Kolce sprawiedliwości

czwartek, 27 czerwca 2013

Shiibuya - morth 1/2

Tutaj miało być jakieś urocze coś o naszej współpracy, ale że tak jakby nie mamy pomysłu, ograniczymy się do zachowawczego stwierdzenia, że współpracujemy. My, znane, sławne i powszechnie nielubiane Deneve i die_Kreatur.

Dziś zabieramy Was w fascynującą podróż po odmętach Internetu!  To w końcu musiało się stać, zresztą sam zainteresowany uparcie dopytywał się, kiedy jego kolej i nie mogłyśmy go zawieść!
Dzisiejszy Kaktus wędruje do mortha - bezkonkurencyjnego mistrza przecinków przed imiesłowami (jakie “przed”?! W jego przypadku to czasami nawet “okolice imiesłowów” nie są...), logiki i przydatnych rad, weterana pisarstwa i filozofa z powołaniem!

[720] http://avengers-disassembled.blogspot.com

Autorka: Irena Adlerowa
Oceniający: morth

Pierwsze wrażenie [8/10pkt]
Gdy zobaczyłem to zgłoszenie do swojej kolejki, muszę przyznać, że zdziwiło mnie to, nie spodziewałem się bowiem bloga o takiej tematyce, choć w sumie powinienem, zważywszy na wytyczne, które sam ustalałem – przyznam, że nie myślałem, iż pod tematyczne podciągnąć można wszystko, a cholera, można.

Podsumowując: pisak ustalił kryteria, a potem się zdziwił, że takie ustalił. Zaczyna się obiecująco, nieprawdaż?
To w sumie tak, jakby dziwić się, że w romansach ludzie się całują. Bo potem to już tylko pszczółki i kwiatki, ale to w sumie etap podstawówki...
Jak dowiecie się z dalszej części ocenki, pszczółki i kwiatki nie są pisakowi nawet w połowie tak straszne, jak logika.

Nie spodziewałem się opowiadania o Avengers (gdzieś już to czytałam...). Wydawał mi się to temat dość trudny do ubrania go w słowa.

No. Gdzie tam takiej np. drugiej wojnie światowej do Avengersów!
Tutaj trzeba jednak oceniającego pochwalić, bo nie pcha braci Kaulitz do realiów II WŚ.
A mógł zabić.

Nie spodziewałem się też, że ktoś zgłaszający się do mnie będzie znał to, o czym pisze z szczegółami.

Dla jednych absolutne minimum, dla innych prawdziwy szok. Bo jak to tak, pisać o czymś ze szczegółami i jeszcze orientować się w temacie?!
Nie znam się, więc się wypowiem! Znowuż dla oceniającego to szok wielki, że oceniać musi coś, co ma podane w kryteriach.

Wchodząc na blog od razu rzuca się w oczy dopracowana strona graficzna, która cieszy, przynajmniej mnie i pokazuje, że jednak żółtodzióbkiem nie jesteś.

Tró racja. Widzimy rzeczy wokół nas, ponieważ światło odbija się od przedmiotów i trafia do naszych oczu. Ale chciałabym ocenki, nie lekcji fizyki.

Została ona, co prawda, zmieniona, ale i obecny wygląd jest zadowalający, nawet lepszy. Cieszy mnie to pod wieloma względami. Jej tematyka jest zgodna z tym, o czym blog jest – dość duże zdjęcie Avengersów, wszystkich jak leci.

Tutaj się pochwalę, że sama tę szatę graficzną robiłam! #so_proud

Aż mi się film przypomniał, dobry był, trzeba przyznać...

Patrz, mam coś na plus! Kojarzy kanon! I w ogóle coś kojarzy! *wyciąga z oka samotną kryształową łzę* Jak już zdążyliście zaobserwować, pisaka zaskakują takie rzeczy, że naprawdę należy się cieszyć.
Ty mi się tu tą łzą nie porań, bo zaraz będziesz kaktusa z oka wyciągać!
A wtedy “rzucę okiem na ocenkę” diametralnie zmieni znaczenie...
[kopirajt denefe i takie tam]


[chodzi o adres] Zainteresowani tematyką Avengers prędzej Cię znajdą.

Niż gdybyś publikowała opowiadanie w pełnej konspiracji na blogu poświęconym sytuacji w Turcji.
I zdziwiony, że, wpisując w gógla “fanfiction avengers” wyskoczą Ci fanfiki o Avengersach.


Raczej dość prosty do zapamiętania – jeśli nie całości, to początku i paru liter drugiego słowa, myślę, że to wystarczy, by łatwo znaleźć Twojego bloga. Nie mam zastrzeżeń.

Czyli łatwy do zapamiętania, ale jednak nie... Zawsze można uprościć do “Avengers dis...” i mamy dis na Avengersów.
To trudna tematyka. I poważna. Wręcz szatańska.

Gdy miałem napisanych już parę zdań i pytałaś mnie o zmianę szablonu, co do tego byłem trochę sceptyczny.

Azali te zdania były li tylko złudą?
Jak to tak, pozwalać ocenianemu na zmianę szablonu! W blogach im się poprzewracało!

Przed zmianą belka bloga była pod jedno kopyto, dwa słowa, te same, które są w adresie bloga, takie same, jak brzmi opowiadanie. Tymczasem, zmieniło się to. Na lepsze.

Naprawdę mam wrażenie, że to nie było pisane zupełnie na trzeźwo.
A to dopiero początek. Chyba sama łyknę zaraz setkę... co najmniej!

„Gdzieś tam może i jest prawda, ale kłamstwa tkwią w naszych głowach”, słowa należące do Terry'ego Pratchett'a. Jest cudzysłów a także podany autor – tego drugiego, gdyby brakowało, nie linczowałbym, o ile nazwisko pojawiłoby się gdzieś w informacjach dodatkowych.

W przytoczonym fragmencie pisak porusza się po gruncie filozofii, zahaczając o dziedziny takie jak: metafizyka, historiozofia, etyka. Czy samo wymienienie z imienia w źródłach powołuje byt do świadomości historycznej? Jak wielki wpływ na dzieje ma przekręcenie jednego imienia? Czy nasz umysł kreuje świat tak, że można zlinczować kogoś, kogo nie ma? Czy za niezarejestrowanie powinien grozić lincz? Czy mamy prawo dokonywać samosądów w imię idei? Co jest warunkiem istnienia? Jak uważnie wczytacie się w wyróżniony fragment, znajdziecie odpowiedź nie tylko na te pytania, ale -  do czego nie mam najmniejszych wątpliwości - również na wiele innych.
Polecam ten towar.

Niczego nie brakuje. Dziewczęta, z tego co czytałem oceny oceniających na Shiibuyi, przyczepiłby się pewnie (oceny przyczepiłyby się, nie dziewczęta, seems logic), że cudzysłów nie jest polski, a angielski – z przodu dwie kreski u góry, nie u dołu. Ja nie utrudnię Ci w ten sposób życia, łatwiej jest jednak napisać tak, jak na klawiaturze się da, niźli bawić się i wklejać to wszystko jeszcze do edytora tekstowego. Nie boli mnie to, nie bije po głowie, niech będzie i tak, masz moje błogosławieństwo w tej kwestii.

