Kolce sprawiedliwości

wtorek, 5 sierpnia 2014

Kryminalistyczny Kaktus w Bostonie

Na Kaktusa zawitało pierwsze opko! Nie byle jakie, bo kryminał! Będzie mafia, będzie FBI, dużo śmierci i ćwiartowanie ciał! Black Boston rozpocznie serię recko-analizek na Kaktusie! Zapraszam! Ale jeszcze wepchnę się z ogłoszeniami parafialnymi: nadal będę analizować ocenki, jeśli trafi się coś sensownego (nie chcemy kopać dziesięcioletnich kotków). Kto wie, może nawet będę faktycznie analizować złe analizatornie? I opka. I, uwaga,  czasem nawet szabloniki! (nie no, dobra, bonćmy pofaszni, bez przesady, trochę mnie poniosła fantazja jednak). W każdym razie: jeśli o opka chodzi – niekwestionowanymi mistrzami na tym polu byli, są i będą analizatorzy z NAKWy i PLUSa, ale w sieci jest tyle złych opek, że chyba i dla mnie znajdzie się troszeczkę miejsca.
Możecie podrzucać linki z naprawdę złymi opkami! ;)

Witamy na scenie Black Boston!

Już w prologu poznajemy Austina Howarda, który pisze... dziennik.
Za sjp.pl: pamiętnik pisany codziennie; diariusz
Nie wiedzieć czemu, dziennik pana Howarda pisany jest... raz na jakiś czas. Bo tak. Znajdujemy w nim jednak element true akcji, mistycyzmu oraz pewną dozę nonkonformizmu, bowiem główny bohater robi na przekór... sami się przekonajcie:
Znalazłem kryjówkę Dark Boston. Pozostało mi wtopić się w ich kręgi. Nie dostałem pozwolenia od FBI, ale nie mam zamiaru pozwalać na te zuchwałe zbrodnie.
Jednoosobowy oddział szturmowy nadchodzi! A dokładniej, wybiera się na casting na superzbira:
Zmieniłem nazwisko na Scott Simpson i jutro spotykam się z ich szefem w jakieś melinie.

Austin Howard, 19.10.2011
No, bo w sumie co w tym dziwnego, nie? USA takie duże, fałszywe dokumenty sprzedają na ulicy, czasem nawet leżą na chodniku, jeden dzień to nie problem, żeby wyrobić sobie nową tożsamość.

Dostałem się! Już od jakiegoś czasu poznaję ekipę, ale i tak mam za mało informacji.
Trzy razy tak, przechodzisz dalej! 
Ich szef jest bardzo agresywny, nie mogę zdobyć jego zaufania. Do tej pory nie podał mi jeszcze swojego nazwiska, ale prędzej czy później mi się uda. Wierzę w to.

Austin Howard, 24.12.2011
Właśnie wyobraziłam sobie, jak Austin podchodzi do tego całego mafioza i co chwilę pyta go o nazwisko. Może chciał go wyszukać na fejsbuczku? 
Jednak szef sprawdza moje zaangażowanie. Jeden mały błąd i zginę, muszę się pilnować.
Dlatego piszę dziennik (pamiętnik?), w którym zapisuję wszystko, co robię. Na pewno nikt go nie znajdzie! W tym też miejscu następuje szog i niedofjeszenie, bo, po dołączeniu do mafii, każą Howardowi... *dramatyczna pauza* zabijać. NO KTO BY SIĘ SPODZIEWAŁ.
Od pierwszej akcji minęły cztery miesiące. A jego nazwiska ciągle nie znam i nikt nie chce mi go wyjawić. (...)

Austin Howard, 20.06.2012
On chyba naprawdę pyta wszystkich dookoła o nazwisko szefa. I co, nikt się nie kapnął, że coś jest nie halo? 

A teraz uwaga! Nagły zwrot akcji, wiem, że na to czekaliście!
Mamy zaatakować jacht, który zacumuje za trzy dni. Ktoś bardzo nie lubi Macwellów. W sumie to nawet ich znam, przyjaźnili się z Lucy. Tęsknie za nimi, za moją córką i żoną. Jak długo mam tu jeszcze siedzieć?

