Kolce sprawiedliwości

wtorek, 11 listopada 2014

Demon żądzy 1/6 Zgniłe jaja i schnące usta

Od początku: autorką książki jest Dominika Szałomska, powieść wydało wydawnictwo Novae Res, nie mam żadnych praw do tego utworu, korzystam jedynie z przysługującego mi prawa cytatu w celu analizy krytycznej. (a poniższy cytat bezczelnie skopiowałam z NAKWy, no jak ja mogłam!)
USTAWA
z dnia 4 lutego 1994 r.
o prawie autorskim i prawach pokrewnych
Art. 29.
1. Wolno przytaczać w utworach stanowiących samoistną całość urywki rozpowszechnionych utworów lub drobne utwory w całości, w zakresie uzasadnionym wyjaśnianiem, analizą krytyczną, nauczaniem lub prawami gatunku twórczości.
Art. 34.
Można korzystać z utworów w granicach dozwolonego użytku pod warunkiem wymienienia imienia i nazwiska twórcy oraz źródła. Podanie twórcy i źródła powinno uwzględniać istniejące możliwości. Twórcy nie przysługuje prawo do wynagrodzenia, chyba że ustawa stanowi inaczej.
Zacznijmy od podziękowań. Skupię się tylko na podziękowaniach skierowanych do niejakiej Aoi:
(...) Komentowałaś "Demona" na blogu (...). A do tego Twoje komentarze były najdłuższe (...).
Za co można otrzymać podziękowania? Za długie komcie. Wstydźcie się, wy wszyscy, co piszecie fajny blog, wpadnij do mnie!.

Ostrzegam, będą spoilery! Gościnnie występuje Leleth, na ramieniu której mogłam się wypłakać. Dzięki!

Ale przejdźmy do rozdziału pierwszego. Emily, główna heroina ucieka przed pijanym ojcem, zatrzymują ją jednak drzwi, zamknięte, o, zgrozo, na zasuwkę (którą można odsunąć, ale wiecie, imperatyw opkowy, te sprawy). I kiedy już bohaterka dopada drzwi, kiedy okazują się zamknięte, kiedy już ma się rozegrać dramat, heroina rozkminia:
Gdyby tylko udało mi się otworzyć drzwi i krzyknąć, może ktoś by mi pomógł...
Bo, prawda, nie można krzyknąć, kiedy drzwi są zamknięte. Wszyscy dobrze wiemy, że ściany mają grubość minimum jednego metra i zbudowane są z żelbetonu, który mógłby przetrwać wybuch bomby atomowej. Szczególnie w USA, gdzie, jak wszyscy wiemy, domy buduje się prawie że z kartonu...

Dramat jednak się nie rozgrywa, bo drzwi (OMÓJBODŻE) udaje się otworzyć!
Ostatkiem sił i popędziłam przed siebie. Biegłam i biegłam, póki światło z werandy nie przestało mnie oświetlać.
Po drodze wpadłam na drzewo, pod samochód i staranowałam dziecko sąsiadów. Ale biegłam. A tak w ogóle, hej, zaaaaaraaaaz, czy ona czasem nie wyrwała się ostatkiem sił, a tu nagle biegła? Wut?

No, ale heroina ucieka. I rozkminia dalej, bo wszystkie godne miejsca zostały już zamknięte – wszak mamy wieczór.
Otwarte były tylko nocne puby, w których roiło się od obleśnych, zalanych facetów.
A teraz przyznać się, raz, raz, kto z Was śmiał wyjść kiedykolwiek wieczorkiem na piwo? No? Pan z trzeciego rzędu? Wiedz, że autorka ma cię za obleśnego i zalanego. Pozdrawiamy!
Tak się składa, że sprawdziłam okolice miejsca akcji i jestem zupełnie pewna, że jest tam McDonald i sporo restauracji. Nie wiem, czy czynne przez całą dobę, ale zdziwiłabym się, gdyby w XXI wieku jedynymi takimi miejscami były podrzędne bary.
Gdy obeszłam kolejny raz park i nogi odmawiały mi powoli posłuszeństwa, usiadłam zmęczona na jednej z ławek. Chodziłam już prawie dwie godziny (...).
Bo, prawda, jak ktoś jest w stanie chodzić trzy godziny lub więcej, to koniecznie musi dostać order wytrzymałości. 
Ale po cholerę ona w ogóle obchodzi ten park? Przecież ucieka przed ojcem, chodzenie w kółko jej w tym nie pomoże. Nie lepiej było usiąść od razu?
 Oparłam tył głowy o ławkę (...)
NO SHIT, SHERLOCK.