Wiedzcie, że morth jest człowiekiem i wybaczać potrafi. Jeszcze pobłogosławi, sypnie kwieciem, a może nawet zatańczy...
Ej, ale też niech się z tymi błogosławieństwami nie zapędza.

Kolejnym, jednym z pierwszych wrażeń, jest porządek. Wszystko na swoim miejscu, są aktualności, w których, jak zauważyłem, piszesz newsy;

Nie, serio?

jest spis treści, skąd wzięta grafika, nawet odnośnik do obecnie popularnego Faceeboka, dzięki czemu można Cię polubić (polubiłem!),

Nie masz fejsa? Nie można Cię polubić. (Łyżko, uważaj, morth Cię lubi, ja na Twoim miejscu już modliłabym się o amerykańskie wizy dla Polaków)

Lubić się da na wszelkie możliwe sposoby (ale musi od takich ocenek skakać samoocena, tyle miłości i nowi przyjaciele...), najwidoczniej chcesz mieć kontakt z czytelnikami – przynajmniej na to właśnie liczę.
Tematyka interesująca, wszystko ze sobą, przynajmniej dotychczas, współgra. Brakuje mi jednak czegoś niesprecyzowanego, przez co maksymalnej ilości punktów Ci nie przyznam;

Pies ogrodnika. Nie ma się do czego przyczepić, ale maksa nie da. No foch :<
Nie rosómiesz. On się czepia tego, że nie ma się czego przyczepić.

mam jednak nadzieję, że nie sprawi Ci to zawodu, pewien jestem, że i tak ubytku tych dwóch punktów nie zauważysz. Czuję piątkę w powietrzu!

Oczami wyobraźni już widzę tekst “zasługujesz na piątkę, ale z punktów wychodzi Ci czwórka”.
“bardzo dobrze, dwa, siadaj”.

Grafika [13/15pkt]
Zaczynamy kolejną część oceny, w której mam rozwodzić się nad kolorystyką.

Jak mus, to mus. “Też uważam, że biurokracja jest zła, ale... sam rozumiesz”?
Czymś ocenkę trzeba zapchać.

No cóż... Jest... Fioletowo? Tak myślę.

NO SHIT, R U SERIOUS?! A mówią, że faceci rozróżniają tylko podstawowe kolory...

Lubię ten kolor, trafiłaś więc w sedno moich gustów i trochę mnie to przeraża, jeśli mam być szczery.

Jeśli tak Ci zależało na lepszej ocenie, że aż wlamałaś mi się do mózgu po mój gust, to... to... to muszę zmienić hasło na fejsbuka!

Dla mnie samego to zbiór poleceń, których nie rozumiem tak czy siak, ale znajomy znający się bardzo dobrze na tym kodzie graficznym zdradził mi ten sekrecik.

A ten sekret to...?
To sekret.
Aha.

Ta przydługa i w gruncie rzeczy niepotrzebna historia (prawda, prawda - wreszcie zaczął mówić z sensem) miała służyć temu, dlaczego jestem zadowolony z tego, że takie menu posiadasz i jak bardzo dumna winnaś być z Deneve (pozdrowienia! No siemka!). Jak już wspomniałem gdzieś wyżej, ta biel trochę mi wali po oczach (mem z kaktusem mi się przypomniał... kwik) i po długim czytanku – a przy interesującej fabule, dużo czasu spędzić na tej czynności nie trudno – trochę boli (ta biel. Chociaż... to może miały być białka?). Niemniej jednak, w mojej niefachowej opinii (hahahahahahaha oj tak) faktycznie współgra to wszystko z sobą. Stworzono Ci wspólną, przyjemną całość, która cieszy oczy, doceń to, morth bierze Cię pod uwagę.

(BTW. jeszcze przed chwilą waliła po oczach!)

Chcąc już kończyć, bo ile można fluffu pisać (no właśnie?), a do czego przyczepić się nie mam (w związku z czym zastanawiam się, czy nie zacząć Cię gonić z siekierą jako takie moje zadośćuczynienie, bo chciałbym się do czegoś przyczepić - dżizas, ten komentarz taki zabawny, że ho ho) muszę przyznać, że maskotka Twego bloga – gif z Thore'm z filmu „Thor” (a to niespodzianka, nie?) - jest przeurocza.

*z rozrzewnieniem* Ta składnia jest taka pjenkna...

Prawdę mówiąc widziałem go już tuż po jego dodaniu (dobra kolejność) i gdy oglądałem ten film przypomniało mi się, że to właśnie ta scena jest Twoją maskotką.

Pytanie dnia: dlaczego ludzie nie czują, że takie wyznania są żenujące?

Faktycznie, ciekaw jestem po co ją umieścili, ale cieszy oczy przede wszystkim kobiet, niektórych mężczyzn też, a im więcej nagiego ciała tym lepiej (szkoda, że żadna kobieta w tymże filmie nie paradowała w równie roznegliżowanej formie).

A takie wynurzenia ocenianemu są potrzebne, bo...?

Boli mnie jednak to trawkowe pismo, muszę to przyznać, a także znalazłem rzecz, do której mogę się przyczepić – wyśrodkuj no tytuły postów, proszę.


Treść [29/30pkt]
Czas na najważniejszą część oceny, która to zaważy na Twoim być lub nie być. W spisie najwyżej ocenionych lub najniżej, oczywiście (miejsca pośrodku nie ma, zapomnijcie). Tak na początku tylko wspomnę, że nie masz się czego bać, co chyba widać po tym, jak przyjemnie się do Ciebie odnoszę przez całą dotychczasową ocenę (i wcale nie szukam, do czego by się tu przypi*rdolić, no skąd), co mnie samego przeraża. Wizja biegania za Tobą z siekierą jako umilenie sobie życia staje się coraz bardziej kusząca, ale ponieważ z pewnością czytać to będzie wiele nielubiących mnie po ostatniej ocenie i hejtujących osób to zaznaczę, że jest to żart. Tak, żart, moi mili.

Dobrze, że o tym wspomniał, bo mój detektor ironii zostawiłam w garażu.
Zaraz. Przecież ja nie mam garażu...

 I dość już mówienia o bezsensie.

O tym też było przez kogoś wspomniane (przez Ciebie, całe trzy razy).
Zwykle czytam całe opowiadanie, na tej podstawie mówię o stylu pisania, kwestiach, które sprawiają problemy autorowi, ale co do treści ograniczam się do regulaminowych trzech notek lub prologu i dwóch rozdziałów.
Ja chyba nie rozumiem. Czyta całe opowiadanie, ale tylko trzy notki, tak?
No. Tak to wygląda. W piątym rozdziale jest krowa na złotym łańcuchu, koncert Justina Biebera i moherowe babcie, ale w trzech pierwszych rozdziałach jest spoko, więc piątka.
Biorąc pod uwagę ilość materiału na Twoim blogu ocenię go całego, bo części opowiadania jest dokładnie wymagana ilość.
Den, rozumiesz, o co tu chodzi? Bo ja ni w ząb. Naprawdę. Gdy części opowiadania będzie dokładnie wymagana ilość, oceni całego bloga, biorąc pod uwagę ilość materiału... Mój Cthulhu, to nawet BRZMI jak opis czarnomagicznego rytuału. >.<

Prolog.
Szczerze mówiąc trudno mi jest zabrać się do wydawania opinii o treści tego opowiadania. Dlaczego? Cholera, bo niewiele mogę powiedzieć, niewiele wytknąć, przez co to, co mógłbym tu napisać, dość znacząco się zmniejsza.