Austin Howard, 08.08.2012
Spodziewacie się, co zaraz nastąpi? 
Zabiłem ją. Zabiłem Lucy. Zabiłem moją żonę. Była na jachcie z Macwellami, była z nimi!
TA DAAAA!
Jestem mordercą, cholernym mordercą. To wina Jamesa, straciłem przez niego żonę!
Ok, w kilku zdaniach powspominaliśmy żonę, emocje jak na zbieraniu porzeczek i dla wyjaśnienia: James to ten mafiozo. Wszystko wina Jamesa? A kto pociągnął za spust, co?! 
W dodatku dzień przed atakiem przespałem się z inną.
No popacz! A tak bardzo tęsknił! (To też wina Jamesa). 
Facet zabił żonę, wcześniej ją zdradzając, w dodatku zamordował masę ludzi, a córka nienawidzi go za to, że je zostawił. #lolwtflogikogdziejesteś

Ażeby opkowatości zacnej zadość się stało bohater całego pamiętniczka w końcu zostaje znaleziony! Przez kogo? Przez głównego mafioza, zgadliście! Ale, ale! Gdzie w tym opkowatość, zapytacie? Ano w tym, że nasz badass postanawia... napisać coś w pamiętniczku Austina!
Scott, a raczej Austin nie żyje. Nie mam zielonego pojęcia, dlaczego tu piszę. Chyba za dużo dziś wypiłem, być może. (...) Szkoda, że takich w szkole nie dawali, miałbym same dobre oceny!
Ależ pan dowcipny, panie Dżejms! (też macie wrażenie, że w opku zastosowano dowcip na poziomie wujka, hehe, Mietka?).

Pochwalę się. Austin został poćwiartowany na drobne kawałeczki. Ja sam odciąłem mu głowę, niezły ubaw. Lubię krew, na sam jej widok uśmiech sam się na mojej twarzy pojawia.
Autorka w niebywale piękny sposób nakreśla nam portret prawdziwego złoczyńcy, z którym będziemy walczyć wraz z naszą główną heroiną przez całe opko. Zwróćcie szczególną uwagę, jak delikatnie został przedstawiony element bohatera-psychopaty, powinniście uświadczyć tego lekkiego pchnięcia cegłą, która leci z prędkością, jakby napędzał ją co najmniej halny.
Żal mi go, poświęcił własną rodzinę. A moje imię i nazwisko weźmie do grobu.

James Hoff, 20.09.2013
Jak myślicie, czy główna bohaterka znajdzie dzienniczek i wszystko się wyda? (no bo przecież mafiozo nie spali dzienniczka, bo po co, nie?).

A teraz na moment porywam Was w dziką podróż do krainy komentarzy!
No! Bo będzie śmierdziało!


Ale, ale! Zajrzyjmy na moment do zakładki z bohaterami!
No, taka tam jedna z Dark Boston. Kto by się jakąś sklepikarką przejmował.
(w ogóle obczajcie sobie tę zakładkę, Robert Downey Jr jest dohtórem, Jake Gyllenhaal też tam występuje, Brad Pitt to główny mafiozo, a heroina to, *ba dum tss!* Angelina Jolie)

Okej, zajrzeliśmy do zakładki. Wracamy do opka, bo oto nadchodzi... Rozdział I! Zaczynamy od niepokornych apostrof'ów:
Spojrzała na Evan’a i kiwnęła niepewnie głową.
Boli mnie to w oczy. 
Na stole jakaś postać była zakryta czarnym foliowym workiem. Stanęła zaciskając ręce, czekając na to, co miała za chwilę ujrzeć.
Ale to ona tak wstała razem z tym workiem?
Nienawidziła tego człowieka całym sercem, zostawił ją i mamę, która zmarła.
Chyba raczej została zamordowana... Ale co ja tam wiem.
Mimo wszystko kiedyś był dobrym ojcem i nadal go kochała.
No to jak to jest w końcu? Nie nadążam.
Po jej policzku spływała mimowolnie pojedyncza łza.
Klasyka. Pewne teksty są po prostu nieśmiertelne.

dopadli go w Londynie. W jakimś opuszczonym magazynie – te wszystkie informacje były dla niej niezrozumiałe. Dlaczego ukrywał się w jakimś dziwnym miejscu i co do cholery robił w Londynie?
 Magazyn = dziwne miejsce (a co mają powiedzieć ludzie, którzy tam pracują?). A do Londynu mógł pojechać choćby i na wakacje...
- To oznacza, że przed czymś uciekał – myślała na głos. Co się takiego wydarzyło, że poniosło go za Boston? Dlaczego opuścił własną rodzinę?

