Kolce sprawiedliwości

piątek, 26 lipca 2013

Shiibuya - Morth 2/2

Nie będę się tłumaczyć ponad to, że nikt z taka gracją jak ja nie potrafi wpaść pod samochód. Kreaturki nie bijcie, bo była na wakacjach i to ja miałam się zająć publikacją, ale moja nieumiejętność życia w ogóle kolejny raz dała o sobie znać.
Dziś jeszcze w tej zuej i przebrzydłej wersji, kolejna będzie czytelniejsza, obiecujemy!



MORTH PART 2
    Nie sądzę, żeby to była najlepsza ocena w moim życiu na rozpoczęcie (w tym wypadku jakakolwiek ocena nie byłaby... najlepsza), ale to w sumie zabawne, już od wstępu kogoś... Stłamsić, czy to dobre słowo w obecnej chwili? Nie. Powinno być w aspekcie niedokonanym.
Ojaaaa, jak to fajnie już na początku kogoś pojechać, nie? Jeszcze tylko trzeba o tym wszystkich poinformować!


Prawdę mówiąc w nocy z czwartku na piątek onego miesiąca tegoż roku postanowiłem sobie wypisać na brudno błędy w razie, gdybym się mylił, znowu w nocy z soboty na niedzielę przepisałem na czysto, nieścisłości i rzeczy, które mi się ogółem nie podobają, a także parę słów pierwszego wrażenia, w którym to się właśnie trochę bardzo bezcelowo produkuję. W sumie uwag wyszło *szpan* około trzy całe strony zapisane dość *jeszcze większy szpan* skrupulatnie i drobno zeszytu a5 - ale po co, po co w zeszycie?! też nie rozumiem hipsterów, a został zaledwie pod względem pomyłek wszelakiego rodzaju opracowany pierwszy rozdział i niewielka, wręcz niezauważalna część rozdziału drugiego, ale nie żebym się chwalił, ponieważ skromność to jedna z wielu moich zalet. Prawdopodobnie więc można sobie wyobrazić co czuję, męcząc się w dalszym ciągu z tymże wytworem szkaradnym, nawet czasami odejmują mi na egzaminach punkty za pismo, ale jak mus to mus – przejdźmy w końcu do faktycznego pierwszego wrażenia, a nie spoilerowania bez konkretnego celu.
Zasada nieużywania słów, których się nie rozumie, odnosi się też do internetowego slangu


    Prawdę mówiąc liczyłem na coś miłego, sielankowego, trochę przyzwoitego i na poziomie jako pierwszą ocenę, coby się pokazać z nie do końca fatalnej strony, ale niestety dobór bloga przeze mnie samego nie pozwolił mi na to, bo po co wybierać coś, co zdaniem oceniającego będzie przyzwoite i na poziomie.
    Pierwsze-pierwsze (żeby ktoś czasem nie pomyślał, że drugie-drugie, pierwsze-drugie lub trzecie-drugie, czyli wrażenia 2, 0,5 i 1,5) wrażenie nie było jakieś niesamowicie negatywne. Wziąłem Cię do swojej kolejki głównie dlatego, iż, nie ukrywam, tematyka Twojego bloga była jedną z bliższych mi do wyboru (mowa tu o tematyce yaoi?), poza tym szablon pozwalał mi przypuszczać, że nie jest aż tak źle z treścią, jak to mój siódmy (rotfl rzadki talent ma morth, oj rzadki) zmysł uważał. Niestety dodatkowa umiejętność to ta wredna gadzina, że zwykle ma rację i tym razem też się nie pomyliła. Ale to już nie należy do pierwszego-pierwszego (tu już piąte-trzecie 1.66666666667) wrażenia, a przecież to o nim w dalszym ciągu jest mowa (nie, naprawdę?!). Zwróciła moją uwagę czcionka nagłówka, albowiem lubię ją (jej!!!) używać, jednak nie sądzę, by na blogu była dobrym posunięciem i sugerowałbym zmianę, ale o tym może później.
    Rzuciło mi się prawie od razu w oczy to, że najprawdopodobniej lubisz Coelho, co niemal od razu się potwierdziło. Cytat ładny w belce i tylko tam, ale tak pospolity, że niemal chce się wymiotować, widząc go po raz kolejny, i znów, i jeszcze raz... Uch. Jego zęby muszą być w fatalnym stanie. W całej mojej wielkiej karierze oceniającego, blogera i pisarza (amatorskiego, nigdy tego nie ukrywam, ale za to jak utalentowanego), ale także człowieka, którym pozostaję mimo swojej sławy (Morth - blogger, który został człowiekiem, już niedługo w kinach 3D), na zbyt wielu stronach można to zobaczyć. Zrobiło się to nudne. Co więcej, widzę, że czerpiesz z niego [cytatu] inspirację i jest dla Ciebie jakby... Guru? Powiem Ci więc w tajemnicy [dlatego publikuje to na blogu], że to, co on ubiera w książki, sentencje i cytaty to nic więcej, jak zwykłe życiowy fakty, które zna każdy, ale wielu ludzi o tym zapomina (thx cpt obvious). Dla ścisłości, lubię go sobie czasem poczytać, siedząc w łazience, ale bez przesady, naprawdę – są pewne granice (łazienki oczywiście), a o nich w treści, bo właśnie w niej zauważyłem ciut przesadną inspirację i włączania w to owego pisarza, zupełnie niepotrzebnie zresztą. Zobaczysz, będę lepszym guru niż jakiś tam królik.
   
Nie zabrałem się jeszcze za adres bloga, ale to dlatego, że nie jest dla mnie w pełni zrozumiały – jeśli chodzi o „yaoi”, to oczywiście, nie mam żadnych wątpliwości co do treści, „abunai” (za ciężko skojarzyć, że chodzi o nick autorki no dzie, tam na pewno jest Głębszy Przekaz!!!) nie mówi mi natomiast zbyt wiele, przyznaję się, że mój japoński został opanowany zaledwie w kwestii paru słów zbyt podstawowych, aby zagłębiać się w całą resztę #wtf.
Całokształt wygląda jednakże estetycznie i w mojej opinii dość interesująco, co było kolejnym czynnikiem, dla którego w ogóle zajrzałem i przygarnąłem Twoją pracę pod swoje skrzydła.
Aha. Czyli całokształt mu się spodobał na tyle, żeby w ogóle zajrzeć. Spoko.
Wydaję mi się (zapamiętajmy), że ze względu na krótkość i w miarę cyrkla chwytliwość, problem z zapamiętaniem adresu jest raczej stosunkowo niewielki, choćby przy moim prywatnym giganciku, który posiadam (aż się zdziwiłam, że go nie podał xD) 


Jaka ta składnia jest piękna.
poza tym, mając adres, który z języka polskiego brany nie jest, przydałoby się to umieścić ad plenam intellegentiam [dla pełnego zrozumienia] o czym chcesz prawić.


    Jedną z pierwszych rzeczy, które rzuciły mi się w oczy podczas przeglądania tego bloga były emotikony już na wstępie w dziale „o mnie”, co skutecznie sprowadziło mnie na ziemię i zaleciło szczególną ostrożność i jakieś leki uspokajające najlepiej (morth, patrz, emotka! :D i jeszcze jedna: xD o.O). Skoro osoba pisząca opowiadanie w takim dziale (nie, opowiadanie jest w dziale z opowiadaniem, nie w “o mnie”), który między innymi ma przekonać do Ciebie czytelnika robi podstawowe błędy tego typu (ale... Jakiego? Serio pytam.) – wszelakiego rodzaju buźki to pisać możesz na komunikatorze, nie na blogu, gdzie przedstawiasz siebie (MASZ EMOTKĘ NA BLOGU? Już piszemy do administracji blogspota, żeby Cię zbanowali). Zresztą, to nie jedyne miejsce, gdzie podobny wyraz Twojej osobowości, albo bezmyślności (trudno stwierdzić - jedno i to samo) można zaobserwować – niemal w każdej notce tuż przed rozdziałem, a w jednym miejscu i w opowiadaniu spotkać idzie przynajmniej jedną emotikonę (u mnie też, o ja niedobra! http://www.kiepy.pl/uploads/2013_04/04/72519_3326_500_Gin-Szmato.jpg no dzięki ;___; Wczułam się.). I po co Ci one?
    Nie jestem zbyt pozytywnie nastawiony już na wstępie (dziesiątym-drugim). Lepiej wezmę chyba kask i dobrą kawę, a także jakieś uspokajające (uspokajające co?), bo mam wrażenie, że jeszcze wielokrotnie wyzwę Cię od wszystkich diabłów i pożałuję solennie (tego wyzywania?).


Ten fragment jest speszyl for ekipa Szlafroka Śmierciożercy:
Nie powinienem brać tego czegoś pod swoje skrzydła, szkoda, że nie jesteś nieregulaminowa, mógłbym sobie odmówić i nie krzywdzić się dłużej. Niestety, nie ma tak.
Cierpienia Młodego Wer-mortha.


Grafika [10/15pkt]
    Po pierwsze, nie widzę informacji do jakiej przeglądarki internetowej został owy (ów!) szablon dostosowany.
Y... nie wiedziałam, że ta informacja jest komukolwiek potrzebna do życia.
   
Wspomniałem wcześniej, że kolorystyka, jaka panuje na blogu wpasowuje się w moje osobiste gusta, miałem bowiem szablon w tych kolorach, a nawet posiadam w podobnym klimacie w dalszym ciągu.


Opaska na czole Paina, jak i wyżej wspomniany ubiór należący do kwestii stricte związanych z oryginałem, a jego [oryginału]  tu nie ma.
 Nagłówek trochę zbyt duży, a cytat na nim też ma ten defekt. Trochę to nieestetycznie wygląda. Radzę zwęzić go i zmniejszyć litery, nie wspominając o tym, że lepiej by było zmienić w ogóle cytat, bo Coehlo nie jest równie fascynujący, co ja i moje blogi.
    Tło całego bloga to motyw z trzema rewolwerami. Z uwagi na tematykę tejże mangi, bardziej pasowałyby katany, czy inne bronie białe tego typu, a nie palne. Niemniej jednak, tu jest podobna kwestia, co wyżej – opowiadanie i tak odbiega kompletnie od oryginału, jednak ten motyw mógłby być zbędny, ma moje pozwolenie.
    Wygląd to ogółem jedyne, co Ci na tym blogu w miarę wyszło. Jest dużo lepszy, niż treść. Czytelna czcionka w kolorze białym na ciemnym tle gwarantuje, iż nie będzie chociaż problemu z czytaniem tego szmatławca.
za: sjp.pl - szmatławiec: “pogardliwie o gazecie, w której znajdują się głównie nieprawdziwe plotki” - czyli z opka przeskakujemy do gazetki, OKEEEEEEEEEEEEEEEJ


    Sugeruję zmianę zdjęcia w bohaterach, zrobienia dwóch oddzielnych przedstawiających głównych bohaterów i do nich napisanie nowego opisu, z uwzględnieniem charakteru, osobowości, wyglądu, cech charakterystycznych, numeru buta, znaku zodiaku, miejsca urodzenia ojca i tym podobne (bo poznawanie charakteru bohatera w trakcie czytania opowiadania jest zbyt mainstreamowe). Wnioskuję o to dlatego, iż na dziesięć przepytanych osób tylko ja zauważyłem, że na obrazku jest też Itachi, cała reszta nawet go nie zauważyła. Poza tym, jest tam z prawego profilu ukazany, kompletnie bez twarzy (kogoś mi to przypomina), a to raczej nie o to chodzi.