Współczujemy. To bardzo smutne, że opowiadanie jest dobre.

Prolog zaczyna się od... Apokalipsy. Czuję się trochę, jakbym był w środku rozgrywki Darksidersa.
Czytasz opko, a tu nagle apokalipsa, nie? Czujecie to? Aż mnie kręci w nosie od tego popiołu unoszącego się w powietrzu. A nie. To tylko gra i halucynacje z niedożywienia. Tylko co to ma wspólnego z opkiem?
Mspanc. http://www.youtube.com/watch?v=MZfDpLFFxIc (swoją drogą... jaka ta piosenka jest straszna... xD)

Co się rzuca w oczy?
Jak apokalipsa, to pewnie pył atomowy. 


Nie wiem, czy ktoś z czytających wie, ale w zasadzie w Anglii przybłęd nie uświadczysz. Państwo bardzo o to dba z swoich własnych pobudek, które prawdopodobnie i dla zwierząt nie są negatywne. Nie mam pewności, czy w Stanach jest podobnie, ale muszę przyznać, że ilekroć coś się ogląda czy czyta, nie uświadczysz opisu bezdomnych psów - Morth poznaje nowe słowa: PROPAGANDA i FIKCJA TELEWIZYJNA (to drugie, w zasadzie dwa słowa, ale no... zresztą ilość jest wynagradzana przez jakość)  – ludzi, to i owszem, ale nie zwierząt. Radziłbym to sprawdzić (my Tobie też radzimy tak zrobić, zanim porwiesz się na genialną radę), aczkolwiek przyznaję, że to kluczowym błędem, nawet jeśli mam rację, nie jest.

Dobrze wiedzieć, że oceniający nie jest pewny, czy ma rację.

To raczej tak dla własnego spokoju i ewentualnie do wpisania w „dodatkach”.

I za to, że nie jest pewny, odejmie jeszcze punkty. OK.

Już w prologu spotykamy się z bohaterem dodanym do The Avengers, mianowicie Deadpoolem. Szczerze mówiąc w chwilach, gdzie komiksy przeplatają się z filmem mój mózg szaleje (a mój zamienia się w puree, jak czytam takie ocenki mniam!), nie jestem w stanie chyba umieścić wyglądu bohaterów, których pamiętam z kartek w historię okazaną w filmie (research - dla mortha za trudny toż mówiłam na początku, że trzeba się cieszyć, że w ogóle film kojarzy). Problem Wade'a w postaci potencjalnego braku piwa w obliczu Apokalipsy jest tak głupi, że aż śmieszny. Świetne ukazanie absurdu. Ledwie opowiadanie się zaczęło, a już ukazałaś parę zalet i wad jednego z bohaterów – czuję tu trochę egoizmu, ale też i innych cech, niestety nie nazwę ich, bo zabrakło mi słowa. Czuję potrzebę strzelenia facepalm'a w tym jakże zacnym momencie.

My też.
Ja nawet headdeska. PWN

Szczerze mówiąc nie miałem pojęcia, że serio jest drink o nazwie „To Co Zawsze”. Dlatego też zastanawiałem się, dlaczego napisałaś to z wielkich liter.

…Uderz go w twarz żartem sytuacyjnym/ironią/whatever, to i tak nie załapie.

Niemniej jednak już wiem i rozumiem.
Lepiej późno niż wcale. Tak mówią.
Jesteśmy naprawdę bardzo zadowolone z Twoich postępów.

I czego zazdroszczę Deadpoolowi? Cholera jasna, ja też chcę potrafić nie myśleć. Niektórzy to potrafią, ale niestety ja nie należę do tego grona szczęśliwców (hahahaha...?), dlatego też z Twoimi słowami („specjalna umiejętność […], lepsza nawet od bycia praktycznie nieśmiertelnym”) skoczę na bungee bez bungee. True story, po prostu.
Bo czymże jest nieśmiertelność, skoro własne myśli potrafią wszystko zepsuć?

Moje myśi chcą w tej chwili zepsuć Kaktusa, bo krzyczą “nie czytaj już, skończ to, skończ!”. Bardzo martwią się o moje zdrowie!
Właśnie. Głosy mogą destrukcyjnie wpływać na pacjenta, ale mogą też mu doradzać i się nim opiekować. Tak kiedyś czytałam, o.


Prawdopodobnie to dziwne, ale znajduję w Tobie to samo, co znajdowali ludzie w moim świetnym pisaniu i szczerze mówiąc jestem tym zachwycony, ale sobą bardziej.

Primo: dziwne jest wszystko w tej ocence;
Secondo: okazja do tego, żeby powiedzieć, jak zajebistym jest się pisarzem, zawsze w cenie.

Prosiłbym, byś za żadną cenę nie przestawała pisać, potem trudno jest trochę do tego wrócić.
Tertio: gdyby zorganizować konkurs na największą attention whore polskiej oceanosfery, Morth byłby jak nic na podium. Ma mój głos.
I mojego kaktusa! Chociaż morth (jeszcze) na pierwsze miejsce szans nie ma. Na razie wyprzedza go miss Julaaa i wyimaginowana śpiączka instant (ale już blisko, nie martw się).
Czytając pierwszy raz to opowiadanie, szczególnie prolog na część „Oczywiście, krążyły przeróżne dodatkowe historie – o bombie atomowej, którą rząd podobno miał zamiar spuścić na obywateli” zastanawiałem się nad dwoma rzeczami. Po pierwsze, czy nie lepiej by się sprawdzało „zrzucić” zamiast „spuścić”, bo jeszcze taki morth coś sobie skojarzy.... a jak on sobie coś kojarzy, to na pewno wszyscy inni zaraz też... Po drugie, nie chciało mi się wierzyć w to, że naprawdę mieli taki zamiar. Oglądając jednak film, wyjaśniło się wszystko (w końcu magia kina, pewno, nie trzeba myśleć, wystarczy patrzeć) i faktycznie prawie że to zrobili – w zasadzie, zrobili, ale Stark ocalił ludzkość (ale by się pewnie gaił za to, że o tym piszę, prawdopodobnie by żałował)! Typowe, ludzkie i bezsensowne myślenie, czyż nie? Zabijmy wszystko, ocalejemy.

Nawet nie wiem, jak to skomentować.
Mnie również przenikliwość i głębia tej refleksji odebrała słowa.

Podobają mi się Twoje dialogi, jakie prowadzisz Deadpoolem.
Mistrzyni marionetek.