Uwaga, heroina przenosi się w krainę snów:
Pokój w kolorze niedojrzałej śliwki, pojedyncze meble składające się z niewielkiego dębowego stolika i krzeseł w tym samym kolorze.
Po pierwsze: nie no, ja w pokoju meble mam podwójne, tak, żeby było ciekawiej.
Po drugie: rozmawiamy o kolorze, czy raczej o materiale, z jakiego wykonano meble? .___. 
Den, nie rozumiesz, chodzi o to, że każdy mebel składał się z dębowego stolika i krzeseł. Jakby były podwójne, to pewnie jeden składałby się z dwóch stolików i pięciu krzeseł.

A teraz uwaga, bo bohaterka kogoś widzi i go opisuje:
W głęboko czarnych oczach drga głębia
A teraz próbka dialogów:
– Witaj Emily. – Wypowiada te słowa cichym głosem głosem (...)
W ogóle dialogi żyją tam własnym życiem. Jak widać – przecinki też. 
 a jego usta stykają się z moimi w zmysłowym pocałunku. Żar uderza w każdą komórkę mojego ciała, czuję, że cała płonę. Moje dłonie są wolne, dlatego robię z nich użytek. Obejmuję nieznajomego za szyję i przyciągam do siebie.
Heeeeeeeej, ktoś tu mówił o obleśnych, nachlanych facetach, a teraz całuje się z nieznajomym! Oh, wait. Gdzie ja szukam logiki... .___. 
Ale ten nie jest obleśny, tylko pjenkny i zmysłowy. Przystojni mężczyźni nie gwałcą i nie mordują.
W powietrzu zaczynają unosić się przeplecione zapachy dwóch spragnionych siebie ciał i czegoś cięższego... to siarka.
Romanse i segzy w atmosferze pożądania... przyprawione zapachem zgniłego jaja. Ale wiecie, to taka s t y l i z a c j a. Siarka = piekło = demon, te sprawy. 

I nagle *BUM*, heroina zdaje sobie sprawę, że coś tu śmierdzi! Budzi się w parku! I, uwaga:
Dotknęłam koniuszkami palców ust, który okazały się spierzchnięte, i bez patrzenia uświadomiłam sobie, że nabrały koloru dojrzałej wiśni.
DAFUQ? Bo, prawda, mężczyźni wcale nie mają śliny w ustach i lepiej to w ogóle się nie całujcie, bo wam mogą wyschnąć na wiór i odpaść! (a w ogóle wiedzieć bez patrzenia, że ma się inny kolor ust! #superpałers)
#cojapacze

Dalej mamy arcynudny fragment o tym, że bohaterka ma prawie 21 lat, a ogólnie to pracuje w sklepie. Mamy też fragment o tym, gdzie mieszka:
Miasto West Carroll w stanie Luizjana (...)
Mhm, tylko że West Carroll w stanie Luizjana to PARAFIA. Należące do niej miasto nazywa się Oak Grove.
(oficjalnie resztki mojego mózgu wypłynęły nosem i tyle je widziałam, jakby ktoś je zauważył, to może zebrać do słoika i oddać, nagrody nie przewiduję, bom biedna i jak skończę analizować ksiunszkem, to napalę nią sobie w piecu... bo tylko do tego się nadaje)

 I wraca sobie do domu:
Stałam na środku opustoszałej drogi i wstrząsały mną skoki gorąca i zimna.
Menopauza. Ani chybi.