Jeśli myśleliście, że do tej pory morth zdążył obrazić autorkę ocenianego bloga i tak zbyt wiele razy, to poczekajcie na to, co będzie niżej. Mamy tu typową postawę podbudowywania ego w Internecie, ergo ciskanie kogoś za to, że nie jest tak utalentowany, jak sam oceniający.
Musicie też wiedzieć, że oceniającemu dorównać jest trudno (z wyjątkiem tych sytuacji, w których autorka przypomina pisakowi jego błędy z przed lat), w końcu po tym, jak wypowiada się o swoich blogach, sądzić można, że już za chwilę poleci do RADWAN-u lub Novae Res i się wyda, taki jest dobry, a my, plebs, możemy liczyć jeno na ochłapy rzucone przez dobrego pana!


Treść [1/30pkt]
    Widząc tę tematykę, stwierdziłem „Jak można zepsuć yaoi?” #WTF
Tak, zgadza się, byłem nastawiony niezwykle pozytywnie, co mnie samego nawet zdziwiło. Nieczęsto oceniam tego typu opowiadania, prawdopodobnie dlatego, iż ludzie pałający się tym działem (miazmat mię ogarnął, Was też?) przeświadczeni są o tym, iż takich rzeczy się nie zgłasza do ocenialni (tego jeszcze nie grali). W sumie nie jest to takie dziwne rozumowanie, bo rzadko kiedy spotykam się z ludźmi chętnie czytającymi i wypowiadającymi się o związkach męsko-męskich w opowiadaniach (nic nie tracisz). Jak już zasugerowałem z właściwym sobie taktem, miałem wielkie nadzieje, co do tego tworu. Znacznie bliżej moim upodobaniom jest parting  SasuNaru, nie ukrywam, ale co do innych też nie mam obiekcji. Nie przedłużając dłużej (mistrz pleonazmów), rozczarowałem się tym, co znalazłem na tym blogu. Jeśli mam być szczery, to wątpię, czy masz faktycznie tyle lat, ile podałaś, że masz, bo może nie masz, chociaż mówisz, że masz.


Podobny poziom pisarski i poniekąd intelektualny, który można wywnioskować z słów przed rozdziałami („mało komci to rozdziałek bez seksiku”) reprezentowałem mając lat jedenaście-dwanaście.
Uczcijmy to minutą ciszy.



Obecnie wszedłem miesiąc temu w dorosłość, przynajmniej teoretyczną (i to bardzo) i nie wyobrażam sobie, żebyś faktycznie była moją rówieśniczką. Z drugiej strony dobrze wiem, jacy są moi znajomi w tym samym wieku, a niekiedy dużo starsi, więc chyba nie powinienem być aż tak zdziwiony (oceniany na pewno doceni to, że wspominasz tu o swoich znajomych, bo nie marzy o niczym innym niż to, żeby Cię poznać). Na ich szczęście, jak ktoś nie potrafi operować słowem na tyle, by pisać, nie robią tego i nie kaleczą psychiki innych osób (ktoś tu mógłby się od nich dużo nauczyć... na przykład nasz pisak), co Ty poczyniłaś z zadziwiającą skutecznością i wydaję mi się, że łatwością - ja przynajmniej się starałem.
    Przede wszystkim, sposób Twojego wypowiadania się, czyli też tworzenia (zbyt duże słowo ojtam ojtam tworzenia) plasuje się gdzieś na poziom podstawówka-gimnazjum (z kolei pojazdy ad personam oceniającego to nawet nie poziom zerówki). Tematyka, choć nieoryginalna mogłaby być dobrym rozwiązaniem, gdyby została pociągnięta przez kogoś choć odrobinę znającego realia życia prostytutki (remember kids: od dziś o prostytutkach mogą pisać tylko prostytutki). Będąc gdzieś w tak młodym wieku, jak już wyżej wymieniłem też zaczynałem powoli wkraczać w świat pisania (Wy też się baliście, że tu będzie tekst o wkraczaniu w świat grzechu i rozpusty?).
Dość wcześnie napisałem pewne „opowiadanie” - dlaczego w cudzysłowie? Trudno to było faktycznie nazwać jakąś opowieścią, było krótkie, bez wyrazu, bez wyraźnego pomysłu i przyświecało tejże „twórczości” to samo, co Tobie teraz – byle więcej pozytywnych opinii, nawet jeśli wcale na nie nie zasługiwałem. I nie zasługiwałem, po latach przeczytałem to nieszczęsne pseudo opowiadanie i powiem Ci, że załamałem się poziomem, jaki tam reprezentowałem.



Pisałem o tym, czego nie doświadczyłem i o czym pojęcia nie miałem – zupełnie jak Ty teraz Wniosek: pisarze fantasy przeżyli wszystko, co zawarte w ich powieściach... albo mieli ostrego tripa przy pisaniu.
Każdy, myślę, że od tego zaczyna, od samego dna, by powoli wspinać się ku lepszemu. Chciałem więcej opinii, pozytywnych oczywiście, w związku z czym zgłosiłem swoje opowiadanie do oceniania. Nie pozostawiono na mnie suchej nitki, byłem naprawdę zszokowany i zawiedziony.  ostawałem tyle pozytywnych komentarzy pod rozdziałami, a gdy podałem blog do oceny został zrównany z błotem.



Poddałem się i na długi czas odstawiłem pisanie opowiadań, zajmując się pisaniem czego innego. Kto by pomyślał, że mój blog (co prawda, pamiętnik refleksyjny, adresu nie podam z wrodzonej skromności, ale jednak wypowiadam się tam, doceniono moje lekkie pióro, bogate słownictwo – to, co kiedyś zostało obrażone; od tamtego czasu jednak minęło wiele lat i podczas nich pracowałem nad swoim warsztatem literackim, teraz szykuję na przykład przemówienie, bo niedługo odbieram literacką nagrodę Nobla) będzie jednym z wyróżnionych, między innymi na Shibuyi (No, a to jest naprawdę miernik fejmu i umiejętności pisarskich). Dlaczego to opowiedziałem? No właśnie? Pragnę pokazać Ci na przykładzie, że pomimo tego, iż w obecnej chwili Twoje pisarstwo ma się dosyć... Tragicznie, to jednak nie oznacza to, że będziesz taka cały czas. Polecam dużo czytać, ale i pisać. Ja przestawiłem się na wiele lat na pisanie rpg, robię to po dziś dzień i naprawdę muszę przyznać, że taka forma zabawy dużo mnie nauczyła.
    Zacznę może jednak już przechodzić do prawowitej oceny, bo póki co mówię dużo i dosyć bezsensu.



Zaznaczam, że przeczytałem wszystkie rozdziały, pozostawiło to w mojej głowie niesamowitą, negatywną spuściznę – mam wrażenie, że wszystkie zwoje mi się poprzepalały w mózgu, zdecydowanie nie powinnaś tego teraz pisać z tak ubogim słownictwem i marnymi umiejętnościami.
Zagadka. Które znaczenie tego słowa pisak miał na myśli? http://sjp.pwn.pl/slownik/2523545/spu%C5%9Bcizna


Jako że ocena wszystkich rozdziałów byłaby zbyt długa i obfita, a także męcząca, pozwolę sobie na to, by wnikliwie, na łamach tej wypowiedzi

Deneve, ratuj...  

 sądzę, iż nie mam nic do dodania 
omówić zaledwie parę części. Podsumowanie (słowo-klucz:) spróbuję zrobić odnośnie wszystkich. No to jedziemy.
 (...)To raczej niewiele ma wspólnego z rzeczywistym fanfickiem  – no, chyba że takim zrobionym w bardzo złym stylu, to tak.

Rozdział pierwszy. „Słońce chyliło się ku zachodowi, a on siedział na parapecie w swoim małym pokoiku i przyglądał się temu zjawisku z parapetu.” To, co najbardziej się rzuca w oczy, to błąd na wstępie. Ledwo czytać zaczynasz, a już masz pierwsze powtórzenie, dotyczące miejsca, w którym siedzi główny bohater – parapet. Nieszczęsny parapet et lux perpetua luceat eis, prawda?  Już mam ochotę nacisnąć czerwony krzyżyk w prawym górnym rogu (Wytrzymał! Należą się owacje!), ale i tak dość długo i mozolnie idzie mi uporanie się z tym tworem groteskowego żartu, nie opowiadania.
Przykro mi... Nie, w zasadzie nie jest mi przykro, że jestem osobą, która Cię uświadamia – nie pierwszą zresztą, konkurencja shiibuyi także powiedziała wiele dobrego na temat Twojego, pożal się Boże, opowiadania.



W kwestiach błędów i licznych powtórzeń będę miał okazję wypowiedzieć się później, dlatego też w tej chwili odpuszczę sobie zdecydowanie, postaram się natomiast skupić na tej niesamowicie porywającej (czy ktoś jeszcze zauważył tę drobną ironię w tejże wypowiedzi? - dobrze, że to zaznaczył, bo nie zauważyłam - Nie chciałem... Ta, jasne.) fabule.
Mam wrażenie, że morthowe “wypowiem się później” to jak “od gwiazdki będę uczyć się do matury (ale serial ważniejszy)*” albo “od jutra się odchudzam (jeszcze tylko zjem ostatnie ciastko)*”.
* - w tym wypadku w miejsce “serial” winno wstawić się “jestem”, a za “zjem ostatnie ciastko” - “ostatni raz wspomnę o swoim blogu”
Niewiele trzeba było czekać, by perełki określeń się zaczęły pojawiać. O ile sporadycznie w innych opowiadaniach, ale co ciekawe, tylko związanych z „Naruto”, idzie spotkać określenie oczu Sasuke jako „onyksowe”,
No. To bardzo ciekawe, czemu w np. fanfikach potterowskich nie spotyka się onyksowach oczu Sasuke. Po prostu zagadka godna XXI wieku.
o tyle cała reszta, którą tworzysz brzmi po prostu bardziej jak śmieszny żart, niż faktyczne próby niepowtarzania zwrotów. Wymyślasz tak, że aż głowa boli.
Den, czy to znaczy, że on oczy z onyksu liczy na plus?
Jak faktycznie z żartu się uśmiał, to kto wie, kto wie...