Nie pamiętam, czy naprawdę był taki pokręcony, trochę czasu minęło, nim ostatnim razem go widziałem w komiksach i gdziekolwiek jeszcze (po co umieszcza się w kryteriach coś, o czym prawie niczego się nie pamięta? Zapewne przełożeni wymagają), niemniej jednak pomijając ten drobny szczegół, świetne wytłumaczenie dotyczące tego, co wie na temat obecnych wydarzeń barmanowi.
Brylantami obsypię, jeśli ktoś mi wytłumaczy, o co chodziło.


Dialogi prowadzisz w sposób swobodny i, co jest niesamowicie ciekawe, potrafisz na czas wypowiedzi bohatera zmienić całkowicie swój styl pisania. Na ogół powiedziałbym, że piszesz poprawną polszczyzną, natomiast gdy tylko Twoja postać otworzy usta, już nie - widać kunszt. Samymi wypowiedziami jesteś w stanie wykreować Deadpoola w taki sposób, że ja go po prostu widzę, czuję i rozumiem. Nagle jawi się przed oczami. I to jest niesamowite, bo niewiele osób tak potrafi działać (w sensie znienacka pojawiać się w polu widzenia?). Szczerze, jestem przerażony tym, jak bardzo podobają mi się dialogi w prologu.

Oceniający co chwilę się czegoś boi. Tutaj chyba jakieś ziółka są potrzebne...
Stawiając diagnozę na podstawie stylu wypowiedzi, radziłabym raczej te ziółka odstawić i oceniać na trzeźwo.


Rozdział pierwszy. Kolejna rzecz, jaką jestem w stanie sobie wyobrazić, to opis sytuacji w szpitalu i wszystko, co piszesz, jak na razie. Są bardzo plastyczne i pozwalają na niemal idealne odtworzenie tego, co się tam dzieje, w wyobraźni. Tę umiejętność posiada niewiele początkujących, a także weteranów pisarstwa.

Jakbyście jeszcze nie wiedzieli - morth taką umiejętność opanował do perfekcji.
Ja tam raczej widzę sugestię, że czyta głównie grafomanów.
Albo tylko swoje dzieUa.

Pewnych rzeczy nie da się nauczyć z czasem i myślę, że ta kwestia, poniekąd, należy właśnie do jednej z takich cech, przynajmniej w pewnym sensie.

Tutaj mamy już z kolei wyższą szkołę filozofii: coś do czegoś należy, chyba jednak poniekąd, a może jednak nie. Może też należeć trochę, a może nie należeć wcale.
“Gdy to pisałem, sens tego zdania znały tylko dwie osoby: ja i Bóg. Teraz zna tylko jedna - Bóg.”
“To nie przeszkadza mi jednak udawać, że wiem, o co mi chodziło.”

Jest zgrzyt! Alleluja, zgrzyt! Co prawda, nie dotyczący w zasadzie Twojego pisania, ale nie zmienia faktu, że i tak czuję się z tego powodu szczęśliwie.

No! Wreszcie jest się do czego przypier...!
Morth, serio, wywal te fragmenty z oceny. One są nie tylko łotdefakgenne, ale i... nie wiem... obrażające? Coś jakoś tak.

Prawdę mówiąc w filmie Stark był Panem Doskonałym pod względem wyglądu.

Koncepcja kalos kagathos. *kiwa głową ze znawstwem*

No bo zobacz, facet po czterdziestce (na tyle wygląda), a sprawny fizycznie jak cholera (wszyscy wiemy, że równo z wybiciem czterdziestki człowiek staje się totalnie niemobilny, szczególnie, jeśli jest bogaty), jest bohaterem i w dodatku wygląda w każdym calu perfekcyjnie, nawet jeśli walczy i powinien być utytłany nie wiadomo czym (błotem, krwią, żółcią i fekaliami). Ty natomiast przedstawiasz go ludzko. Nie idealnie, zwyczajnie. Biorąc pod uwagę sytuację i Apokalipsę, jest brudny, nieumyty, zmęczony (ktoś tu chyba faktycznie oglądając film, spoglądał tylko na kobiece tyłki). Czegoś takiego nie dało się uświadczyć w filmie.

No nie, WCALE! Cztery linki, popatrzcie sobie. Teraz mam takie wrażenie, że ten kanon, co to go morth jakoś przez mgłę wcześniej kojarzył, wygląda tak:



To niesamowita zmiana, do której nie jestem w stanie się trochę przyzwyczaić, choć jest na plus w pewnym sensie – sprawiasz, że on jest człowiekiem, a nie kimś niezwyciężalnym i idealnym. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie, żeby Tony pozwolił traktować siebie tak, jak ten ochroniarz chciał – dotykać go, popychać, być nieustępliwym i nazywać Emmę jego żoną... Brr. Co jest jednak absolutnie epickie – facet go NIE POZNAŁ! Niesamowite, jak kąpiel i wypoczęcie zmieniają ludzi, prawda? I przysięgam, nie wiem dlaczego, ale zdanie „Albo po prostu ten wielki typ nie oglądał telewizji. Wyglądał na takiego, co nie ogląda.” mnie rozbawił. A w ogóle to mamo, tato, patrzcie, piszę ocenkę! Jesteście równie podescytowani, co ja?

“Zdanie (...) mnie rozbawił”. Pytanie o kompetencje oceniającego pozostawiam zawieszone w eterze.

Być może to już czas na psychiatryka, ale to naprawdę mnie rozbawiło.

Obawiam się, że na to może być już (dla mnie) za późno.

Co naprawdę mi się podoba? To, że nie odznaczasz się fałszywą pruderią. Nie nazywasz seksu „tym”. Seks to seks.

Tutaj zaplułam monitor tak bardzo, że chyba już czas go wymienić. Tyle można zalet wymienić w opowiadaniu, tyle wytkąć wad, to nie. Oceniający zwróci uwagę na słowo “seks”! Kogoś chyba tu coś swędzi :D
Nieno, mnie ta szczera escytacja naturalizmem i “prawdziwym życiem” rozczula. Pisaku, chwali Ci się, że nie lubisz owijać w bawełnę, ale ten, no, przyhamuj z egzaltacją. Proszę. Bo już nawet nie jest śmieśnie - jest żenująco (ja tam bawię się przednio).

To mi się podoba. Jasne, klarowne, bez zbędnego utrudniania. Nie boisz się też używać przekleństw, jeśli sytuacja i bohater tego wymaga. Nie sypiesz nimi jak z rękawa, na siłę, byleby tekst wyglądał poważniej, dojrzalej.

A kto powiedział, że tekst pełen przekleństw będzie wyglądał poważniej i dojrzalej...?

W to tango Apokalipsy i ich jeźdźców wkracza Emma Frost. Kolejna bohaterka, którą musisz wykreować słowami (resztę można wykreować obrazkami!), druga, która została opisana w bohaterach.

Tango apokalipsy i jej jeźdzcy... Morth, złotko, Ty to się chyba minąłeś z powołaniem; nie prozą, a poezją się paraj!