- Pytanie, przed czym – westchnął Simon.
Przed Latającym Potworem Spaghetti! 
Zaprowadził ją do swojego biura, gdzie czekała już zniecierpliwiona Grace. Na swój widok obie wzięły się w ramiona, a kobieta wysłała mu krótkie spojrzenie, przeznaczone tylko i wyłącznie dla niego.
Wszyscy inni zamknęli oczy, bo wiedzieli, że to nie dla nich. I, ach, jak się w te ramiona wzięły, jedna próbowała podnieść drugą, a druga pierwszą, ale nic z tego nie wyszło – grawitacja była silniejsza.
- Możliwe, że był to wyrok - rzekła Grace, najlepsza przyjaciółka Belli i jednocześnie jej partnerka. Po chwili jednak cofnęła się i oparła czoło o ścianę, nie za dobrze znosiła tą całą sytuacje.

- Wyrok? Sugerujesz, że Austin wpadł w jakieś szemrane towarzystwo? – Grace przegryzając dolną wargę i natychmiast odwracając wzrok, tylko skinęła posłusznie głową.
Nie no, rodzinę opuścił, bo znalazł sobie lepszą na eBayu, a matkę zabił, bo się nudził. 
z tego co pamiętam, ojciec prowadził liczne dzienniki. Pierwszy założył już w czasach licealnych, dokładnie w nich wszystko opisywał. Gdybym go znalazła, może dałoby to jakiś punkt zaczepienia
Jeśli wcześniej myśleliście, że dziennik mógł przetrwać, to teraz powinniście już być pewni. 
Bella wychodzi, bo chce zostać sama, natomiast pozostała dwójka bohaterów...
Grace i Simon natomiast zostali sami w małym pomieszczeniu. Stali na drugich końcach pokoju i spoglądali na siebie dyskretnie. Między nimi była niewidoczna iskra, która ich do siebie przyciągała. Oni skutecznie się je wypierali, odpychali ją wręcz swoimi myślami. (telekineza! I grali sobie w takiego tenisa tą iskierką, powiadam Wam) Agentka nie była w stanie stać w tej niezręcznej ciszy, z mężczyzną który działa na nią tak gwałtownie.
Faktycznie musiał być gwałtowny, skoro stał sobie i się nie ruszał. 
Odważyła się podnieść swój wzrok, prosto na niego
No, bo jakby podniosła wzrok kogoś innego, to dopiero byłaby heca! 

A teraz rozdział drugi. Bohaterka wraca do domu i płacze.
Pozwalała swoim łzą na jakiś czas się uwolnić.
Otrografia bolą bardzo.
Oparła się dłońmi o blat i spuściła głowę w dół.
Mam dla Was czelendża, kto da radę spuścić głowę w górę? 
- Co się stało? – zapytała, przegryzając dolną wargę.
A potem to już tylko chirurg i operacja plastyczna. Ja nie wiem, tak przegryzają te wargi w opkach wszystkich. Nieuważne te ludzie jakieś. 
- Nic takiego. Odnalazł się mój ojciec – zaśmiała się złowrogo, a kobieta spojrzała na nią zdziwiona – nie uwierzysz jak o zastałam! W kawałkach, rozumiesz to? W kawałkach! – niekontrolowanie pięścią uderzyła w lustro, które nie było niczemu winne – znaleźli go w magazynie. Leżał sobie w częściach. Martwy, a raczej zamordowany. Wspominałam, gdzie znajdował się owy magazyn? Nie? W Londynie! – w tym momencie po raz drugi uderzyła w lustro, które już było w kawałkach.