Niżej mamy czepianie się dlatego, że, bo tak:
„- Nie - zamruczał gardłowo Pain”. Szczerze mówiąc, gardłowe mruczenie przypomina mi dużo bardziej kota, niż podnieconego mężczyznę – czyżby Pain ewoluował w małego pchlarza? Gdzie ogonek, gdzie ogonek?! W spodniach! I kolejne urocze określenie, „hematytowe”, ciśnie mi się na usta pytanie dość niecenzuralne, a ponieważ w tej ocenialni spotkać idzie damy, a przynajmniej młode persony (poniżej wykład o [cenzura], młode persony pewnie na ten czas wyszły, ale nie uprzedzajmy faktów), które szkoda byłoby sprowadzić na złą drogę, powstrzymam się dzielnie. Zapewniam Cię, że żadna z Twoich nastoletnich czytelniczek nie ma pojęcia co ten zwrot znaczy – sam mam wątpliwości, czy Ty wiesz (ciężko wygóglać, oceniającemu pewnie też). Cała masa udziwnień nie jest potrzeba, to opowiadanie samo w sobie jest już groteską, naprawdę.
Przystopuj! Wczoraj wpadłem przypadkowo na blog, który tak naprawdę okazał się czymś w rodzaju badań do artykułu. Tematyka stricte nie leżąca w moich klimatach ze względu na zbyt intensywne natężenie twarzy ostatnio popularnego wokalisty pop. Chodzi w tej anegdotce o to, że owa persona dobrze stwierdziła – wydawałoby się, że za pisanie opowiadań będą się brać tylko Ci, Tobie i Ciebie, którzy mają jakieś predyspozycje ku temu, nie wsadzają masy udziwnień w treść przez siebie pisaną i ma to jakieś ręce i nogi. Było też sporo też o poprawności językowej i tego, że analfabetyzm powraca – poniekąd trudno tego nie potwierdzić, jak się czyta niektóre twory nastolatek, czy też nawet to Twoje cudo... Nie mówię, że masz błędy ortograficzne, ale one to nie wszystko. Brak tu poprawności merytorycznej (oceniający też chyba nie ma pojęcia, o czym pisze, ale co tam, lepiej jechać, bo to tak fajnie wygląda, ni?), brak sensowności i po prostu... Poprawności. 
Ni w ząb nie łapię, o co chodzi dalej. Miejcie i napawajcie się tym wszyscy.
Ale o tym jest odosobniona rubryczka, która w całej swej rozciągłości pozwala mi na liczne zburzenia w tej kwestii, tu skupmy się na dość wątpliwej głębi w tekście.


„Przy innych jesteś taki wyrafinowany, a przy mnie się rumienisz!” - słowo daję, rozbawiło mnie to i rozbroiło doszczętnie. Och, to nie żart? Doprawdy? A może jednak? Przecież brzmi jak żart! Przeczytałem całe to opowiadanie i słowo daję, on z wyrafinowania ma tyle, ile ja z daleko pojętej kultury (daleko pojętej, czyli z dala od mortha?) – gwarantuję, że niewiele - i tu się zgodzę 
Być może chciałaś go w ten sposób przedstawić, a także, nie wykluczam, i siebie, w opowiadanie wsadzając całą masę słów kompletnie do tejże tematyki nie pasujących – zamiast bawić się w kolejne wymyślne określenia, popracowałabyś nad fabułą, kreowaniem bohaterów, po prostu nad swoim pisaniem.
Tłumacząc na ludzki: piszesz koszmarnym językiem, ale zamiast pracować nad językiem, olej go i pracuj nad pisaniem. Czy coś. 
Dziwne określenia nie sprawią, że tekst będzie lepszy. Co najwyżej bardziej groteskowy. Wiem jednak, że póki co, napisałem zaledwie jedno takie określenie, a ciągle o nich wspominam. Pozwolę sobie jednak zacytować większość przeze mnie znalezioną pod koniec tej części oceny, coby ubarwić innym czytanie (nie tylko Ty, niki, będziesz to czytała; zapewne Dafne, czy inne dziewczęta z ocenialni również, ponieważ przyjęły mnie dość na ślepo tylko ze względu na to, gdzie wcześniej pałałem się zabawą w wydawanie opinii – nigdy jednak nie mówiłem, że ocenianie to jest kwestia obiektywna, to tak w gwoli ścisłości, gdyby ktoś coś miał mi do zarzucenia - nikt nie ma, skądże).
Morth, teraz będzie rada. Uważaj. Przygotuj się. Wytęż zmysły.
Jak coś omawiasz, to na konkretnych przykładach i w odniesieniu do tekstu. Gdy posługujesz się jakimś terminem (tutaj “dziwne określenia”), to najpierw należy go zdefiniować. Inaczej siłą rzeczy wyjdzie Ci bełkot.
JAK ŚMIESZ MU RADZIĆ!


Kontynuując, jest tu bardzo ubogi opis pocałunku, który pozwolę sobie zacytować: „Mimo to gdy tylko pomyślał o tych cudownych chwilach, rozluźnił się i rozchylił swoje zwilżone już usta i wpił się w gorące wargi swojego szefa. Całowali się przez dłuższą chwilę, aż zabrakło im powietrza.”. Dość ubogi opis, jak na opowiadanie dotyczące głównie seksu, seksualności, szeroko pojętego współżycia i intymności, i jeszcze seksu, i seksualności, i współżycia, i intymności, bo za mało tych słów padło. O teoretycznej erotyce zapomniał. Szczerze mówiąc w wieku lat dwunastu pisałem lepsze rzeczy, a o całowaniu wiedziałem tyle, co nic. 

Chciałabym to widzieć... albo... może jednak nie? Może faktycznie lepiej nie.
W kwestiach współżycia wcale nie jest lepiej u Ciebie z opisami. Rzecz dzieje się prędko, bez konkretnych rzeczy.
w domyśle: wkładanie i wyciąganie.
W zasadzie brzmi to bardziej jak nieco bardziej obfite wspomnienie o zbliżeniu, które z początku miało być opisem, ale jakbyś w ostatniej chwili z tego pomysłu zrezygnowała. Równie suche i przykre fakty (to brzmi dziwnie w tym kontekście, serio - przez Ciebie sobie to wyobraziłam)  powtarzają się parę razy w opowiadaniu, co w zasadzie naprawdę nie jest zadowalające. Tematyka jest jaka jest, nie czarujmy się, chodzi o seks (co lepsi pisarze potrafią to ładnie i zgrabnie przedstawiać jeszcze w współgrającej fabule, coś się ciekawego dzieje w odpowiednim tempie, jest intrygująco – tego od Ciebie nie oczekiwałem, mówię tylko, że można), jednak w tej kwestii, choć powinna być to najbardziej rozbudowana rzecz w całym opowiadaniu, to... Jest ubogo. Prawdopodobnie dla piszczących czternastek to wystarczy (dla stękających “osiemnastków” już nie, wszak cztery lata różnicy to tak, jakby być na Ziemi lub szybować w niebie), ale nie dla kogoś, kto z pisania przy odrobinie starań mógłby żyć. Nie zadowala mnie to. Zdecydowanie nie. Chciałaś się czegoś podjąć, ale kompletnie Ci to nie wyszło i się nie podjęłaś. Tę tezę potwierdza pierwsza scena łóżkowa w pierwszym rozdziale (czyż to nie za szybki rozwój wydarzeń? Zero budowania napięcia, zero fabuły i przedstawienia postaci w piętnastu rozdziałach też zero).


Uwaga, będzie obleśnie i niesmacznie - jeśli ktoś je, niech czuje się uprzedzony. Ale to i tak mój ulubiony fragment! :D
Pozwolę ją sobie zacytować i dogłębnie, a także trochę wulgarnie skomentować: „I wtedy poczuł, jak trzy palce na raz wsuwają się w niego.
- Agrhh… - jęk rozkoszy wydobył się z jego gardła, a paznokcie pozostawiły na plecach kochanka czerwone ślady.
- Uwielbiam, jak jęczysz. Szczególnie gdy jęczysz przeze mnie. – Rudowłosy ugryzł chłopaka w ucho i wtargnął w nie językiem. – A teraz pokażesz, jak naprawdę potrafisz jęczeć i krzyczeć.
Obrócił szybko Itachiego tyłem do siebie i nie czekając na nic, wszedł w niego jednym, szybkim ruchem.
Twardy, mięsisty członek zgłębił się w nim aż po samą nasadę, napierając na delikatne wnętrzę kruczoczarnowłosego chłopaka, który był w stanie jedynie jęknąć. Ów jęk był zarazem połączeniem wyrazu bólu jak i rozkoszy.
Pain nie czekał, aż chłopak się przyzwyczai do nowego uczucia. Posadził Itachiego na parapecie i zaraz zaczął się ostro w nim poruszać. Bez czułości, bez uczucia. Rżnął go, a Itachi pojękiwał. Wyginał swoją bladą, łabędzią szyję, przesuwając palcami po plecach rudowłosego.
- Ja zaraz... - wysapał, kiedy ruchy Paina stawały się coraz szybsze. Główka penisa muskała jego prostatę, doprowadzając do wybuchu rozkoszy. Doszedł pomiędzy ich splecione w pożądliwym uścisku ciała. Nie minęła chwila, a Pain również doszedł, wystrzeliwując ciepłe nasienie w środku czarnowłosego.
- Spisałeś się - powiedział, wysuwając się z Itachiego, który jedynie przełknął ślinę i potaknął.
Zimna szyba dotykająca jego pleców kontrastowała z jeszcze obecną sensacją obecności gorącego penisa rudowłosego w jego ciasnym wnętrzu. Światło księżyca prześwietlające przez szybę było równie chłodne jak ona sama. Równie chłodne jak teraz Pain, którego dłonie jeszcze ściskały go za biodra, zaciskając palce mocno na smukłych udach. Pewnie będzie miał ślady, zawsze miał ślady - czerwone i wyraźne na jego porcelanowej skórze.” Już pierwsze zdania utwierdzają mnie w przekonaniu, że pojęcia w tym, co piszesz nie masz żadnego – nawet takiego, wziętego z oglądania filmów pornograficznych,
tu bym nie przeginała, ktoś upierdliwy mógłby się do tego przyczepić, ale ja nie jestem upierdliwa, no nie? :D
Podoba mi się to “nawet” - absolutnie każda dziewczyna pisząca slash/yaoi powinna mieć za sobą doświadczenie gejowskiego seksu 
czy czytania podobnych treści do tych, które tworzysz, tyle że z wyższej półki. Nie wiesz jakie to uczucie posiadania w sobie palców, nie wiesz też, czy to boli, czy nie (spokojnie, Abunai, morth Ci zaraz to powie) – dążysz ślepo w te tematy, mając zaledwie liche podstawy, zapewne zaciągnięte od koleżanek „po fachu”, również pałających się amatorskim próbowaniem pisania, co z faktycznym pisarstwem ma tyle wspólnego... Radzę w tejże chwili wsunąć w siebie trzy palce, oczywiście w tę zacną dziurkę w pupce (to najbardziej niesmaczna rzecz, jaką przeczytałam w ocenkach EVER), coby faktycznie wiedzieć w czym jest rzecz i o czym piszesz, mieć pojęcie przynajmniej w kwestii bólu. Pragnę Cię też uświadomić, że cała ta zabawa z przygotowaniem w seksie wcale nie jest taka bezsensu, na jaką się z początku wydaję.
Zaraz... “wydajĘ”... czy on jest przygotowaniem w seksie?!
Ten błąd też zapamiętajcie. Zaprawdę powiadam wam, zapamiętajcie, a nie pożałujecie!