Kolejna cecha, jaką zauważam, to ta, że starasz się opisywać otoczenie, a także wrogów (Chitauri) w dialogach. To niezwykłe. Dzięki Emmie dowiaduję się, że te dziwne glizdowate stworzenia (prawda, że wyglądały trochę jak robale?; czułem się, jakbym oglądał coś, co inspirowane było Gniazdem Kulech w Runes of Magic - a może gra była inspirowana filmem...? - sorry, ale co ocenianego obchodzi nerdowskie życie oceniającego?) nie myślą. Nie spodziewałem się po nich matematycznych twierdzeń wszelakiego rodzaju, ale przyznam, że informacja kompletnej pustki w... W zasadzie nie wiem, czy to miało głowę, raczej tak... No, w każdym razie, nie spodziewałem się ani jednej myśli w mózgu.

Żebyś się nie przeliczył, gdy coś takiego spotkasz... :D
- Jak się okazuje, nie ma w nim [wężydle] niczego centralnego. Niewykształcona głowa, brak nawet skupisk organów zmysłowych. Całe ciało jest pokryte czymś podobnym do plamek ocznych, chromatoforów - może to jedno i drugie. Wszędzie są szczecinki. O ile zdołałem zauważyć - jeśli te rozgotowane włókienka, które udało mi się poskładać do kupy po tej twojej awarii, to faktycznie nerwy, a nie coś całkiem innego - każda z tych struktur jest niezależnie sterowana. (...) To jest głupie jak but.
(...) Zrezygnowała więc z geometrii i powiedziała wężydłom, że jeden i jeden równa się dwa.
To ewidentnie już wiedziały: dziesięć minut później zgadywały na żądanie dziesięciocyfrowe
liczby pierwsze.
Peter Watts, “Ślepowidzenie”.

Prawdopodobnie dlatego, że, jak już wspomniałem, myślę na okrągło (nie widać, że myśli). Te stworzonka nawet nie wiedziały jak im dobrze, móc po prostu trwać, a nie zagłębiać się w to, co całkowicie zbędne.

Mój Cthulhu, no naprawdę, co to jest, ocena czy traktat filozoficzny...?

Zaczyna się fabuła (wcześniej nie było)! Z tego co pamiętam, to przy znikającym Thorze, Lokim i nieszczęsnym tesseract'cie (to się w ogóle odmienia? Tak.) był ktoś z bohaterów – mogło mi się też tylko wydawać, trudno w zasadzie stwierdzić, bo... Zgrozo, nie pamiętam. No fakt, skleroza trochę utrudnia robotę w tym fachu. Ciekawe gdzie Barton i Natasha. Szczerze, Bartona uwielbiałem za posługiwanie się łukiem. Robił to w sposób niemal niesamowity. A Natasha w fajny sposób przesłuchiwała. Zgodnie z najlepszymi gestapowskimi metodami, pod których wrażeniem jestem do tej pory. Dość interesujące, nie? Zmanipulować tak, aby osoba przesłuchiwana była pewna, że to ona zadaje pytania. Genialne. Brakowało mi w „Powinni świętować zwycięstwo chlając na umór, robiąc przy tym za bohaterów narodowych.” jakiegoś zdania o kebaborze (??? może keba-bór? taki bór kebabowy). Uczepiłem się tego, nie? Ale to pytanie Starka, czy na niego pójdą pod koniec filmu było tak rozbrajające, śmieszne i głupie, że ciężko było po prostu się nie roześmiać.

Cały pogrubiony fragment to osobiste przemyślenia oceniającego... tak bardzo potrzebne ocenianej osobie! Jak to mówi Krulik: “miałem rozwolnienie, ale spojrzałem na ten tekst i dostałem zatwardzenie, tak mi żal ścisnął dupę” - parafrazując, oczywiście.


Trochę to brutalne, bo w filmie jasno chodziło o efekty specjalne, o adrenalinę, o akcję, o zabawę. (...) Ty, mając ten materiał, pociągnęłaś to dalej. (...) Może to nawet trochę zbyt ludzkie, jak myślisz?

Pomińmy fakt, że trzeba było usunąć połowę tekstu, bo morth rozpisał się o niczym, jak to najwidoczniej ma w zwyczaju. To znaczy - może i cały tekst był o “czymś” (streszczenie filmu), ale na pewno o “niczym”, co przydałoby się ocenianemu. O.
Poza tym: realizm jest passé, odejście od supermocy nudne, a przejmowanie się czymś takim, jak ogromne zniszczenia, głupie. Lepiej, żeby zbroje Iron Mana były napędzane tęczą, a zamiast pocisków przez nie wystrzeliwanych pojawiły się ziemniaki (wizja Tony’ego wystrzeliwującego kartofle jest urocza, serio).

Jedna kwestia, która pozostawia wątpliwość i prosiłbym Cię o sprawdzenie – najpierw piszesz, że usiadł, potem, że stoi.
Zrób mu nalot na chatę o piątej rano i przesłuchaj go dokładnie na te okoliczności.
Borze, usiadł, a potem wstał. Postawić go przed trybunałem, nasłać na niego NATO, parlament europejski i księdza Dobro-Dobro!

Nie wiem, czy to było zamierzone, czy po prostu zabrakło Ci przejścia. Pisząc coś, raczej należy dokumentować wszystko (dzięki temu wiemy, dlaczego oceniający wypisuje tyle bzdur, bo musi to udokumentować!), czy tego się chcesz, czy nie, aby nie pozostawiać za wiele domysłom – potem może wyjść, że to, co wzięliśmy za pewnik nie będzie oczywiste dla kogoś innego i główny bohater przypadkiem wyjdzie na ulicę pełną ludzi nago. Tak też się zdarza...
...ale co kto lubi.