Teraz, waliła w nie na oślep, a z jej rąk wylewała się krew.
Biedne lustro. W ogóle: wow, wow, uszanowanko, realizm taki duży, krew tak bardzo, wow, opis taki solidny! Krew wylewająca się z rąk ujęła me serce.
No i jakże wyszukany żart "zastałam go w kawałkach, hehe". (to była ironia). OWY MAGAZYN. OWY. OWY. O-W-Y. 
Margaret nie wiedziała co robić, ta informacja bardzo nią wstrząsnęła. Jak miała się zachować, no jak?
Jak rzyć panie premierze, jak rzyć? 
Tutaj współlokatorka Belli, Margaret, stara się jej pomóc, bo nagle zauważa, że główna heroina robi sobie krzywdę. Niestety bohaterce włączył się agresor:
Kobieta jednak nie panowała nad sobą, nie zdawała sobie sprawy z tego, co wyprawia. Brutalnie chwyciła Margaret za gardło i mocno ścisnęła, by następnie mocno pchnąć ją na ścianę. Dziewczyna stała na palcach, nie spodziewała się takiej agresji. Nie mogła oddychać, czuła jak palce Belli zgniatają jej gardło, bała się. Ta, kiedy spojrzała jej w oczy, oprzytomniała i natychmiast ją puściła. Obydwie opadły bezwładnie na ziemie.
O, tak właśnie opadły:
Schowała swoją twarz we wnętrze swych dłoni.
Ja tam zawsze chowam twarz za zewnętrznymi stronami dłoni. Podobno po wewnętrznych jest więcej zarazków. 

Rozdział trzeci, zapraszam:
Gwiazdy lśniły na ciemnym niebie, jednocześnie oświecając drogi Bostonu.
Bo gwiazdy świecą tak jasno, że latarnie w miastach są tylko dla picu.
James Hoff, trzymając ręce w kieszeniach, leniwie wszedł do swojego domu (...) Mimo wszystko nie spodziewał się zobaczyć na kanapie Nancy, która beztrosko sobie leżała i przeglądała miejską gazetę. (...)

Ubrana była w czarną i krótką sukienkę, która podkreślała walory jej ciała.
Jedna sukienka była czarna, druga krótka. Jedna podkreślała kolor jej oczu, druga szczupłe nogi i pełne piersi. 
Długie brązowe włosy, zgrabnie opadały na jej biust, co w jakiś sposób przyciągało spojrzenie mężczyzny. Jej nogi zdawały się jeszcze bardziej dłuższe i zgrabne przez wysokie szpilki.
Hej, mała! Masz zgrabne włosy! 
- Czekam na ciebie – odpowiedziała. Odłożyła gazetę na stolik obok i podniosła się uwodzicielsko z kanapy, by ułożyć swe dłonie na jego klatce piersiowej.
Wiedział, co czuła i czego oczekiwała. Jednak dla niego była tylko… sobą. Nikim więcej.
Nie przyjaciółką, nie znajomą, nie kochanką. Sobą.
Głębia tego przemyślenia topi mnie w mej egzystencjalnej kuwecie wypełnionej dziś wyjątkowo wodą. 
A teraz uwaga, osoby o słabych nerwach, niech nie czytają, bo bedo seksy (tak hardkorowych opisów nie widziałam, mimo że w blogaskach siedzę już parę lat).
Po chwili zaczęła go namiętnie całować, a on to odwzajemnił, mocno chwytając ją za pośladki. Podniósł ją energicznie do góry i oparł o ścianę, by następnie zdjąć sukienkę z jej ciała.
A ona tak lewitowała sobie przy tej ścianie, prawda. Chociaż jednak nie, bo: 
Teraz stała przed nim w samych majtkach.
Kto by się w takim uniesieniu przejmował takimi szczegółami. 
James zaczął pieścić jej krągłe piersi oraz ssać. Ta czuła się wyśmienicie, kochała to.
Piersi? Tylko pełne i krągłe. Nie mogą być za małe, prawda. 
Teraz proszę przygotować sobie worki na wymioty. 
Kiedy on wsadził swoje palce w jej pochwę, nieudolnie zaczęła rozpinać jego koszule.
Najpierw pierwszą, potem drugą i trzecią, i jeszcze czwartą, piątą, och, ileż on tych koszul tam miał, i szóstą, i siódmą...
Agresywnie robił jej dobrze, gdzie ona odchyliła swą głowę.
  