Teraz uwaga, morth uświadamia:
Jesteś kobietą, więc zwykle u Was odbywa się stosunek pochwa-penis z całkowitym wyłączeniem pośladków w działanie.



I dalej:
W związkach męsko-męskich, jak już pewnie zauważyłaś, sytuacja ma się nieco inaczej, jest to bowiem zabawa odbyt-penis.



Czym się to różni? Ano tym, że pochwa jest z natury wilgotniejsza. Przygotowanie pochwy do stosunku jest prostsze, niż zrobienie tego samego z dziurką w pupie. Wymaga też mniej cackania się, bo sama w sobie jest mokra. Z seksem analnym już tak przyjemnie nie jest i trzeba nawilżyć samemu – czy to śliną, czy nawilżaczem, a najlepiej i tym, i tym. Nie można też zapomnieć, że dziurka w pupie jest dużo bardziej ciaśniejsza. Ręczę za to, że nie byłby w stanie się tam po prostu wbić trzema palcami od razu i żeby jeszcze to Itachiemu sprawiało rozkosz, a zaraz chwilkę po tym penisem – jaki by on tam „mięsisty” nie był. Nie ma takiej możliwości. Radzę więc wpierw sprawdzić realia, a dopiero potem pisać o czymś. Trzeba mieć pojęcie trochę większe, niż to, gdzie się wsuwa penisa, pisząc bloga związanego stricte z seksualnością i współżyciem, erotyką, intymnością i seksem.
I pomyśleć, że to dalej wisi w Internecie. Jestem ciekawa, jak za parę lat morth znajdzie sobie wybranka/ę życia i będzie z nim/nią rozmawiał o przeszłości...
- Kochanie, czym zajmowałeś się dawniej?
- A pisałem ocenki, wiesz, pisałem w nich trochę o sobie i o paluszkach w dziurce w pupce.
- …?!

Den, nie mamy serca.


Kolejna rzecz, to ten wspomniany już „mięsisty” członek – co Ty, kiełbasę chcesz zrobić z penisa? (podobno niektórzy bycze jedzą. Nie wnikam) Kanibalem być zamierzasz? Bardziej zabawnego i żałosnego stwierdzenia nie widziałem (to chyba nie cztałeś swojej oceny przed publikacją xD). Aż zabolało, naprawdę, jak można określić członka „mięsistym”, na bory tucholskie... - już lepiej “mały, ale wariat”. A po całym stosunku Pain tak po prostu wstał i chciał wyjść? Tak szybko? Zero zadyszki, zmęczenia, chwili odpoczynku, mięknącego członka (asdfghjlkl;dnvcz *zgon*), kontemplacji założenia kondoma (no, bo jeszcze by Itachi w ciążę zaszedł zresztą na cholerę zakładać kondoma PO stosunku?), czegokolwiek?! No i gdzie tu realizm? Dawno poszedł spać. Już o porcelanowej skórze to lepiej, żebym nic nie wspominał. Gdzieś dalej będzie marmurowa klata – idź lepiej na architekturę, projektowanie wnętrz, czy cokolwiek takiego, zostaw pisanie ludziom, którzy faktycznie potrafią to robić (na przykład mnie), ewentualnie dużo ćwicz i nie pokazuj tego, co na razie robisz w internecie. Zrobisz przysługę ludzkości. Idąc dalej, gryźć to też nikt Cię nie gryzł.
Nie znam się, więc się wypowiem. Powiem tak: ocenki w necie bywają naprawdę różne. Ile się można przy nich nakwikać, tego nikt nie wie. Pewnie tyle samo, co przy naprawdę kiepskich opowiadaniach. Z drugiej strony nigdy nie spotkałam się z ocenką o tak niesmacznej treści.
Podpisuję się pod tym wszystkimi rękami, nogami, mackami i wszystkimi kończynami, jakie kiedykolwiek mi wyrosną.


    Idąc dalej, ale nie za daleko (oj, morthi, za daleko to Ty doszedłeś pisząc o paluszkach i mięknących członkach), dowiedzieć się mogę, że są marmurowe parapety, porcelanowa wanna, złoty kurek w tejże wannie, schody z ręcznie rzeźbioną balustradą,  Itachi zmęczył się schodzeniem z nich tak bardzo, że aż się spocił - „inwazja członka Paina” bowiem dalej dawała się we znaki. 
Mam wielką przyjemność wreszcie zaprezentować  jedyny fragment na temat
Czytając ocenę daną Ci przez naszą konkurencję, o której wspomniałem już gdzieś wyżej, trudno nie przyznać racji w wielu kwestiach owej oceniającej – jedną z tych racji jest to, że opisany przez Ciebie budynek bardziej pasuje do ekskluzywnego hotelu,
i to by było na tyle.

    Pragnę zauważyć, że tę ocenę piszę dość długo i to fragmentami – dłuższe wczytywanie się w te Twoje wymyślne i pozbawione większego, głębszego sensu zdania sprawiają, że cholernie męczą mi się oczy i mózg (ja tam już dawno, czytając zUe ocenki, pozbawiłam się oczu i mózgu, polecam to uczucie). Naprawdę, jeszcze aż tak nie miałem nigdy – dość przykre, bo sporo rzeczy bez polotu czytałem i chyba nigdy nie było z oceną takich problemów (oj, morth, z ust mi to wyjąłeś...), nawet jeśli tematyka była nie w moim stylu, albo blog był o jakiejś znienawidzonej postaci w książce (na moje nieszczęście miałem okazję oceniać opowiadanie o Ginny Weasley, które pomimo wszystko po prologu zapowiadało się na interesujące, a wyszła papka, po czym autorka obruszona na pół świata, że zdołałem obrazić jej styl pisania bez pokory i zastanowienia stwierdziła, że cóż dla niej jedna słaba trója, skoro cała reszta ją uwielbia; good for her, chciałoby się rzec, to na pewno pozwoli jej w nauczeniu się czegoś i sprawieniu, że nawet cięty na osobę, o której treść jest, czytelnik będzie w stanie zainteresować się opowieścią).
Morth, narody przed Tobą klękają.
Na początku liczyłem, że wraz z mijanym na zakręcie czasem poprawi się jakoś znacząco Twój sposób składania zdań, czy czegokolwiek, liczyłem na cud, krótko mówiąc, ale nie doczekałem się i przestałem wierzyć też w to, że się doczekam – nie ma co się łudzić.
    Czytając dalej Twoje opowiadanie, pozostawiając już daleko za sobą kolejne nic nie wnoszące do oceny anegdotki i dygresje, boli chyba najbardziej jedna rzecz - nie będę już mógł mówić o sobie. Z Itachiego zrobiłaś emocjonalnie pustą  pindę, która płacze, gdy kredka się rozmaże (co boli jeszcze bardziej, naprawdę jej używa i naprawdę zachowuje się jak dmuchana ciota).
Twój Itachi to emocjonalny wrak, płaczący dlatego, że jakiś głupi facet go nie chce. No zlitujcie się, naprawdę, takie powody do smutku? Cholera, ja bym dla niego znalazł trzysta innych (dżentelmen!). Choćby fakt, że idiota nie poszedł za bratem, gdy ten się dowiedział, że ten go okłamywał (morth, przeczytaj to zdanie i powiedz, kto okłamywał kogo. Ja nie wiem.). Sam fakt, że jest dziwką, na boga! Czy to już nie wystarczający powód? Trochę wybiegam poza ten pierwszy rozdział,  wybaczcie. Zapewniam Cię, że jeśli użyjesz wykrzykniku, czy znaku zapytania zaledwie raz w zdaniu, to wystarczy – sam fakt, iż napiszesz to wielokrotnie nie sprawi wcale, że będzie to bardziej wyraziste, czy wyrazi frustrację, niepewność, albo złość. Takie emocje przekazujesz słowami, swoimi opisami, które są dalekie od porównywania części ciała do marmurów, porcelany, czy innych tego typu określeń. Nie wiem jak Ty, ale ja zastanawiałbym się nad tym, czy się obrazić za takie słowa – do znajomych też w ten sposób mówisz? Nie? To na litość boską, po co Ci było porównywanie w opowiadaniu do tego, czy tamtego? Liczyłaś na to, że przekombinowanie da lepszy efekt – nie dało.
Cóż za autoironia.


Morth daje światłe rady nie tylko na temat researchu, ale również języka. Język potoczny jest zuy, bo:
Poza tym, nie „macał”, bo to nie jest rozmowa Twoja i Twojego chłopaka, czy dziewczyny, a opowiadanie; „dotykał” wystarczyłoby w zupełności i wyglądałoby znacznie estetyczniej, poprawniej i
profesjonalniej (LOL).