Jak już mówiłem, zaczynasz swoją historię. Nie wiem, czy do końca wiarygodną, ale biorąc pod uwagę chęć rzucenia bomby na mieszkańców, co zdecydowanie miałoby o wiele gorsze skutki, niż zwodzenie Chitauri przez Starka... Cóż, myślę, że prawdopodobne. A co najważniejsze, według mnie, niezwykle ambitne. Ciekaw jestem, czy udźwigniesz wielkość tego pomysłu i możliwości z nim związane. A ja zamiast Ci doradzić, będę tak ględził. Plan zrzucenia winę na niego jest dość brutalny i, tak jak mówi Emma, faktycznie sprytny.
 O, moment, zdanie „Nauczył się już, że rozwiązanie jednego problemu zazwyczaj generuje dwa kolejne i po prostu zaczął mieć nadzieję, że jego historia wzruszyła lodowe serce Emmy.” sprawia, że może jeszcze jednak jest nadzieja w tej kwestii. Alleluja, może jednak jest! Zdaję sobie sprawę z tego, że wchodzi tu też kwestia przyzwyczajenia się do pisania tego, a nie czegoś innego (czyli czego? jak lodowce, to pewnie efekt cieplarniany i plamy na słońcu). Wyobraźnia wyobraźnią, ale niewiele osób tak z miejsca jest w stanie wykreować każdego bohatera w ciągu milisekundy i oddać jego sposób bycia w każdym, najmniejszym dialogu, toku myślowym, zachowaniu i wszystkim, na co składa się portret psychologiczny (i jaki sobie jeszcze ktoś chce - ja to sobie życzę malowany, a jak! KTO BOGATEMU ZABRONI.) postaci.
Rozdział wnosi do życia tyle, że mamy zarys samobójczego planu głównego bohatera na oczyszczenie siebie, odzyskanie zabawek (samobójstwo w takim przypadku to świetny pomysł  - zabili go i uciekł :D) i przy okazji może ochronienia przyjaciół od problemów z rządem, na które nie mieliby za wiele do poradzenia samodzielnie (czyli radziliby, radzili, a reszta i tak by ich olała). Wbrew pozorom, mam wrażenie, że dzieje się nagle stosunkowo mniej – być może to efekt mojego zmęczenia, nie spałem zbyt dobrze (tak bardzo nam z tego powodu wszystko jedno). Trudno stwierdzić. Nie mam zastrzeżeń, ale też nie jestem w stanie napisać tu coś więcej. Może tylko tyle, że Stark to niepoprawny samobójca (widzieliście kiedyś “poprawnego” samobójcę? Może to taki, co to sukcesem wieńczy swe poczynania?), trochę nie pasuje mi to do ironicznego, ale niesamowicie inteligentnego człowieka, wynalazcę w końcu, połączonego mózgowca z mięśniami.
O tej części zdecydowanie trudniej jest mi coś konstruktywnego napisać.

- Nalej sobie więcej herbaty - rzekł z wielką powagą Szarak.
- Jeszcze w ogóle nie piłam - odparła Alicja urażona tą propozycją. - Trudno więc,
abym nalała sobie więcej.
- Chciałaś powiedzieć, że trudno, abyś nalała sobie mniej - wtrącił się Kapelusznik. -
Przecież znacznie łatwiej jest nalać sobie więcej niż nic.
Lewis Carroll, “Alicja w Krainie Czarów”

Głównie dlatego, że jest dużo przemyśleń Starka, a na jego temat raczej wylewnie się już produkowałem, nie ma sensu powtarzać tego po raz kolejny.

Wow. Pierwszy raz nie będzie się powtarzał. Szok. Po prostu szok.
On robi postępy szybciej, niż my myślimy.

OJ WEŹ.

I teraz hit, hit dosłownie, ale szkoda, że nie w wykonaniu głównego bohatera: „Stark, jak ci się włącza funkcja sumienia, to lepiej usiądź i poczekaj, to przejdzie”. Hit, powiadam! Parskam śmiechem, ilekroć to widzę.
Tekst utarty jak mój mózg na puree, ale hit. No cóż. Morth, powiedz mi, w jakim Ty się Internecie wychowałeś, że nie znasz takich kultowych tekstów :(

Ok, coś w tym jest.
Ciekawe porównanie ciała kobiety do barku pełnego alkoholu. Jako osoba nie lubująca się w alkoholach zbyt często (Dzwońcie po..), lubuję się w nich tylko w imieniny, muszę przyznać, że jest to dla mnie abstrakcyjne na tyle, by podnieść trochę zaskoczony brew. Niemniej jednak, do niego pasuje jak ulał.
Poprawność [14/15pkt]
Poza dwoma przejęzyczeniami, których już znaleźć nie mogę, więcej błędów nie zobaczyłem.
Trudno znaleźć więcej błędów komuś, kto sam poprawnie przecinków postawić nie potrafi.

Pisak się czepia, ale sam nie wie czy słusznie:
Wątpliwości mam do wyrażenia „hall budynku” (rozdział pierwszy). Zastanawiam się, czy nie lepiej by było, gdybyś po prostu napisała „holu”. Wychodzi na jedno, w zasadzie. Albo „korytarzu”. Ale to już taka mała kwestia sporna, prawdopodobnie wszystkie te wyrażenia są poprawne, więc co ja będę to sprawdzał...
Zadziwiająco mało błędów, powołajmy do tego komisję, bo aż nie wierzę. Wszystko jest na swoim miejscu w dużej mierze (tzn. z dokładnością do jednej mili), nie zauważyłem niczego niepoprawnego, za co powinnaś dostać znacząco po punktach. - brak mi sił, by skomciać. No dobrze, obowiązek wzywa:

Found it! „Nie był pewien, czy byłby w stanie szukać jej po całym szpitalu nie wracając na siebie niczyjej uwagi.” (rozdział pierwszy). Prawdopodobnie nie muszę Cię informować co jest przejęzyczeniem, ale dla świętego spokoju – mojego i osób, które namiętnie chcą mnie hejtować (taka cena sławy, jestę hejterę, trolololo) - „zwracając”, nie „wracając”. Znalazłem dodatkowy błąd. Raz piszesz „Tony'm”, innym razem przestawiasz się, i zaczynasz pisać „Tonym”. Prosiłbym o dostosowanie się, bo przez to i ja się gubię, a wydaję mi się, że ze względu na „y” (tak, argumentacja zabójcza) powinien być apostrof.
FAIL. Ale wspominałam już o prawidłowej odmianie tyle razy, że zapewne Wy też macie dosyć. XD
Argumentacja tak zabójcza, że aż głupia. I błędna ponadto. Oczywiście pisak zwraca uwagę na jakiś tam apostrof, ale na brak przecinka przed imiesłowem zakończonym na “-ąc” już nie, bo najwyrażniej takiej zasady nie poznał, co widać tak samo w jego pisaninie, gdzie przecinki stawia zupełnie losowo.

Jeszcze jeden nadprogramowy błąd, którego wcześniej nie zauważyłem: „Myślał Pepper, o SHIELD-zie [...]”. Tak, zabrakło Ci „o”, zdarza się, ale znalazłem, więc musiałem się pochwalić.
Myślał Pepper o SHIELD-zie, a tu morth się chwali wszędzie!
A przecinek w złym miejscu to ojtam ojtam.