On, drugą dłonią, która zajmowała się wcześniej jej piersiami, rozpiął sobie pasek i pozwolił, by ta zdjęła z niego spodnie.
Ta dłoń, prawda, zdjęła te spodnie. 
Stała na palcach i wydawała z siebie jęki.
Nadal ta dłoń, również prawda. Ekhm. 
Opadli na ziemie, by ze spokojem mogła zająć się nim. Umiejętnie wkładała jego penisa w swoje usta i językiem po nim jeździła.
Muj. Borze. No. Nie. Mogę. Weźcie. To. TO JEST ZŁE. (w tym momencie na jakikolwiek komentarz zabrakło mi nawet gifa, uwierzcie, źle się dzieje, jeśli człowiek przeszukuje całe Internety i w tychże Internetach nie ma żadnego remedium na taki tekst). Jeśli jeszcze nie pokonało Was to morze żenady, możemy płynąć dalej:
W końcu on znowu przejął kontrole, i odwrócił ją tyłem do siebie, by mogła mu się wypiąć. Już po chwili jego członek znalazł się w jej wnętrzu. Robił to mocno i szybko, gdzie ona już dochodziła.
No. Szybko ją obracał tyłem do siebie. Ale żeby orgazm tym komuś sprawić?
Jednak nie on, przy niej nie potrafił. Z każdą sekundą coraz bardziej przyśpieszał, nie próbował być delikatny. To był tylko sex, nic więcej.
Wiecie, seks to zakazane słowo. Tak samo jak penis i wagina.
OK, KONIEC ŻENADY ROKU. 

W tym miejscu kochanka mafioza (która jest dla niego tylko sobą, pamiętajcie), wyznaje mu miłość i proponuje stały związek...
Jednak on odsunął się od niej jak poparzony i ręką przycisnął jej gardło. Patrzył się na nią jak nigdy, jakby był gotów ją zabić.
- Nigdy więcej nie mów czegoś takiego. Chciałaś sexu, to miałaś. Nie oczekuj więcej, bo inaczej się pożegnamy. A dobrze wiesz, co robie z takimi, co muszą odejść, niewiadomo z jakiego powodu – warknął. Z jej oczu poleciła łza.
Z pary oczu poleciała jedna łza. 
Nie była w stanie nic powiedzieć, po prostu próbowała kiwnąć głową.

Uspokoił się i szybko ucałował ją w usta, by się podnieść i ubrać.
Romantyk XXI-ego wieku. 

Wróćmy teraz do głównej bohaterki:
Poczuła nagle wibracje, co pozwoliło jej wrócić do świata żywych. Wyciągnęła telefon z skórzanej kurtki i spojrzała na wygaszasz.

- Co jest? – zapytała Simona.
- Przyjedź do mojego biura jak najszybciej. Mamy trop w sprawie twojego ojca.
- Zaraz będę – odpowiedziałam bez namysłu i się rozłączyłam. Wypiłam kawę i niemal wybiegłam z kawiarni.
Mieli trop. W sprawie ojca.
Niesamowite.
Po takich seksach w tym rozdziale, aż się boję, co będzie w następnym.
Jesteście ciekawi, jaki to trop?
- Chodzi o to, że Austin należał podobno do Black Boston - rzucił prosto z mostu, na co ta z niedowierzania, rozszerzyła tylko oczy. Zacisnęła w złości pięści, jedną z nich po chwili uderzyła stół i gwałtownie się podniosła z siedzenia.