Niniejszym w ten sposób kończę ocenę rozdziału pierwszego. Podsumowując, podobne sito podobałoby mi się parę lat temu, gdy emocjonalnie i psychicznie byłem na tym samym etapie (diagnoza: na chwilę obecną postęp jest nie wielki, a być może obserwuje się nawet uwstecznienie). Obecnie, gdyby nie to, że jestem zmuszony do czytania  tego ze względu na ocenę, nie spoglądałbym na to dłużej, niż konieczne, by stwierdzić, że to naprawdę kiepski twór i po prostu porzuciłbym dalsze wgłębianie się w treść tego czegoś głównie dla własnego spokoju.
ALE! Morth znalazł coś na plus! Tematyka to moja działka, ale (...)  zero czegokolwiek. Nic, tylko wyrzucić do śmietnika. Radzę to przemyśleć, bo skoro mam ochotę uciekać już po pierwszym rozdziale, który to ocenia się bardzo długo, wolę nie myśleć co będzie w dalszym ciągu. Chciałbym na tym skończyć, ale prawdopodobnie samo powiedzenie, że resztę przeczytałem i moja opinia wynika z całokształtu nie przejdzie u szefowej tej ocenialni, zmuszony więc jestem pracować w dalszym ciągu z grymasem malującym się na moich ustach (myślałam, że grymasy malują się na twarz, ale ok, co ja tam wiem).
    Rozdział drugi. To, co zapomniałem prawdopodobnie zaznaczyć, a powinienem na początku pierwszego rozdziału – ze względu na to, że w chwili obecnej ocenia zajmuje dziewięć stron a4 czcionką times new roman rozmiar 12, margines 4cm, interlinia 2,5, pozwól, że nie będę przewijał do góry – w Twoich słowach do czytelników przed rozdziałem używasz stanowczo zbyt dużo emotikonów (MISTRZU, nauczaj!). Jest ich tak pełno, że to aż boli. To pierwsze samobójstwo, jakie popełniasz – nie, cofnij, drugie (jak wiemy, samobójstwo popełnia się co najmniej trzy-cztery razy “Pijacy pod wpływem alkoholu często popełniają samobójstwo i nazajutrz nic nie pamiętają.”), emotikony w dziale „o mnie” zdecydowanie zajęły zaszczytne, najwyższe miejsce na podium #wtf, już to mówiłeś. Niemniej jednak, nie rób tego [w domyśle: nie zajmuj miejsca na podium]
Kolejną rzeczą, którą zauważyłem, to to, że w owych treściach do czytelników używasz takich słów, jak „nocia”, czy „komcie”. Srsly? Ile Ty masz lat, pięć (mam trzy latka, trzy i pół, sięgam główką ponad stół)? (...) Dlaczego o tym myślę?
Bo to niemożliwe,
BO TO NIEMOŻLIWE 
BO TO NIEMOŻLIWE
żebyś robiła to na serio i nie kręciła sobie żadnych żartów w tej kwestii.
Cała prawda o Forum NAKW-y.  
http://oi44.tinypic.com/o6cz61.jpg



Definitywnie nie wierzę w to, żebyś była moją rówieśniczką – albo to ja jestem jakiś nie na swój wiek, albo to Ty cofnęłaś się w rozwoju; zastanawiam się co bardziej prawdopodobne.
Ja stawiam na morthowe ego napompowane jak balonik. Aż chciałoby się wziąć igłę...
A nie. Jestem studentem. Nie mam igły.
Ja mam strzykawkę. Do tuszu.
 
 Wypowiadając się jednak apropo, czego nie czynię w tejże chwili, zaczynamy oceniać rozdział drugi. I już na dzień dobry ciekawe kwiatki. 
 O pomarańczowych włosach wspomniałem już w poprawności, nie będę się więc bez powodu powtarzał.
Aha. Y. No.



Okej, nie mogę zaprzeczyć, że lubię wyraźny podział pomiędzy dominującym, a uległym, ale na boga, są pewne granice i na pewno nie chciałbym mieć w łóżku tworu tak przegiętego, jak przedstawiasz to w tym opowiadaniu
Morth, przepraszam Cię bardzo, czy jesteś w 100% pewny, że nie pomyliły Ci się pliki Worda, gdy to pisałeś...? Może ten zeszyt, co z niego przepisywał ocenę, to jednak pamiętnik był?
co najsmutniejsze, praktycznie każdy w Twoim burdelu wygląda w taki sposób, a poza tym, dziwkę stać na włoskie buty – good for you. Albo nie wiesz, jakie są zwykle realia prostytutek, albo nie znasz ceny tych butów – a to nawet taki debil w kwestii mody, jak ja kojarzy.  
Notabene to wcale nie jest nierealne, bo najbardziej dziwkarskie są Pleasery, a z cenami Pleaserów to zależy od modelu.
Na pewno nie są warte parędziesiąt złotych, jakby się wydawało. O wypinaniu biodra ze stawu, krągłych pośladkach i innych rzeczach to już nie wspomnę (faceci poślady mają wyłącznie kwadratowe). O przedrostkach i nazywaniu kogoś po japońsku już ktoś mówił, mianowicie persona, która wcześniej Cię oceniała. Weź idź i w ogóle poczytaj sobie ocenki innych, co ja się będę męczył z tym bełkotem, który nie ma podskoku do moich opek. Dla mnie, na ogół, nie gra to za bardzo roli, ale wówczas, gdy nagle strzeliłaś coś takiego ni z gruszki, ni z pietruszki, wcześniej nikogo w ten sposób nie tytułując i nie dając wyraźnych znaków ku temu, iż będziesz to robiła... Następnym razem uprzedź, zanim się odezwiesz! A tak w ogóle to MILCZ, gdy do mnie mówisz. To po prostu wyglądało, jakbyś nagle postanowiła być pro i wykorzystać to, bo wiesz, że się tak mówi. Ot i cały powód. A czemuś takiemu mówię zdecydowanie nie.
    
Trudno nie zgodzić się też z kwestią, iż jeśli używasz wszędzie języka polskiego, a słowo, które chcesz napisać po angielsku jest przetłumaczalne na polski i nie weszło do słownika, to możesz z powodzeniem użyć polskiej formy, nikt Cię za to nie zje i nie połknie.
Na pewno poleciałby Ci po punktach. Teraz tylko tak mówi, żeby uśpić Twoją czujność!

 Pominąłem perełkę, o której wspomnieć miałem wcześniej, więc, pozwólcie, zacytuję ją sobie i pośmieję się: „Klasnął w dłonie i jednym szybkim ruchem wszedł (xD dop.   autorki) do kuchni.”. I cóż było w tym takiego zabawnego, ktoś mi wyjaśni? Żarcik, dotyczący kwestii seksualnych? Naprawdę? Powtórzę to pytanie, ile Ty masz lat?
Poświęciłam się i policzyłam. Pojazd na wiek w tej ocenie pojawił się już równo osiem razy.
Przypomnijmy, że morth i oceniana są równolatkami.


Co ten dopisek wniósł? Pozwolił mi bardziej zrozumieć ten tekst? Był niezbędny do egzystencji którejś z postaci, albo Twojej lub co gorsza, mojej (bowiem tak bardzo nie chcę egzystować - w jego wypadku chyba raczej “egzaltować”)? Nie rób dopisków, jeśli nie masz do wyjaśnienia czegoś, co jest niezbędne do zrozumienia tego, co piszesz – na przykład wytłumaczenie jakiejś tradycji japońskiej, do której nawiązujesz, do jakiegoś święta, czy tego typu rzeczy. Wtedy jak najbardziej możesz, ba, nawet powinnaś wpakować w opowiadanie pół strony Worda Wikipedii w stanie czystym. Najlepiej w ogóle poświęć swojego bloga tłumaczeniu tradycji japońskich. Po co pisać opowiadania?
Emotikony są niepotrzebne, zaśmiecają, wprowadzają nieporządek. Nie rób tak więcej.  
Pojazd na emoty: 6 razy. Albo się powtarza, albo to początkowe stadium Alzheimera.


     W tym momencie, muszę przyznać, ręce mi opadły i chciałem już naprawdę definitywnie uciekać. Dafne jednak zmusiła mnie subtelnymi słowami, bym skończył jak człowiek tą (TĘ) ocenę i jak najprędzej zapomniał o tym, co tu widziałem – perspektywa pozbycia się tych strasznych rzeczy z głowy jest faktycznie kusząca, więc brnę w to mało chętnie dalej.
Zasługujesz na medal.

     
Powrotem i poinformowaniem Paina o powrocie (po co? I tak ma go w dupie.) kończy się ten rozdział pełen bólu – czyjego? no, czyjego??? - mojego, oczywiście.

   Wielokrotnie już wspominałem, że przeczytałem całe to opowiadanie, niemniej jednak każdego z osobna rozdziału omawiać nie zamierzam (niech żyje konsekwencja), bo szybciej bym skoczył z krawężnika, niż to zamierzenie doprowadził do końca. Wybranie kolejnego rozdziału do głębszej analizy było o tyle trudne, iż wszystkie przedstawiają sobą podobny poziom (...).
    I pisak wybrał. I przeanalizował dogłębnie.
Rozdział czternasty. Wita nas rozmową, którą główny bohater słyszy przez sen. Jest on nieprzytomny, ale co tam. Już z poprzednich rozdziałów, których zapewne inne oceniające nie czytały, by się nie krzywdzić możemy się dowiedzieć, że Itachi został pobity przez jakiś mężczyzn, którymi kierował Naruto i ma on konflikt z Painem. Pobitego chłopaka, bo trudno mówić o nim, jak o przedstawicielu płci męskiej dorosłej dostarczono pod drzwi i się kuruje, natomiast obiekt westchnień Itachiego chciał popełnić samobójstwo i prawie mu to wyszło, ale oczywiście ubrany w sukienkę i buty na wysokim obcasie (sukienka była czerwona i z piórkami) zakochany onyksowowłosy (bo skoro czarne, to czemu nie, prawda?!) że się tak wyrażę, coby nie powtarzać ciągle imienia, uratował go. Został wzięty następnie za kobietę, potem za mężczyznę, poznał swego brata, ale ten brat nie wie o tym, że to brat, bo wziął go za babę. Potem Itachi przedstawił się jako Kakashi dla niego, utrzymywali kontakt i nagle, niestety, prawda wyszła na jaw. W tym właśnie rozdziale dowiadujemy się, w jaki sposób to przebiega. Przyznać trzeba, że sposób, w jaki Sasuke dowiedział się prawdy był dość zabawny dla mnie, choć też oklepany – niczego ciekawego i niespotykanego niestety nie wymyśliłaś w tej kwestii, a szkoda.
To była dogłębna analiza, jakbyście nie wiedzieli. 
[Dalej wprawdzie są trzy linijki czegoś, co od biedy można uznać za ocenę treści, ale szybko zmienia się toto w morthowy bełkot i zwykłe gnojenie, więc nie wiem.]

Gdy cytujesz czyjeś słowa w swoim opowiadaniu, bądz łaskawa albo od razu zaznaczyć to w cudzysłowie, a poprzez gwiazdkę, numerek czy cokolwiek innego zaznaczyć na końcu rozdziału czyje to są słowa i skąd pochodzą, albo po prostu ich nie używaj. W chwili obecnej wygląda to, jakbyś bezprawnie usiłowała przyjąć jako swój czyjś cytat.
Jeśli bohater waszego opowiadania mówi “Luke, jestem twoim ojcem”, zamieście na blogu stosowną ramkę.
    Więcej w stanie napisać apropo (à propos)  opowiadania nie jestem, nie mam już na to ochoty i niektóre z Twoich przewinień zostało wypunktowane. Inne mogę wymienić już poza oceną, ponieważ jest to i tak żmudna robota, ocenianie kogoś.