Nagle okazuje się, że, po powrocie do domu, zapijaczonego ojczulka gdzieś wcięło.
Jednak póki byłam sama, starałam się żyć tak, jak chciałam. A przynajmniej się starałam...
Za pierwszym razem nie zrozumieliśmy.

W każdym razie bohaterka idzie w kimę. I śni. O wydymonie, znowu. Ale tym razem zabrania mu do siebie podchodzić i tłumaczy sobie, że to tylko sen! Na co wydymon:
Pamiętasz, jak po ostatnim razie wyglądały twoje usta?
Tak. Wyssał z nich całą wodę. Jak odkurzacz, o, tak:

Koniec rozdziału pierwszego.

W drugim bohaterka dowiaduje się, że jej ojciec kopnął w kalendarz (A TO CI NOWINA, NO NIE SPODZIEWAŁAM SIĘ, WCALE), kiedy ona była na balu. Policjant informujący bohaterkę pojawia się znikąd, bo tak, skąd wiedział, że Emily będzie na balu? Któż to wie. Nie szukajcie w tym sensu, bo go nie uświadczycie.
W każdym razie bohaterka, wygodnie dla sytuacji, mdleje. I budzi się w pokoiku (tym z podwój... to znaczy pojedynczymi meblami), gdzie Wydymon tłumaczy jej, dlaczego próbuje ją wychędożyć w snach:
Wszystkie kobiety z twojej rodziny: ty, twoja matka, babka, prababka i tak dalej... Wszystkie one miały do czynienia z tym, czego ty teraz doświadczasz. Jest w was... gen, boska cząstka, coś, co przetrwało tysiące lat. Płynie w was krew Ewy, pierwszej kobiety na ziemi.
W innych ludziach krew Ewy nie płynie, prawda, bo poza Ewą, Bóg stworzył cichaczem jeszcze jedną kobietę i tylko Emily otrzymała D A R i stała się W Y B R A Ń C E M.
Brzmi prawie jak wstęp do jakiegoś taniego rpg w klimacie fantasy. Ale nie dajcie się zwieść, to tylko tanie opko w klimacie semi-porno (no dobra, jak na takiego gniota to jednak nie takie tanie). 
– Niby co przyjęłam lepiej? To, że płynie we mnie coś z Ewy?
No przecież nie smarki, co?
A teraz dowiemy się, o czym jest książka:
– Kim jest Lukas i czego ode mnie chce? (...)
– (...) Cóż. To proste. Chce zrobić ci dziecko


 I WSZYSTKO JASNE!

Bohaterka stara się jednak udawać, że ma w sobie trochę mózgu i decyduje się na opuszczenie pomieszczenia, w którym znajduje się Wydymon, on jednak zabrania jej, mówiąc:
– Nie możesz wyjść, wtedy skończysz jak twój zarżnięty ojciec.
To chce jej zmajstrować dziecko, czy ją zabić, bo nie nadążam? ._. 
Aha, czyli jej ojciec zginął zamordowany, gwałtowną śmiercią? To stąd to śledztwo, tabuny policji na miejscu, zdarzenia, przesłuchania... oh, wait.
No przecież Wydymon ją stamtąd zabrał i już jest okej. Dziura fabularna zalana betonem.

W każdym razie bohaterka zdaje sobie sprawę, że grozi jej niebezpieczeństwo. I to niebezpieczeństwo przez duże "N" oraz "IEBEZPIECZEŃSTWO". Tak. (robię to, żebyście zrozumieli powagę sytuacji, tutaj, moi drodzy, nie ma nic do śmiechu!).

