brać odpowiedzialność za swoje czyny, nie zasłaniać się tchórzostwem.
    Nazywasz to prywatą? Sama zaczęłaś, akcja rodzi reakcję - nic nadzwyczajnego. Cóż miałaś pecha, bo przeglądałam linki, zdarza się - inaczej pewnie by ci się upiekło.
    Nie żałujesz usunięcia komci, żałujesz, że masz tego powodu kłopoty, czym tylko dowodzisz jak bardzo w nosie miałaś tamte komentarze i osoby, które je napisały.
    Skoro chcesz pisać - pisz, chcesz publikować - publikuj. Nikt niczego nie broni, ale czemu kasujesz komentarze? Może trzeba było nie wdawać się w rozmowę? Albo uciąć ją wcześniej? A nie teraz zasłaniać się płachtą uległej autorki.
    Totalnie nie chodzi o to czy czytam opowiadanie, ani o moje zainteresowanie komentarzami. Chodzi o cudzą pracę, którą zniweczyłaś. Okazałaś brak poszanowania czyjegoś słowa i za to powinnaś przeprosić. I bynajmniej nie mnie, a osoby, które pokrzywdziłaś.
    Wcale się nie wściekam, na razie jestem tylko poirytowana, bo coś takiego nie jest fair.

    Odpisuję tutaj. Nie mam ochoty wywlekać tego na blogu, więc usunęłam stamtąd. To, że przekleiłaś mojego mejla na bloga, było totalnie nie fer. W końcu nic złego ci nie zrobiłam, więc nie chcę, żebyś traktowała mnie w taki sposób. Pozwól, że z tamtymi osobami wyjaśnię to sobie sama. To jest sprawa między mną a nimi, więc bardzo cię proszę, nie wtrącaj się.
    Rozdział poprawiłam, przyjęłam ich krytykę do wiadomości, choć spora część tej dyskusji była już po prostu nic nie wnoszącym offtopem na temat strojów aurorów. Mam prawo nie zgadzać się ze wszystkimi opiniami czytelników, nie muszę bezkrytycznie przyjmować wszystkiego, co do mnie piszą. Bardzo cię proszę, po prostu zostaw mnie w spokoju. Żyj i daj żyć innym. Naprawdę nie mam ochoty na dalsze dyskusje. Jeśli chcesz rozmawiać - rozmawiaj ze mną tutaj. Jeśli nie chcesz - nie pisz wcale, zajmij się czymś innym, bo z pewnością masz dużo lepsze zajęcia, niż przeglądanie moich komentarzy."

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może ekipa Sznaucerka by ją nauczyła? (Wraz z zjednoczonymi czytelnikami)
      Ale byłaby gównoburza, aww.

      Usuń
    2. Niewielki shitstorm już tam był.

      Usuń
  20. Jeśli dobrze rozumiem, ujawniasz prywatną korespondencję w komentarzu. Moje gratulacje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczona autorka została poinformowana o tym, że rozmowa będzie się tyczyć nie w w mailu, a na blogu, więc miała pełną świadomość, że tekst może zostać opublikowany. Zrobiłam to w pierwszym mailu, autorka pisała dalej.

      Usuń
    2. Ale mimo to publikować w necie, bo i na blogu autorki i tu swoją korespondencję prywatną - to co najmniej niesmaczne. Kimkolwiek autorka by nie była. Nie postąpiłaś wcale lepiej. Strach do Ciebie na maila z czymkolwiek pisać nawet jak by się poprosiło żeby pogadać na mail, bo zaraz się na Kaktusie znajdziesz... Tu nie chodzi o to jak jesteś zła i co sądzisz,ale o to, że się zachowujesz nie lepiej niż osoby, które bierzesz na celownik. To jest już bezczelne, a powodem były komcie,z których nic nie wynika i afera bez sensu. I ja nie staję po żadnej ze stron. Nie bądź tylko zbyt bezczelna (bo to bezczelne tak postąpić, na złość komuś odmrożę sobie uszy), bo jak to obróci się przeciwko Tobie, w nikim nie znajdziesz już wsparcia. Bo takie właśnie jest życie.
      Pozdrawiam

      Usuń
    3. W całej sprawie chodziło o kasowanie komci, a zapewnienia o tym, że wniosek się wyciągnęło, a później i tak robienie swojego nie dowodzi, że ktoś się czegoś nauczył. Wyraźne nie określające miejsce rozmowy chyba jasno daje do zrozumienia, że nawet nie życzę sobie rozmowy przez maila.
      Och, jasne "na celownik" bo co dzień szukam kogoś, żeby go podręczyć... Aha, masz na myśli te usunięte komcie, czy te wiszące (albo i nie, nie sprawdzałam)? Bo, jeżeli tego wyżej, chodziło o to czy słowa docierają i właściwie zawisł tu przez kasowanie bez czytania i przez to, że dopiero później zobaczyłam komcia Jamie.
      Bezczelnie, powiadasz? W zasadzie to było dotrzymanie słowa, bo uprzedziłam, co będzie. To wcale nie było na złość, ale cóż - nie będę przekonywać na siłę. Mogłabym się odnieść do tego ostatniego zdania, ale może lepiej nie?
      A pozdrawiam, pozdrawiam ;)

      Usuń
  21. Kiedy następna część? :D

    OdpowiedzUsuń
  22. Kocham, po prostu kocham! Masz podobne poczucie humoru do mojego. Dodam też, że podziwiam Twoją wytrwałość w drążeniu tego wybitnego dzieua.

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

Obrazek dostałam od Mewtiny. Obsługiwane przez usługę Blogger.