- Kpisz sobie ze mnie? Mój ojciec poświęcił całe swoje życie, by chronić to cholerne miasto. Poświęcił nawet własną rodzinę!
Ale... jak to? Z prologu wynikało, że córka wiedziała o tym, co działo się z ojcem. Aż zacytuję:
Widziałem się z córką. Nie chce mnie znać i to nie przez to, że zabiłem jej matkę, ale dlatego, że ich zostawiłem. Nienawidzi mnie, obwinia mnie o wszystko.
Piszmy opka, bawmy się dobrze, nikt przecież nie zauważy tego, że w fabule jest dziura wielkości słonia.
Ogólnie bohaterka ma jakieś ostre problemy pod kopułką. Ja rozumiem, śmierć matki, śmierć ojca, ale tak lustra tłuc, ludzi dusić, z biurka wszystko zrzucać i wybiegać... I nikt jej porady specjalisty nie zaproponował? 
Nie patrzyła na to, co robi. Zrzuciła wszystko z biurka i wybiegła z pomieszczenia.
No i wiecie, wybiegła z tego pomieszczenia, gdy nagle...
Po dłuższym czasie zorientowała się, że trafiła do jakiegoś mało ciekawego klubu. Ocknęła się w środku, wśród masy spoconych i pijanych ludzi.
Poważnie. Tam nic więcej o wychodzeniu gdziekolwiek nie ma. Po prostu nagle znalazła się w klubie.
Rozejrzała się uważnie po terenie. Dużo osób poruszało się w rytm muzyki,
Reszta nie potrafiła poruszać się w rytm muzyki, ale też było fajnie. 
Gdy dotarła do celu, rozsiadła się na krzesełku i zamówiła martini. Barman od razu jej go przygotował i podał, dzięki czemu mogła wlać owy płyn prosto w głąb swego organizmu.
OWY PŁYN. A tak w ogóle to picie jest too mainstream, od dziś wlewa się napoje przez nos i uszy! Można też wcierać, najlepiej w skórę głowy, to może włosy też coś na tym zyskają.
- Trudny dzień, hm? - Obcy głos wyrwał ją z zamyślenia. Odwróciła się w stronę tego ktosia i zlustrowała mężczyznę od góry do dołu.

Uwaga, nasz mroczny przystojniak (no bo musi być przystojny, czego się spodziewaliście, co? Ja nie wiem, skąd w Was tyle wiary w opkorzeczywistość) rzuca wyszukanym żarcikiem.
- Raczej nie chodzi tu o zwykłą miesiączkę, co?
No dobra, dam Wam jego opis, bo widzę, że mi nie wierzycie!
Wysoki, dobrze zbudowany blondyn, który miał trochę przydługie włosy. Delikatny zarost na twarzy i pewne siebie spojrzenie. Mocne rysy twarzy i idealnie dopasowana czarna koszula. Był przystojny, cholernie przystojny. Musiała mu to oddać, fakt.
I dla kompletu ona oczami nowopoznanego:
Nieznajomy uważnie się jej przyglądał, była dla niego zagadką. Była piękna i tajemnicza, a takie zazwyczaj należały do najniebezpieczniejszych. Nie ma pojęcia dlaczego, ale zainteresowała go. I to dość mocno, chyba nawet za mocno. Miała gęste i długie włosy, cudowną sylwetkę i idealne rysy twarzy.
THE BOLD & THE BEAUTIFUL. Jak to jest, że w opkach wszyscy są piękni, a nawet jak biedni, to mieszkają w super wypaśnych apartamentach?
Tajemniczy nieznajomy stawia naszej pięknisi martini:
 - Nie wysilaj się z kasą, nie mam zamiaru pakować ci się do łóżka.
(...) 
- A kto powiedział, że chce się z tobą przespać? - zapytał, spoglądając prosto w jej oczy. Bella westchnęła, po czym odwróciła wzrok i oparła łokcie o blat.
Czyli bohater udaje, że wcale nie chciałby iść z nią do łóżka, ale wszyscy doskonale wiemy, jaka jest prawda. #BUSTED
- Nikt. Chociaż kto wie, może byś mnie odstresował - dumała, nie zważając na to, że on to słyszy. No co? Była kobietom, też miała swoje potrzeby. Nie uprawiał sexu z byle kim, ale w tej chwili nie myślała nawet o swojej dumie.
Być kobietom, być kobietom! Mjeć poczeby, sex od biedy...
Była zrozpaczona, popadała w depresje.
Po pierwszej depresji przyszła druga, po drugiej na chwilę wpadała znowu pierwsza. A potem to była taka impreza, że och. 
Wróćmy na momencik do sytuacji z początku rozmowy:
Z jej oczu można było wyczytać cierpienie, nic więcej. Żadnej iskry radości, tak jakby były martwe. Czuł, że kobieta przeżywała w swoim życiu coś ciężkiego, jakąś tragedie. Była dla niego jak nowa książka, której nigdy nie czytał, ale strasznie chciał poznać jej treść. Jednak była zamknięta na klucz, do którego ciężko dotrzeć.
Widać, że bohaterka mu się podoba. Chciałby jej jakoś pomóc, ogólnie chwyciło go to za serce. No zmiękł facet. A teraz, nie zgadniecie, więc pozwólcie, że zdradzę Wam, kim ten mężczyzna jest: 
- A jak cię zwą? - krzyknął, mając nadzieje, że go usłyszy. Ku jego uldze, odwróciła się i oparła rękę na swoim biodrze. Wyglądała jak upadły anioł, który zastanawiał się nad odpowiedział.  #koeljo