Pada więc propozycja:
Wyjedziemy stąd, będziemy krążyć po kraju, żeby nas nie znalazł. Ukryję przed tobą nazwy miejsc, przez które będziemy przejeżdżać. On może wejść ci do głowy jak ja i odczyta wszystko, co chce wiedzieć.
Bo, jak wiemy doświadczeni blogowymi opkami, bohaterka będzie zbyt głupia, żeby zapytać kogokolwiek, gdzie akurat się znajdują. PROBLEM SOLVED, Emily będzie bezpieczna!
Ale, idźmy dalej:
Raczej nie powinno mu się udać, bo ja pierwszy cię odnalazłem i oznaczyłem.
Powiedzcie, że jestem obrzydliwa (bo jestem) i straszna (bo jestem), i chamska (bo jestem), i zła (bo jestem), ale oznaczanie skojarzyło mi się z obsikiwaniem drzew przez psa.
#osobnykociołwpiekle
Najwidoczniej nie tylko ja tak myślę, bo odzywa się heroina:
To jakiś zwyczaj, że jak psy oznaczacie swój teren? – zakpiłam (...)
Ty kpisz, a on może cię obsikał, kiedy spałaś. Think about it. .___. 
Wydymon mówi co prawda o pocałunku, ale zaraz dodaje:
– Pachniesz mną
Czyli siki. Jednak. 

Heroina ma wątpliwości:
Nie byłam pewna, czy mu wierzyć, ale jedynie on na razie starał się mi pomóc i musiałam mu w jakimś stopniu zaufać, bo inaczej czekał mnie marny los.
Tak. Jakby jakiś obcy koleś nawiedzał mnie w sposób erotyczny w snach, a potem, po śmierci mojego ojca, o której dobrze wiedział, powiedziałby mi, że musimy uciekać, bo ktoś mnie ściga, na pewno bym mu uwierzyła. Szczególnie jakby zawlókł mnie do zupełnie obcego mi miejsca i opowiadał, że oznaczył mnie jak pies teren. 


Szkoda mi tylko tych wszystkich drzew, które przerobili dla tego dzieUa na papier.

Nie wiem jak Wy – ja mam dość. Rozdzialiki są dramatycznie krótkie, o czym wspominałam już na fejsbuczku, ale po prostu mój musk nie ma siły na przetworzenie więcej tego zła wcielonego. Może analizy będą krótkie, ale za to powinny pojawiać się częściej.

36 komentarzy:

  1. Den, mam pytanko. Czy ty to analizujesz na trzeźwo? Bo wtedy szacun przeogromny, ja musiałam sobie to podzielić na kilka części, bo nie wiedziałam, czy śmiać się, czy płakać, czy włączyć sobie tag "kittens" na tumblrze.
    A przy tym fragmencie o oznaczaniu terenu to się poddałam. This is too much.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem trzeźwa jak niemowlę! Przysięgam!

      Usuń
  2. omujborze, Den, ja może już Ci zacznę szukać dobrych terapeutów...
    ej. serio. ale tak serioserio. nie sądziłam, że ta ksionszka będzie aż tak zła. aż tak nielogiczna. aż tak... nie no, dobra, wiedziałam, że będzie w chus naiwna. ale sądziłam, że chociaż jakieś główne fragmenty zarysy fabuły będą COŚ znaczyły. a tu jeden, wielki... cóż, wydymon! (btw, order za to słowo!)
    zdecydowanie za bardzo wierzę w ludzi...

    dawno (delikatnie mówiąc) nie dawałam znaku życia, akurat dziś chwilkę znalazłam... oj tak, nie odpuszczę analizie "Demonka", to je godna rozrywka dla biednego, zapracowanego studenta o zlasowanym musku.

    następne parę tygodni zapowiada się wprost wybornie, czekam niecierpliwie! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na razie jakoś się pod względem psychicznym trzymam, ale łatwo nie jest! :)
      Order należy się Kulawemu Niemcowi, bo to ona wymyśliła Wydymona, ja tylko parszywie korzystam. ;)

      Usuń
  3. "Bo, prawda, mężczyźni wcale nie mają śliny w ustach i lepiej to w ogóle się nie całujcie, bo wam mogą wyschnąć na wiór i odpaść!" - Mezczyzni moga nam wyschnac i odpasc? :D Damn!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. XDDDDDD
      Dędę, nie chcesz Gayi do pomocy przy tym dziele? To by było piękne połączenie :D