Czujecie tę składnię? “Niektóre z przewinień zostało wypunktowane”.


Morth jest też dobrym psychologiem:
Chciałaś być oryginalna, a przynajmniej interesująca – takie sprawiasz wrażenie – jednak wyszło, co wyszło. Dość duża porażka.


Nie wiem co mogę więcej powiedzieć, ponadto, co znaleźć można powyżej.
Czyli nic.


Teraz każdy myśli, że może zacząć pisać – i owszem, może, ale żeby to od razu publikować bez poprawek w internecie, to już zdrowa przesada. Za moich czasów jeszcze utrzymywało się to, że jak ktoś pisać nie potrafił, to raczej nie umieszczał tego dalej, a w zaciszu własnej pracowni starał się poprawić błędy. Ja popełniłem błąd, wypuszczając surowe i okropne „coś”, za co dostałem swoją porcję negatywnych opinii, które przyjąłem do siebie i myślę, że wykorzystałem całkiem dobrze. Twoje opowiadanie jest bez polotu, a niekiedy zdarza Ci się nie wiedzieć o czym piszesz – choćby te nieszczęsne wpadki z współżyciem, pocałunkiem, czy gotowaniem jedzenia przez Itachiego. I kto to, kutrzygwiazdka, mówi. *jestem oazą spokoju*


*jestem kwiatem lotosu na tafli jeziora*
    Obiecałem, więc spełniam obietnicę – przedstawiam liczny zbiór przymiotników, tak barwnych i nie pasujących do tematyki, rozpraszających, aż w końcu wkurzających, że to aż boli; enjoy: onyksowe, hematytowe, agatowe, oberżyny, wężowaty uśmiech, pomarańczowo-rudo-czerwone włosy (przymiotniki używane wymiennie, co dziwne), kruczoczarnowłosy, mlecznoskóry (bo na pewno był stworzony z mleka, a jak!) itd. Tego jest naprawdę dużo, jeśli macie ochotę się pośmiać z abstrakcyjnej twórczości owej panienki, zapraszam do przeczytania „I hate everything about you”.
*ŁUUUUUUUUP!!! patelnią*


Poprawność [1/15pkt]
Tymczasem pierwsze zdanie opowiadania i już jest powtórzenie – ale żeby się jeszcze na tym kończyło, można by Ci to wybaczyć. Tymczasem jest tego znacznie więcej, nie wszystko jednak pozapisywałem, a treści, choć bezwartościowej, jest dość dużo, to trochę utrudnia cytowanie i znajdowanie odpowiednich rzeczy.
[2]
„Dłoń Paina była szybka i zwinna jak olimpijski lekkoatleta” - hit, ale nie jedyny w tym opowiadaniu. Gdy widzi człowiek przed swoimi oczyma takie porównanie, trudno w zasadzie sobie wyobrazić podobną zwinność. Olimpijski lekkoatleta powiadasz. Próbuję sobie jakiegoś skojarzyć, u którego to wymagana jest szybkość na miarę zawodowego biegacza, lecz w dłoniach, ale cholera, nic mi nie przychodzi do głowy. Jakaś pomoc? Czyżby na rzut oszczepem, kulą, czy innym badziewiem był jakiś ukryty patent w szybkości ponadczasowej i dlatego Ci ludzie są tak zajebiści? Czyżbym właśnie odkrył sekret życia?!

„kruczoczarnowłosego chłopaka” - i wydało się, że nie piszesz w żadnym programie do pisania, ani Word, ani OpenOffice, dosłownie nic. Jak wół podkreśla, że takiego słowa nie ma w słowniku języka polskiego.
Mnie też “po wsze czasy” podkreśliło i poprawiło na “po wszechczasy”, więc może ostrożnie. :D
„Odgarnął długie jedwabiste włosy z czoła […]” - po „długie” powinien być przecinek, którego dziwnym trafem nie ma. http://poradnia.pwn.pl/lista.php?id=6674
Wielokrotne, niepotrzebne powtarzanie wykrzykników, czy znaków zapytania, o czym mowa była w rozdziale pierwszym. Nie pamiętam, noale niech będzie.

Emotikonów jest multum, ale to zostało wyszczególnione w treści gdzieniegdzie i mówiłem tam o tym, więc tu sobie daruję (ufff) – wspominam, że za to odejmuję też punkty.
Kruczoczarnowłosy to w ogóle hit, ale o tym już mówiłem, więc pozwolę sobie po raz kolejny się nie powtarzać bezsensu.
Rzekł morth, jedząc kanapkę bezmasła.


Gdy w treść wplatasz myśl bohatera, używaj do tego cudzysłowa i/lub czcionki pochyłej, na przykład, by ten fragment się wyróżniał i wyglądał faktycznie jak jego nagła myśl, a nie dalszy ciąg narracji. http://www.ekorekta24.pl/proza/156-mowa-zalezna-niezalezna-i-pozornie-zalezna
„nasycone ciało kochanka” - faktycznie na myśl przychodzi chemia. Czyżbyś miała ku niej pociąg? Pomyśl o szkole w tym kierunku, ale nasycanie ludzi to sobie daruj.




Ramki [8/10pkt]
   Układ strony wygląda mi na prawostronny, ale jak się dobrze przyjrzeć, widać, że projektowali go podli lewacy. Jeśli się mylę, można poprawić. Jest liczba wyświetleń, „o mnie” z masą buziek. Informacje jednak są ogółem jasne i klarowne. W menu znajduje się zdjęcie bohaterów – mogłabyś je umieścić w oddzielnej postronie (aha, czyli jednak centrum...), choć i tak nie wygląda najgorzej. Znaleźć można archiwum bloga, choć wolę szybką listę (ojtam, dobra lustracja musi trochę potrwać). Znalazło się miejsce na linki, które zapewne czytasz, oglądasz i aktywnie śledzisz Też lubię animowane linki.
 
Morth znowu przełącza się w tryb udzielania światłych rad:
Wszystkie linki działają, a nawet czytasz twórczość Dream – czytaj, czytaj, może się czegoś nauczysz. Bardzo lubię jej twórczość, nauczyłem się z niej wiele i wciąż mnie inspiruje, np. na moim blogu... Nie, to nie jest śmieszne. To jest smutne.


Podstrony z ocenialniami działają i mają się dobrze, najwidoczniej.
Przychodzi strona do doktora i doktor mówi “proszę obrócić się drugą stroną”. Zdecydowanie iksde.
Do wielu się zgłosiłaś. Tylko po co...? Dział „obserwatorzy” i „członkowie” według mnie jest niepotrzebne. Z powodzeniem można to wyrzucić.
Znajdź tu, panocku, logiczny związek.


Bohaterowie [0/5pkt]
   Kompletnie nie udane nakreślenie bohaterów (pisownia z “nie” też). W treści opowiadania nie mogę się zbyt wiele dowiedzieć, poza tym, że Pain ma jakieś problemy osobowościowe, gdzie zmienia zdanie co chwilę, raz jest negatywny (tzn. czasem nie istnieje), raz pozytywny (tzn. czasem też zdarza mu się istnieć), miły, chamski, niech się zdecyduje; a Itachi to wychuchana dupka, fanatyk dziwnego, bardzo niemęskiego wyglądu i makijażu.


Skupiasz się głównie na wyglądzie, ale też, o dziwo, nie aż tak.


Przywiązujesz większą uwagę do dziwnych określeń wyglądu, niż do faktycznego opisania, wyróżnienia cech szczególnych zarówno fizycznych, jak i osobowości, która jest elementem wyglądu. Jest to sztuczne, widać, że całkowicie nieprzemyślane. Wygląda to tak, jakbyś o nich pisała tylko ze względu na ładne twarze, a nie na faktyczną znajomość ich postaci z mangi, czy anime. Przykre jest to, że choć nie czytałem i rzadko kiedy oglądałem „Naruto”, to najwidoczniej wiem więcej o tychże postaciach, niż Ty tu przedstawiłaś. Wszystko w tej kwestii jest płytkie, niedopracowane, nieinteresujące – a może tak, byłoby, gdybyś chociaż zarysowała ich charakter. Wniosek: nie warto.
W obecnej chwili nie ma na ten temat ni zdania, wszystko skupia się tylko i wyłącznie na scenach erotycznych, których to poprowadzić też nie jesteś w stanie.


Komentarze [3/5pkt]
   Na blogu spamownika nie zauważyłem, a więc komentarze dotyczące reklam, ocen czy tego typu rzeczy są też pod rozdziałami, co nie do końca dobrym jest posunięciem. [Psychoanaliza obcych ludzi z internetów:] obcych lZ drugiej strony widać, autorko, że bardzo lubisz jak najwięcej pochlebnych opinii, a nawet samo to, by licznik ładnie wyglądał, w związku z czym prawdopodobnie spamownik Ci nie potrzebny, bo przecież im więcej, tym lepiej.
Treści opinii są w zatrważająco dużych ilościach pochlebne i dotyczą opowiadania, chociaż niejednokrotnie mam wrażenie, że ludzie po prostu poupadali na głowę. Poziom tego opowiadania po prostu jest tak niski, że aż załamuje.


Punkty dodatkowe [+4 lub -4]
   Nie omieszkałem sobie odjąć Ci trochę punktów, ponieważ mam taką możliwość. Odejmuję Ci więc cztery DODATKOWE, rrrwa, punkty, czyli tyle, ile mogę najwięcej. Za co? Już mówię. Kompletnie nieudane przedstawienie bohaterów. Nieumiejętność prowadzenia scen erotycznych, a pisanie o nich bloga. Opowiadanie całkowicie pozbawione realizmu; nie posiada żadnych cech z mangi, co jest cechuje realistyczne opowiadania, z której wzięte są osoby występujące w tym tekście. Lepiej by było, gdybyś całkowicie zmieniła imiona postaci – dlaczego imiona? Cechy charakterów, które raczyłaś umieścić w opowiadaniu – a są to szczątkowe informacje – nie pasują do pierwowzorów. A skoro mogę to powiem też, że za nazwanie mnie dziewczyną też odejmuję punkty, o! I za zupę, co była za słona!
   Powodów odjęcia tych punktów mógłbym wymieniać jeszcze długo, to by wymagało jednak powtórzenia wszystkiego, co już zostało napisane. Nie żeby mi to przeszkadzało, ale: Nie chcę mi się powtarzać tego po raz trzytysięczny, czuję już i tak, że mój mózg dawno się roztopił.




Zdobyłaś 12 punktów, co daje Ci ocenę niedostateczną.
Pozdrawiam i życzę powodzenia w rozwoju. Któregoś dnia może będziesz tak fantastyczna jak ja.


***


Na deser mamy dla Was Ópojnego komcia, który bohater dzisiejszego odcinka popełnił na Sowich Ocenach. Napawajcie się.
To taki bonusik odnośnie tego morthowego ciskania się na ogonki typu "ą" i "ę".