- Mów mi Bella.
- Mów mi James - przedstawił się również, po czym ta zniknęła w tłumie. Obydwoje wiedzieli, że nowo poznanej twarzy długo nie zapomną.
Wpaść na mafioza, który zabił jej ojca... Zaraz, gdzie ja szukam logiki. To przecież opko. Imperatywy opkowe, te sprawy.
Na tym kończymy przedstawienie, bo na blogasku nie ma więcej postów.

KURTYNA. 

Przymierzam się też powoli do analizy... książki. Ja wiem, to kompletnie nie moja działka, ale na swoje usprawiedliwienie mam tyle, że książka była jeszcze jakiś czas temu blogowym opkiem. Co więcej, wydaje się w moim ulubionym i jakże sirius wydawnictwie. Podpowiem Wam, że to fantastyka, ma zostać wydana w tym miesiącu. Może ogłoszę po analizie tejże książki jakiś konkurs i uszczęśliwię nią kogoś (książką, nie analizą)...
Czy wiecie już, o jakie códnej órody opko chodzi? :)

27 komentarzy:

  1. O matko, brakowało mi starego, dobrego kaktusa. <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Podryw na zgrabne włosy wygrał <4

    Książka, która niedawno była jeszcze opeńkiem - czyżby chodziło o ksioopko z Demonem Żądzy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę, zgadłam! To trzymam za Ciebie kciuki, bo materiał do analizy świetny. Tylko wróć do nas o zdrowych zmysłach. ;_;

      Usuń
    2. Już się leczę, tak na wszelki wypadek, już tak wcześniej... :D

      Usuń
    3. O, skoro będziesz analizować Demona Żądzy, to już rączki zacieram i przygotowuję zapas popcornu.

      Usuń
    4. Ej, no, wtedy naprawdę liczę na pozew... :D

      Usuń
    5. Już chcę to cudo przeczytać!^^
      Mówię oczywiście o analizie;)
      Popieram konkursik, oj, jak chętnie bym to wygrała!^^
      Jestem też ciekawa, jaką korektę temu zrobili... Mogę przysiąc, że sama aŁtorka o to nie dbała, a znając poczynania wydawców, u których za wydanie się płaci... Nie wiem, czy się bać, czy płakać. Czekam z niecierpliwością i z nadzieją, że po wszystkim ciągle będziesz w jednym kawałku. ^^
      Powodzenia:)

      Z.

      Usuń
  3. Pjękne <3
    "Agresywnie robił jej dobrze, gdzie ona odchyliła swą głowę." miałam taką samą minę jak Loki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zastanawiałam się jeszcze nad dodaniem gifa Jima Carreya z odruchem wymiotnym, ale ostatecznie Hiddleś wygrał ;)

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. Ej, na widok screena komentarza "Nie zesraj się" wybuchnęłam śmiechem, bo wewnętrzny gimbus wyrwał się spod kontroli, tak bardzo, oj, tak bardzo! Seksy były świetne, zresztą jak zawsze na 99% blogasów, ale nic nie przebije tego: "Być kobietom, być kobietom! Mjeć poczeby, sex od biedy..." - szczele se skrina i oprawje go w ramkem, serio.
      "Leżał sobie w częściach." - tylko ja jedna wyobraziłam tu sobie leżące na podłodze śrubki i takie tam? :c