      Usuń
    2. Urwało mi od podmiotu, no T-T

      Usuń
  4. Uwaga, czytam między wierszami:
    "Pokój w kolorze niedojrzałej śliwki"
    "[Usta] nabrały koloru dojrzałej wiśni."
    Bohaterka utworu ma niedobór kompotu we krwi. Dżemkuję.
    W sumie to spodziewałam się, że tekst minimalnie się poprawi przed publikacją. Moje nadzieje zawiedzione, idę się utopić.
    Co do tych drzwi to miałam skojarzenie z rybą obijającą się o ścianę akwarium. Biedna.
    Denku, podziwiam, ja drugi raz bym nie zniosła chyba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na szczęście nie czytałam za dużo na blogasku (ino te gwałty obrzydliwe na koniec...). A o kompocie jeszcze będzie, zobaczysz!

      Usuń
  5. I co z tego, że analizę dodałaś dzisiaj. Proszę dodać kolejną :v dziękuję. Czuję niedobory wydymonów.

    (w ogóle weź, czemu masz kody z obrazków włączone...)

    OdpowiedzUsuń
  6. Czy ktoś to w ogóle przeczytał przed wydaniem? Czy w ogóle w NR istnieje jakakolwiek korekta? Przecież to jest tak koszmarnie, paskudnie, fatalnie, idiotycznie ZŁE na wszystkich poziomach, że nie chce mi się wierzyć, że nawet wydawnictwo o tak penisnej reputacji zgodziło się wyrzygać tego gniota...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piniondze dostali, reszta ich wali.

      Usuń
    2. W przypadku tego wydawnictwa: korekta, NIESTETY, jest. Zajmuje się głównie kasowaniem z tekstu trzech czwartych przecinków. Prawdopodobnie próbują zaoszczędzić tak na miejscu, w końcu kto by tam w tych czasach interpunkcji używał.

      Usuń
    3. "Czy ktoś to w ogóle przeczytał przed wydaniem?" - Dobre pytanie :D

      Usuń
  7. Na blogaska o Demonie się nie załapałam, bo zanim się o nim dowiedziałam, to autorka już się wzięła za wydawanie, ale... NIE MAM POJĘCIA, CZEMU SPODZIEWAŁAM SIĘ PO NIEJ CZEGOŚ WIĘCEJ. To znaczy, gdzieś w głowie mi siedziało: ona to wydała, przecież nie może być AŻ TAK źle. Ale jest źle. Jak na to patrzę, to się poważnie zastanawiam, czy w Novae Res w ogóle to wzięli do korekty...
    Serio, ciężko to jakoś inaczej skomentować...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo człowiek po KSIĄŻCE takiej DRUKOWANEJ i w ogóle NA PAPIERZE spodziewa się więcej, a tu nagle szok i rzeczywistość – jest źle, a nawet jeszcze gorzej, bo ktoś wyrzyguje takiego gniota.

      Usuń
  8. Oj tam, oj tam z tą parafią. Na blogu było napisane, że bohaterka mieszka w małym miasteczku - tu uwaga - w stanie Nowy Orlean!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli poprawiła! ... Tyle że nie xD

      Usuń
  9. Ostatnio czytałam harlekiny (xd) i całowanie w parku nieznajomego wcale mnie nie dziwi, skoro na dwudziestej stronie harlekina można uprawiać seks. Ale niestety, tam to miało więcej sensu niż tu.

    WYDYMON <3

    " – Kim jest Lukas i czego ode mnie chce? (...)

    – (...) Cóż. To proste. Chce zrobić ci dziecko"

    No, a czego może więcej chcieć, no.
    Ta książka jest tragicznie nudna i podziwiam Cię Den, że dajesz radę! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tutaj prawie-seksy są około 40 strony, także, uch... No powiedziałabym, że niby lepszy wynik, ale z drugiej strony ta ksiunszka ma tak rozlazły tekst i duże marginesy, że chyba jednak na to samo wychodzi.