Hm, mój papier toaletowy jest dłuższy, niż to, co Ty tu wytworzyłaś. Robisz błędy ortograficzne i interpunkcyjne. Dziewczyno, co Ty chcesz oceniać, skoro sama walisz byki jak szalona? Okej, ja mam problemy z interpunkcją, ale nie wsadzam tych przecinków tak wiele i w tak głupich miejscach, jak Ty.
"Wszystko do siebie idealnie pasuję!" - pasuje. Najłatwiej wyjaśnić dlaczego to po prostu zrozumienie, że nie mówisz tutaj o sobie. To znaczy? Ano to, że mówiąc, iż Ty coś robisz zawsze będzie ę. Robię, piszę, maluję, ćwiczę, tańczę. Widzisz? Natomiast tutaj mówisz o blogu. Blog to nie Ty. Dlatego amputuj to ę.
"Szabloniarka, zrobiła naprawdę kawał roboty" - Wytłumacz mi, dlaczego tutaj jest przecinek? Nie no serio, bo nie rozumiem. Wsadziłaś go tam, bo tak fajnie? ... Serio?
"Czcionka, czytelna, nie za mała, nie za duża." - Wszystko okej, ale dlaczego po czcionce jest znów przecinek? To nie jest tak, że przed każdym pierwszym słowem w zdaniu Ty musisz mieć przecinek! To co piszesz cały czas dotyczy przecież tej czcionki, po co więc ten przecinek na początku? "Czcionka czytelna, nie za mała, nie za duża". Tak trudno?
Strasznie ubogi ten Twój opis fabuły i niewiele z tego wynika. Poza tym, ile to linijek, pięć? Okej, więc pięć linijek na temat fabuły opowiadania, które ma ładnych parę stron worda, może i nawet więcej. A nie, cofam, to tylko ostatni rozdział ma tych trzy-cztery stron worda, cała reszta to porażka. No cóż.
... Srsly, dotarłem tylko do paru pierwszych zdań i już mam dosyć. Dziewczyno, najpierw szkoła, podszkol się, a potem dopiero oceniaj innych, dobrze? Taka kolejność będzie lepsza.

44 komentarze:

  1. Płaczę i kocham Was za to na wieczność! <3

    Morthowa biegunka słowna w połączeniu z ego jak stąd do kosmosu jest maksymalnie niestrawna i niezrozumiała - tutaj jednak w kilku momentach zdarzyło mi się spłakać ze śmiechu. Nawet mimo że ocena jest również najbardziej niesmaczną (i jedną z najmniej sensownych) ever. Palce w pupie to tak jakby *jedyna* rada poza próbami (skazanymi na porażkę, ofc) dorównania do poziomu zajebistości Mortha, czy mi się zdaje? Może mi się zdawać, bo połowy z jego pisaniny okopanej anegdotami nawet nie zrozumiałam. XD

    Pozdrawiam i czekam na kolejną "nocię". ;)
    mecha

    PS Mam nadzieję, że emotki zostaną mi wybaczone. Jak coś posypuję głowę popiołem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Och długo czekałam na kolejną część tej analizy.
    Mówiąc szczerze to nie spodziewałam się, że akurat ta ocena zostanie wzięta na wasztat. Wiem, że to największy mózgotrzep chyba w całej historii ocen, ale jego niesmnaczność przekroczyła wszelkie granice i bałam się, że będzie ZA mocny.
    Cieszę się jednak dziewczyny, że wytrzymałyście, bo do tego czegoś potrzeba naprawdę mocnych nerwów.
    Na szczęście, dzięki Waszym komentarzom tfór staje się odrobinę bardziej przystępny, ale na pewno o wiele śmieszniejszy. Były momenty, że musiałam przerywać by się chwilę uspokoić od śmiechu.
    Ogromne gratulacje i podziękowania dla Was. Już czekam na więcej
    Pico

    P.S. nie mogę się powstrzymać xD :* ^^ :D :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Chciałam to jakoś skomentować, ale... W mojej głowie pozostała spuścizna.

    OdpowiedzUsuń
  4. Czekałam na to tak długo. Sławetna ocena. Morth, jesteś moim mistrzem. Dziękuję. Podziwiam za psychiczną wytrzymałość, ja na ten twór nie mogę patrzeć... (tu, zamiast używania prymitywnym emotek rodem z komunikatora internetowego, powinnam słownie wyrazić emocje, jakie mną targały podczas czytania analizy, ale na moje nieszczęście jestem bezmyślna mam kompletnie zniszczoną osobowość, więc napisze tylko "XD").
    A propos "pałania się" http://kawaly.tja.pl/dowcip,hrabia-mowi-janie-zaslalem-lozko-to.html. Mam prostackie poczucie humoru, zdecydowanie. (i emotek używam: XD)
    Jej, naprawdę, na temat tej ocenki nie da się powiedzieć nic sensownego. Mózg odmawia posłuszeństwa. :< (I znowu emotka! Ale wstyd...)

    Dyskretnym szeptem: "sprzed", nie "z przed".

    OdpowiedzUsuń
  5. Czy ktoś może mi wytłumaczyć morthową obsesję na punkcie (infantylnego) wyrażenia "dziurka w pupie"? Co złego jest w starym, dobrym odbycie?

    Maryboo

    OdpowiedzUsuń
  6. "Wyrafinowany" to dziwne słowo... Aha.
    "nie dla kogoś, kto z pisania przy odrobinie starań mógłby żyć" - Czy morth tu mówi o sobie? o.O
    "zwykle u Was odbywa się stosunek pochwa-penis z całkowitym wyłączeniem pośladków w działanie." - Radziłabym zastosować radę do siebie i nie mówić o rzeczach, o których się nie ma pojęcia (co to jest "wyłączenie w działanie"? oO)
    Najbardziej niesmaczna ocenka, jaką czytałam. Kontemplacja założenia kondoma mnie zabiła.
    "Twój Itachi to emocjonalny wrak, płaczący dlatego, że jakiś głupi facet go nie chce. No zlitujcie się, naprawdę, takie powody do smutku?" - To w sumie pocieszające, że z mortha jeszcze takie dziecko, niewiele wiedzące o życiu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Leleth, hipokrytko, spójrz czasem na siebie.

      Usuń
    2. Patrzę i płaczę, zraniłeś mnie dogłębnie, anonimku :).

      Usuń
    3. PS Nino, daj już spokój.

      Usuń
  7. Omujborze o_O wydaję mi się i jego komentarz na końcu zrobiły mi dzień.
    Z utęsknieniem czekam, aż morth wyda książkę (nie wątpię w to, że tak wspaniała osobistość tego dokona). Pierwsza zgłaszam się do zanalizowania tego, co mu wyjdzie :D BTW, podał może kiedyś gdzieś adres do swojej twórczości opublikowanej w internetach?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. morth w komciach do swojej drugiej oceny wspomniał coś takiego. : D "[...]tymczasem raczej moje tworzenie zdań ma się niezle, poza tym w szczycie swojej formy pisarskiej były też jakieś oferty pisania książek, czy czegoś." </3
      A adres blogaska znam w sumie jeden - http://licklikelollipop.blog.onet.pl/ niestety staroć trochę. :C

      Usuń
    2. Ja znam jeszcze Morthowego pamiętniczka, o: http://my-very-wise-tears.blog.onet.pl/
      Wisi toto w wolnej kolejce na Erze. Może pamiętniczek jest mądrzejszy niż oceny, nie wiem, nie wczytywałam się. Natomiast pretensjonalność tytułów zakładek mnie zabija.

      Usuń
  8. Pamiętam, że po tej ocence strasznie mi skoczyło ciśnienie, i nie doczytałam jej nawet z analizą. Jednego kopa w jajka powinien zarobić za tekst o "dziurce w pupce", a drugiego - za pisanie o SasuNaru, kiedy mowa o PainIta...

    OdpowiedzUsuń
  9. Ocena(analiza?) świetna, ale to jak zawsze ;D "Dziurka w pupie", serio? Dziurka w pupie? "Dziurka w pupie" mnie nawiedzi w najmniej odpowiednim momencie i będę się długo śmiała.
    A stwierdzenie, ze “Pijacy pod wpływem alkoholu często popełniają samobójstwo i nazajutrz nic nie pamiętają.” jest jak najbardziej prawdziwe. W poniedziałek z V piętra w mojej klatce skoczył pan Marek (pozdrawiam), a zaraz po lądowaniu wstał i poszedl dalej pić. Jak wytrezwial to nie pamiętał żeby skakał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli przeżył, to nie popełnił samobójstwa, skarbie :) mógł ewentualnie usiłować. Ale popełnia się z reguły raz i nie ma możliwości kontynuowania działalności na tym padole. Sorry.

      Usuń
    2. Racja, mój błąd :)

      Usuń
  10. Nie żeby coś, ale śpiewa się "mam DWA latka, DWA i pół..." :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam tylko wersję z "Mam trzy latka", nigdy nie słyszałam, żeby ktoś śpiewał o dwóch. ;o

      Usuń
  11. Czyżby morth sugerował, że autorki yaoi nie powinny używać trudnych słów i wszystkie opka z tego gatunku dotyczą (aż pozwolę sobie zacytować, aby nie psuć tej jakże górnolotnej myśli) głównie seksu, seksualności, szeroko pojętego współżycia i intymności?
    To takie smutne. Idę się pochlastać żelką za karę i może usunę wszystkie ficzki ku czci wielkiego mortha!

    Nie zadowala mnie to.
    Masz racja. Ocena jest o „pupę” rozbić. A jeśli chciałeś dzikich seksów, to może lepiej włącz sobie pornosa, co? // a może lepiej nie? Pewnie i tak zrobiłbyś to lepiej.

    Kolejną rzeczą, którą zauważyłem, to to, że w owych treściach do czytelników używasz takich słów, jak „nocia”, czy „komcie”. Srsly? Ile Ty masz lat, pięć?
    To straszne! Właśnie się dowiedziałam, że mam pięć lat. *chlip* Dziękuję, że wyprowadziłeś mnie z błędu *bije brawa*

    Czyżbym właśnie odkrył sekret życia?!
    morth, ty nie musisz, z bólem serca ci to wybaczymy. Ja odkryłam i aż mnie zęby od tego rozbolały.

    Skupiasz się głównie na wyglądzie, ale też, o dziwo, nie aż tak.
    Oksy. To JAK?


    Podpisuję się pod apelem Deneve.
    MISTRZU, nauczaj!
    morth, jako że jesteś taki doświadczony i w ogóle, doradź, proszę, co mam teraz zrobić ze swoim życiem~!

    Podziwiam was, że macie tyle siły, ażeby przedzierać się przez te wszystkie głupotki wielkich "pisarzy" tego wieku!