Ramki [9,5/10pkt]
Wszelkie istniejące ramki są uporządkowane i mają swoje konkretne miejsce, czyli nie pełzają po całym blogu jak pomiot Cthulhu. Według mojej opinii układ ramek jest trójkolumnowy, ale muszę sięgnąć do św. Tomasza, żeby się upewnić – popraw mnie, jeśli się mylę, prawa część jest jednak pusta - jako autorka szablonu poprawiam: to układ dwukolumnowy. To dobrze, wygląda to estetycznie i nie mam do tego zastrzeżeń. Do ramek zaliczają się też wszelkie podlinki i podłości o Tobie, o opowiadaniu i cała reszta, więc pozwolę sobie o każdym z nich powiedzieć parę słów. W „Linki” znajdziemy trochę tego... hm, to chyba jakaś wylinka... , co czytujesz, trochę tego, kto Cię ocenia i trochę rejestów blogów, by nie być szarym człowiekiem w tłumie wielu, a także link do szabloniarni. 
Poza tym, z którejś oceny mojego bloga dowiedziałem się, że linki przenoszące czytelnika do jakiejś podstrony bloga powinny być otwierane w tej samej karcie, natomiast te, które dotyczą innego bloga – w oddzielnych.
Czy to naprawdę wymaga komentarza?
Mój blogasek jest najmojszy! Mój blogasek to dziedzictwo narodowe, korzystajcie z moich doświadczeń wszyscy! GDZIE JEST BLOG, GDZIE JEST BLOG!
Generalnie mam wrażenie, że Morth wszystkie swoje ocenki traktuje jako pole do podbudowania własnej osoby. Tu i tam lubi wtrącić coś o sobie, o tym, jaki jego blog/on sam jest super i tak dalej, i tak dalej. Smutne. Ale co zrobisz, panie? No nic nie zrobisz!
Bardzo cieszy mnie fakt, że pomyślałaś też o zakładce, w której będą informacje na podstawie czego piszesz to opowiadanie, bo czytając je, czytelnicy na pewno by się nie domyślili, no bo skąd, co nie?
Zawsze dobra nadbudowa wymaga dobrej bazy.
Tę funkcję spełnia „O fanfiction”. Nazwy nie są wymyślne (jestem fanem pseudointelektualnych „mądrych słów własnego autorstwa (żeby nikt nie miał wątpliwości) – zawsze zamiast „linki” napiszę coś, co miało brzmieć mądrze, np. „tu znajdziesz moje szczęście” czy coś takiego), ale muszę przyznać, że nie wszędzie te ukochane wymyślne farmazony będą pasować – tu ich obecność byłaby więcej, niż niepożądana.
Też po poprzednich rewelacjach nie spodziewaliście się tej samokrytyki?
Okazja, żeby wspomnieć o swojej SKROMNEJ osobie zawsze w cenie.
Rodzi się tu jednak pytanie: kto jest celem tej ocenki? Oceniany, czy może ma być to pięć minut dla jej autora, który gnoi (jak się to później okaże) ocenianych, stawiając się na podium i oślepiając blaskiem zajebistości swych (i tak już nielicznych) czytelników.
Na szczęście, najwidoczniej nie masz na punkcie tego takiego fioła jak ja, albo po prostu umiesz się hamować.
Z kolei oceniający ma problem z tym pierwszym, a drugiego zdecydowanie mu brakuje, bo w pewnych kwestiach mógł jednak się powstrzymać... “A mógł zabić” nabiera tu nowego znaczenia.
Powracając jednak, w owej zakładce znajdziemy wszystko – tytuł, tytuł alternatywny i, co ciekawe, „Czego można się spodziewać?”. Szczerze, czytałem wiele opowiadań wszelkiego rodzaju i nikt do swojego dotychczas nie podszedł AŻ TAK profesjonalnie.
Profesjonalnie, czyli: ustalił, o czym pisze, wymyślił fabułę, skonstruował bohaterów z sensem i zrobił zakładkę z informacjami o opowiadaniu. Opkopisarze TAK PROFESJONALNIE podchodzący to rzeczy to, jak widać, w świecie pisaka dziwo rzadsze i bardziej płochliwe od jednorożca.
No normalnie książki się tu nie umywają. Zakładek nie mają, jak to tak! Czasem tylko coś o bohaterach wspomina się w nich na końcu, ale to za mało przecież!
Cholera, nawet przyczepić się nie bardzo jest do czego, jakież to niesprawiedliwe!
Nooo w suuuumie... Shibuya nie reklamuje się jako ocenialnia solidna, rzetelna, sprawiedliwa, obiektywna... Po prostu “wrota Shibuyi czekają... Wejdziesz?” - a ciekawość to pierwszy stopień do piekła.
Gdyby nie fakt, że ta historia oparta jest o film (no i komiks, skądś się Avengers musiało wziąć), to zaproponowałbym wydanie jakiejś książki o tej historii (pt. “O fanfiction pisaniu tudzież lolcontentnych ocenach wyelce”) – ale tak, to wiadomo, sprawy o wszelkie prawa autorskie i te sprawy o wszelkie prawa autorskie.
Zawsze można zmienić imiona bohaterów i mimo to się wydać, a jak!
A szkoda, szkoda. Poza tym, to jest doskonałe miejsce na temat, który chcę poruszyć – po pierwsze, nie kojarzę, żeby Scott był w filmie, ale może się mylę (niemożliwe, Ty??? http://media.tumblr.com/tumblr_m2pjeghpnc1r9dhud.gif jak to?!). Po drugie, ja też za nim nie przepadam, chociaż nie uważam, że jest takim kompletnyv (*patrzy na klawiaturę i szuka na niej “v” i “m”, po czym zastanawia się, czy odległość między nimi jest na tyle mała, by móc wybaczyć tego typu błąd* NIEWIERRRRRRRRRRNY!) dupkiem. A tak szczerze, wydajesz się niesamowicie sympatyczną osobą i aż serce się raduje, że najwidoczniej ktoś ma podobne poczucie humoru do mojego – czytając „gnij w piekle dla komiksowych postaci, Summers” omal nie zaplułem monitora herbatą ze śmiechu. Potęga, powiadam, potęga!
Czujesz to, Łyżko? Nadal jesteś brana pod uwagę, nie spier...l tego!
Dalej znajdują się „Dodatki” - nazwa niezbyt finezyjna, więc można domyśleć (domyśleć, znaczy dokończyć o czymś myśleć, domyślić, znaczy odgadnąć coś w myślach) się co tu znajdziemy – wszystko to, co nie pasuje gdzie indziej. I kto mi powie, że się pomyliłem? Link ten ma podlinki (może to o jakieś “padlinki” chodzi, nie wiem, drugi raz już się to pojawia...), które dzielnie i miło spenetruję (biorąc pod uwagę dalsze wywody o paluszkach, przychodzi mi do głowy tylko jedno: hmph xD). „Bohaterowie, czyli kto jest kim” - kocham Cię za to, że wprowadziłaś Bestię i wnioskuję, by był on jedną z głównych postaci. Jest takim uroczym futrzakiem i zawsze jakoś tak go lubiłem, dlatego powinien być w Twoim opowiadaniu - fabułą się nie przejmuj. Deadpool i fanboy Thora, tutaj to po prostu idzie parskać śmiechem. Zastanawiam się, czy jeszcze coś genialnego może być? Zapewne może. No i bam, jest, Valkyrie. Szczerze, trochę ubolewam, że mitologia nordycka jest tu skurczona do minimum – zostało to też wspomniane w którejś Twojej zakładce, że ta część będzie dość mizerna.
Den, moment, czy on właśnie mówi - PO OCENIENIU FABUŁY, w dodatkach - że część o mitologi nordyckiej będzie mizerna? O.o
Borze... Taki znawca i dopiero teraz zwrócił na to uwagę?! Mój światopogląd legł w gruzach...
Rozumiem to, w filmach – zarówno „The Avengers”, jak i „Thor” mitologia to była zaledwie podstawa, według mnie dość nierozwinięta, a szkoda. Jest ona szczególnie interesująca, według mnie, więc mogli to jakoś bardziej rozszerzyć, ale to tylko takie moje małe zboczenie – o tejże mitologii tak naprawdę dowiedziałem się z gry komputerowej (Tomb Raider Underworld, polecam! - A może morth jest jakimś przedstawicielem Eidos Interactive? Nie, raczej miał w umowie o pracę zapis o product placement), od tamtego czasu mam małego fioła na tym punkcie.
Drodzy czytelnicy, mamy dla Was zadanie: wyliczcie, który zwrot powtarzał się najczęściej. Nalepka z kaktusikiem dla zwycięzcy! (zwycięzca dostanie nalepkę na bloga ze zdjęciem mojego własnego kaktusa, więc to nie byle jakie zdjęcie z sieci! xD)
Wasze obliczenia będą weryfikowane przez dwuosobową komisję złożoną z nas. Miałam dwa z matmy, pozdrawiam, ledwo potrafię policzyć własne palce. Ale ok. Zgadzam się. Ja przez pewien czas miałam profil polski-matma-historia, lol.
Jest to jednak obszerny temat i nie dziwię się, że z tego w gruncie rzeczy zrezygnowałaś, bo ja też bym tak zrobił.
Pomysł z wprowadzeniem walkirii i tak mi się bardzo podoba, a biorąc pod uwagę wyczyny Thora w filmie, właśnie dotyczącym jego nie dziwię się jej ostrożności i mniemaniu, że sobie chłopaczek krzywdę robi – też bym się zastanawiał, czy nie zabije się ot tak, przypadkiem.
Pisaku, gdybyś skończył to zdanie na “podoba”, byłoby zupełnie ok. Zatem ŁAJ?