      Usuń
  10. Wydymon zabójczy ;)

    Powiem Ci, że jestem nieźle zaskoczona. Widziałam parę recenzji tego dzieła na lubimyczytać i chociaż fabuła była moim zdaniem idiotyczna to nie sądziłam, że jest AŻ tak koszmarnie. Zwłaszcza język. Gramatyka, stylistyka... aż boli. Język jak u uczennicy podstawówki. Coś strasznego. Aż mi się zachciało spotkać z moim adwokatem (zwłaszcza po tym kuszącym zdjęciu u dołu ;)).
    Masochistycznie nie mogę się już doczekać kolejnej analizy wydymona :D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i z tego wstrząsu językowego zapomniałam o zgniłych jajach! ;)
      Przy tym fragmencie po prostu wszystko mi opadło. Jeśli chodzi o jakże klimatyczny zapach siarki, to autorkom takich opisów polecałabym wizytę na Islandii. Używając ciepłej wody z podziemnych źródeł podczas kąpieli nie tylko ciężko wytrzymać pod prysznicem, ale i cała skóra przechodzi zapachem zgniłych jaj. Ostatnie co ma się ochotę zrobić to przytulić do takiej osoby i wdychać jej zapach. Nie wspominając już, że pozbycie się potem tego smrodu - zwłaszcza z włosów - to istny koszmar. Ale skoro poprawne pisanie po polsku boli, to nie można wymagać logiki ani jakiejkolwiek wiedzy...

      Usuń
    2. No bo przecież to wydawało się takie piekielne i romantyczne z tą siarką! Bo o DEMONA chodziło! :D

      Usuń
    3. @ Tish
      Rozbawił mnie twój komentarz o siarkowej wodzie - moja siostra pojechała w tym tygodniu na Islandię i wczoraj przez telefon skarżyła się, że ciepła woda śmierdzi szambem. Zastanawiało nas to, bo przecie chyba nie dają do rur Gejzerzanki.

      Usuń
  11. Hm... Mruga mi pionowa kreska, żeby coś napisać, a ja chyba jak na razie na wszystko, co miałam okazję przeczytać z tej książki, zapuszczę kurtynę milczenia.


    By the way, od dzisiaj każdy może wydać książkę! Fundacja "Marzenia się spełniają - nawet te, które wyrządzają szkodę na ludzkiej psychice" pod patronatem wspaniałej ałtorki tego oto arcydzieła ogłasza wstęp wolny dla wszystkich! WSZYSTKICH! Za darmo!


    ...albo nie, dopłacą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, można wydać wszystko. Nawet jeśli jest to bardzo złe... a wyobraź sobie, że ludzie wydają jeszcze gorsze rzeczy. ;)

      Usuń
  12. To jest najlepsza recka jaką widziałem. Myślałem, że się posikam ze śmiechu. Współlokatorka patrzyła na mnie jak na wariata.
    Warto, cholera, warto to przeczytać!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że wywołałam uśmiech na Twojej twarzy! :)

      Usuń
  13. http://www.zombiesamurai.pl/2014/06/novae-res/ - aż się boję co powiedzą o Kaktusie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko na to czekam, cały Internet będzie stał na baczność! :D

      Usuń
  14. Łączą się we mnie teraz dwa światy, ale bynajmniej nie anielski i demoniczny. Kocham Cię i nienawidzę, bo od lektury Twojego tekstu mam niepohamowane napady śmiechu i dzisiaj w metrze ujrzałam wydymona płci żeńskiej. Bardzo szybko musiałam wagon opuścić, bo myślałam, że nie wyrobię ze śmiechu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że wywołuję uśmiech! :)

      Usuń
  15. Zgniłe jajo to siarkowodór, nie siarka. Też śmierdzi, ale inaczej.

    OdpowiedzUsuń
  16. Komentuję późno, ale może jednak przeczytasz :) Żelbet, a nie żelbeton :) Właściwie jedno i to samo, ale lepiej będziesz wyglądać w oczach budowlańca mówiąc żelbet :P

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

Obrazek dostałam od Mewtiny. Obsługiwane przez usługę Blogger.