    PS Soraski za bezsensowny komć!

    OdpowiedzUsuń
  12. Jakim cudem ty jeszcze żyjesz? :D
    A teraz biorę się do czytania ^^

    OdpowiedzUsuń
  13. To najohydniejsza, ale zarazem najśmieszniejsza ocena, jaką dane mi było przeczytać. Kwiczałam przez pół godziny, kiedy czytałam o paluszkach w pupci. A że czytałam nocą, musiałam się pilnować, żeby siostry nie zbudzić, bo tak mi było wesoło.
    Morth, jesteś moim miszczem, chylę czoło!
    Tak swoją drogą to ciekawi mnie, czy drogi menszczysna ma tak rozległe doświadczenie, zarówno z stosunkami z płcią przeciwną, jak i chłopcami, skoro z taką determinacją i pewnością opowiada te wszystkie fascynujące historie.
    Zastanawia mnie fakt, czy nie powinien skorzystać z telefonu zaufania, skoro nawiedzają go takie dylematy i problemy... Po tym poście oficjalnie przyznaję, iż boję się mortha.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obawiam się, że ma: http://wspomnienia-morth.blog.onet.pl/
      (Sorry, morth. Takie już życie attention whore.)

      Usuń
    2. Ugh, no i musiałam zajrzeć, głupia ja! >.<

      Świetna analiza, dziewczyny, bardzo liczyłam na ten pupkowy kawałek. Po zderzeniu z morthem anatomia już nigdy nie będzie taka sama.
      Deneve, na bora, uważaj na siebie, masz przecież misję do wypełnienia! :D

      Makapka

      Usuń
  14. Nie trafiłam jeszcze w internetach na osobę, która cierpiałaby na podobny ocenialniowy słowotok czyraczej Niepowstrzymaną Ględę. To aż niesamowite.

    OdpowiedzUsuń
  15. ach ta gimbaza, głupie dzieciuchy, które udają 18 stki. Dorośli nie są tacy głupi.

    OdpowiedzUsuń
  16. Brawo, drogie Panie, brawo! Płomienne wyrazy uznania za analizę i wyrazy współczucia z powodu bliskiego spotkania z samochodem.
    Ubawiłam się :D Techniczne rady dotyczące współżycia mnie powaliły. To jego "za moich czasów" dotyczące niepublikowania wszystkiego w necie też mnie zabiło, bo on jest już n-tym pokoleniem, które publikuje w necie jak leci :P
    Ehh ^^ Zrobiłyście mi dzień :D
    Można go jakoś śledzić??? Ciekawe czemu na Kompanię nie zagląda i nie komentuje naszych ocen... czuję się pominięta...

    Całuję i pozdrawiam gorąco! :D

    Ferhora

    OdpowiedzUsuń
  17. "no, bo jeszcze by Itachi w ciążę zaszedł" To akurat nie na miejscu bo Itachi miał wielu partnerów i należałoby zakładać prezerwatywę. Chroni ona również przed chorobami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ale PO stosunku?

      Usuń
    2. Chodziło mi tylko o sugestię, że dwóch facetów to prezerwatywy nie potrzebuje bo ciąży z tego nie będzie. Nie tylko o zabezpieczenie przed ciążą chodzi. Ryzyko zarażenia się przy stosunku analnym jest większe dla dwóch stron. Jeszcze większe ryzyko dlatego, że stosunek był na sucho. I jeszcze większe ze względu na to, że Itachi w tym opowiadaniu jest prostytutką. Jakby przyszła do niego kobieta, która bierze pigułki to też powinna się zatroszczyć o prezerwatywę właśnie ze względu na to, że taka męska prostytutka to grupa podwyższonego ryzyka. Co do wytknięcia tego, że ze zdania wynikało, że zakładać miał po stosunku nic nie mam bo to słuszna uwaga.

      Usuń
  18. Sikam ze śmiechu ;D
    Nienawidzę typów, co myślą, że świecą i wszystkich gnoją.

    "nie wielki" wam się wkradł.

    OdpowiedzUsuń
  19. Macie rację - to nie jest śmieszne, to jest przykre i cholernie smutne.
    Pozdrawiam i kłaniam się nisko, Wypłosz

    OdpowiedzUsuń
  20. Opowiadanie nie jest dobre i autorka sporo musi poprawić, ale Morth zdecydowanie się nie popisał. Nie mam wiele do dodania. Deneve i die_Kreatur już zrobiły swoje. Napiszę co dla mnie było dobrego. Ten jego słowotok można by jeszcze uznać za słodki i dziecinny. Niektóre uwagi były słuszne. Np. co do przesadnie dziwnych określeń. Autorka dowiedziała się też o co chodzi z tym nawilżeniem i przygotowaniem. Szkoda, że sposób przekazania tych myśli był jaki był. Jednak dobrze, że ktoś jej to uświadomił. Autorka pisze w takiej tematyce i wypadałoby zainteresować się jak to jest. Niekoniecznie przez własne doświadczenia. Sposobów jest sporo. Dla mnie smutne jest to jaką nietolerancją wykazuje się biseksualista (a może gej). Pierwszy będzie wołał o tolerancję dla siebie, a nie potrafi się pogodzić z odmiennością innych. Doczepił się do tego, że autorka lubi w swoim opowiadaniu ubierać mężczyzn w kobiece stroje. Wulgarnie się wyrażał o mężczyznach tak ubranych. Można mieć taki fetysz i nic się z tym nie zrobi. Jest pewna część dominujących kobiet, która lubi robić uległemu takie przebieranki. Są mężczyźni, których to podnieca. I hetero i homoseksualni. Autorka mogła uczynić bohaterem takiego mężczyznę skoro jej to sprawia podnietę. Pisze sobie też dla własnej przyjemności i jeszcze się uczy. Wszystko zupełnie niemangowe i można być rozczarowanym, że Itachi został tak przedstawiony. Jednym odpowiada przeniesienie do opowiadania tylko wyglądu bohatera, a innym nie. Morth jak najbardziej mógł to krytykować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akara, najwyższa kapłanka Sióstr Niewidzącego Oka.

      Usuń
    2. Przechodził tędy Mroczny Wędrowiec.

      Usuń
    3. Rozmawiasz teraz z Ormusem!

      Usuń
  21. Jeśli ktoś wybierając nick sięga po imię postaci z diab(o)lskiej gry, to wiedz, że coś się dzieje. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zbliż się i zacznijmy handel.

      Usuń
    2. Cześć, nazywam się Charsi i pracuję w kuźni.

      Usuń
    3. Przestańcie mi przeszkadzać!

      Usuń
  22. Weźcie, nakręćcie film o tym!
    Po prostu spadłam z krzesła po przeczytaniu "stosunek penis:odbyt". Musiałam się opanować. Jakby kto mnie nie znał, powie, że dziewczyna ma atak serca. A co do samego Morth'a mam pytanie: "kochanieńki, skądże ty masz tak rozległą wiedzę dotyczącą stosunków męsko-męskich? Doświadczenie, jakie przyniosło życie?

    No, a ten komentarz na Sowich Ocenach był wisienką na torcie tej oceny. Śmiać czy płakać?!

    Pozdrawiam,~Esther

    OdpowiedzUsuń
  23. Kiedy nowy post? Kiedy, kiedy, kiedy, kiedy???

    OdpowiedzUsuń
  24. Znowu po czasie, ale muszę z niekłamaną satysfakcją przyznać, że ta ocena jest po prostu rewelacyjna. Co prawda nie znam tego Mortha, ale ze względu na nick i sposób bycia, cały czas miałem przed oczami Morta z Pingwinów z Madagaskaru. Uśmiałem się jak norka. Uwielbiam, jak dzieci pouczają dzieci, to jest po prostu urzekające.
    "uwag wyszło *szpan* około trzy całe strony zapisane dość *jeszcze większy szpan* skrupulatnie i drobno zeszytu a5 - ale po co, po co w zeszycie?! też nie rozumiem hipsterów" - bardziej hipsterskie byłoby stwierdzenie, że uwagi spisał kredą na tablicy; hipsterskie i takie mentorskie.
    "prawdopodobnie dla piszczących czternastek to wystarczy (dla stękających “osiemnastków” już nie)" w zestawieniu z "Podsumowując, podobne sito podobałoby mi się parę lat temu, gdy emocjonalnie i psychicznie byłem na tym samym etapie" - trafiłyście w sedno, nie da się ukryć:)
    "nie wiesz też, czy to boli, czy nie (spokojnie, Abunai, morth Ci zaraz to powie)" - przez chwilę się obawiałem, że to prawda... po czym się okazało, że faktycznie, to prawda.
    "Jesteś kobietą, więc zwykle u Was odbywa się stosunek pochwa-penis z całkowitym wyłączeniem pośladków w działanie. I dalej: W związkach męsko-męskich, jak już pewnie zauważyłaś, sytuacja ma się nieco inaczej, jest to bowiem zabawa odbyt-penis." - Tutaj popłakałem się ze śmiechu. Naprawdę, popłakałem. Wyobrażam sobie Morta (z tych Pingwinów), który wygłasza taką tyradę. :D
    "Idąc dalej, ale nie za daleko (oj, morthi, za daleko to Ty doszedłeś pisząc o paluszkach i mięknących członkach)" - trochę osobista uwaga, ale naprawdę w tym komentarzu cały czas się odczuwa, że do całego tematu oceniający podchodzi niesamowicie osobiście, żeby nie powiedzieć niezdrowo.
    "autorka obruszona na pół świata, że zdołałem obrazić jej styl pisania bez pokory i zastanowienia stwierdziła, że cóż dla niej jedna słaba trója" - nie upokorzyła się, nie posypała głowy popiołem, zła, niedobra!
    "Chciałbym na tym skończyć, ale prawdopodobnie samo powiedzenie, że resztę przeczytałem i moja opinia wynika z całokształtu nie przejdzie u szefowej tej ocenialni, zmuszony więc jestem pracować w dalszym ciągu z grymasem malującym się na moich ustach (myślałam, że grymasy malują się na twarz, ale ok, co ja tam wiem)." - lubię takie wstawki; "generalnie to niczego od siebie nie wymagam i miałbym to w dupie, ale wicie, rozumicie, panowie, stara wymaga".
    "Wypowiadając się jednak apropo, czego nie czynię w tejże chwili" - boskie, nic dodać, nic ująć.
    "Układ strony wygląda mi na prawostronny, ale jak się dobrze przyjrzeć, widać, że projektowali go podli lewacy." - kolejny świetny komentarz.
    Nie przeczytałem jeszcze na Kaktusie wiele, ale jak na razie, bezkonkurencyjnie najlepsza ocena. Oby takich jak najwięcej! / Shir.

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

Obrazek dostałam od Mewtiny. Obsługiwane przez usługę Blogger.