      Usuń
    2. No, tym bardziej, że to "nie zesraj się" chyba napisała ałtorka ;p
      A w ogóle to kaktusy są bardzo wytrzymałe i żyją, nawet jak się ich długo nie podlewa!!!!! >:

      Usuń
  5. O ja cie krece! Wiem, powinnam sie zalamac, plakac i zrezygnowac z dalszego pisanaia powiesci... ale! Czytajac to nawet sie smiala, bo why not? PPPPPPokazalas mi bledy w dosc humorystyczny sposob. Przynajmniej dodalas mi energii bym dalej pracowala nd swoim pisarstwem. Tam u ciebie w sprawie zapisow Austina troche sie kopnelas, bo ta nie wie ze ojciec zabil matke, ale co tam. Kazdy popelnia bledy!
    Narazie ! ; 3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tylko że z prologu wynika co innego.
      "Nie chce mnie znać i to nie przez to, że zabiłem jej matkę, ale dlatego, że ich zostawiłem." - sugeruje, że Bella o zabiciu wiedziała.

      Usuń
    2. Nie chce jej znać, bo ich zostawil. To byla bardziej sugestia. Chociaż fakt, każdy może to różnie odebrać;

      Usuń
  6. Och, jak dobrze widzieć Kaktusa! Sznaucerek "zdechł", ale Kaktus na szczęście nie "ómarł" Myślę, że to dobry pomysł dodanie opek do oceny, bo dużo jest takich kwiatków. W ogóle założę się, że ałtorka przygotuje niebawem ostry seks z tym Jamesem, skoro nawet go nie poznała, a już miała takie myśli.

    Pozdrawiam
    PS Wnioskuję, że nie będzie dalszych części KKWB, no chyba, że będą to będę rada.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ałtorka przygotowuje nieabwem ostry seks Belli z tym Jamesem* Chodziło mi oczywiście o boChaterkę, a nie o aŁtorkę. :D

      Usuń
  7. Den, wróciłaś <3
    Analiza taka cudowna!
    ...
    Ale, chwileczkę... czegoś tu brakuje... A gdzie karny kaktus, który Ałtoreczka może sobie wkleić na blogaska?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naklejka jest zarezerwowana tylko dla ocenialni! :(

      Usuń
  8. Kiedy możemy się spodziewać kolejnego kaktusa? Może i kaktusy są wytrzymałe, ale czytelnicy nie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam 70% rozgrzebanego Kaktusa dla pewnej ocenialni, mam nadzieję, że taka odpowiedź jest satysfakcjonująca. :)

      Usuń
  9. Jak się cieszę, że jednak jesteś. Kaktus wrócił!

    "Wszyscy inni zamknęli oczy, bo wiedzieli, że to nie dla nich. I, ach, jak się w te ramiona wzięły, jedna próbowała podnieść drugą, a druga pierwszą, ale nic z tego nie wyszło – grawitacja była silniejsza." Umarłam.

    "[On, drugą dłonią, która zajmowała się wcześniej jej piersiami, rozpiął sobie pasek i pozwolił, by ta zdjęła z niego spodnie.]

    Ta dłoń, prawda, zdjęła te spodnie.

    [Stała na palcach i wydawała z siebie jęki.]

    Nadal ta dłoń, również prawda. Ekhm." Wygrałaś internety.

    "Reszta nie potrafiła poruszać się w rytm muzyki, ale też było fajnie." Mistrz.

    Nie wiem czy to kwestia genialnego poczucia humoru, czy tego, że wszystko jest tutaj takie zajebiste, ale cieszę się, że w końcu jest coś dobrego do poczytania (bo po co opki, jak mamy Ciebie?).

    Cierpliwości i szpachelki do zdrapywania mózgu ze ściany!<3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym wypadku to już raczej tylko myjka ciśnieniowa, żeby mózg ze ściany zdrapać... :P

      Usuń
  10. Analiza sucha jak grunt pod kaktusami ;-; Ocenkowe były mniej suche

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postaram się, żeby następne były lepsze! :)

      Usuń

Obserwatorzy

Obrazek dostałam od Mewtiny. Obsługiwane przez usługę Blogger.