„Ciekawostki” to zbiór ciekawych... Ciekawostek.



Informacje, które niewiele wniosą do życia czytelnika (tak, jak i ta ocena iii tam, do mojego wniosła dużo lolcontentu i trwały uszczerbek na psychice), ale są pewnymi wyjaśnieniami i kolejną okazją dla mnie do możliwości rozmowy z Tobą (już wiemy, dlaczego morth stara się tyle o sobie pisać, podryw na ocenkę, tego jeszcze nie grali! Rozmowa pomaga. Wyjście z domu też, podobno.). Prawdę mówiąc po tej informacji, że niektórzy skojarzyli sobie „zabójstwo Richardsa” z Reedem zacząłem się zastanawiać, czy uwzględnisz w opowiadaniu też Fantastyczną Czwórkę? W końcu jak zbiór postaci Marvela, to czemu nie, prawda, a skoro to opko, to może wsadź tam jeszcze bohaterów z DC Universe, bo czemu nie, prawda?  

Ostatni podlink to „maskotka blogaska” (pisownia nieoryginalna, ta TrAwKa boli). Gdyby to nie było napisane w TEN sposób (sposób opisany wyżej jak dla mnie to już jest łopatologia wyższego stopnia), to cieszyłbym się zdecydowanie bardziej (morth nie rozpoznaje stylizacji, so sorry). Trochę to psuje image strony ogółem. Niemniej jednak, dziękuję za gratulacje mojej odwagi, wahałem się dość długo, czy popełnić czyn samobójcy i jednak zajrzeć tutaj, na Kaktusa. Oglądałem „Thora” już po przeczytaniu zawartości tej strony i widząc scenę, którego gifa posiadasz i jest maskotkiem aż się zaśmiałem – faktycznie, scena tak potrzebna, że świat by się skończył, gdyby jej nie było, ba, tak potrzebna, jak większość tekstów w tej ocenie.
Ładnie wygląda, niechże ta maskotka zostanie, znaj łaskę pana.

Więcej o maskotce, o dziwo, napisałem w grafice – jaki nieogar.
Jak widzisz, droga autorko, NAJLEPSZYM SIĘ ZDARZA.

„O autorze”, jest i trochę informacji o Tobie. Niewiele, ale i niewiele do opowiadania potrzeba Ciebie, w zupełności wystarczą twoje pieniądze – taka prawda. Bylebyś pisała. 
A tak na marginesie, niby Nowy Jork jest stale atakowany przez potwory, ale zobacz, jaki on widowiskowy i jakie przeżycia mają mieszkańcy – zakładając, że większa ich część przeżywa. Jakież miałoby się historie do opisywania – gdyby oczywiście się takie ataki przeżyło. Volverin rządzi! 
*ze współczuciem* Też czasami mam ten dylemat - gonić peron czy pociag?

Bohaterowie [4/5pkt]
Wiem, że tej części w Twoim opowiadaniu nie uświadczą czytelnicy, ale ta sytuacja całkiem nieźle obrazuje to, jaki on jest. Zresztą, co ja będę tłumaczył, Iron Mana przecież uwielbiasz.
A ja i tak się nie znam. 
Komentarze [4,5/5pkt]
Przyjrzałem się komentarzom, znajdującym się pod Twoimi rozdziałami i prologiem (bo gdzieżby indziej!). Nie spodziewałem się nieporządku i takowego nie zastałem. Są opinie na temat – raczej superlatywy, niż negatywy, ale trudno się dziwić, bo faktycznie ciężko jest wyłapać coś, co jest nie tak – nawet jeśli czytelnicy znaleźli te nieliczne omyłki, nie psują one całości opowiadania, w związku z tym nie dziwię się, że nie wytknęli Ci tego. Logiczne. 
Jest spamownik i teraz sam mam zagwozdkę – poinformować pod rozdziałem, czy w wyżej wymienionym miejscu?
A to jest akurat dobre pytanie, też się nad tym czasami zastanawiam. Droczy czytelnicy, co sądzicie?
Punkty dodatkowe [+4]
PLUSY
* humor Twoich wypowiedzi, zarówno te w opowiadaniu, jak i te nieco prywatniej – czy to w paru słowach o Tobie, o blogu, czy dodatkach, wszędzie można to przeczytać; jest to na tyle rzucające się w oczy, że po prostu sprawia mi uśmiech, Twoje słowa trochę mnie radują, a mnie mało co cieszy i zadowala (w tej ocence jest tyle fluffu, że zaczynam wątpić), w związku z czym musisz być taką osobowością, którą szczerze preferuję i uwielbiam w prywatnym życiu - zaraz tu padną jakieś oferty matrymonialne, mówię Wam
Podsumowując, zyskałaś 82 punkty, co daję Ci ocenę bardzo dobrą. W pełni na nią zasługujesz, a nawet skłonny byłbym i postawić wyższą, ale pewnie aż takie naciąganie byłoby przesadą, musisz się zadowolić niestety tylko tą piątką. A nie mówiłam, że coś z tymi punktami będzie nie tak? Gratuluję Ci i życzę dalszych, owocnych zabaw ze słowem. Na przyszłość też nie bój się takich, jak ja (w sensie, że zabaw? Zabawnych ludzi? Obcych ludzi z internetu składających niemalże oferty matrymonialne? Grafomanów z przerostem ego?). Jesteś dobra, w związku z czym bardziej, niż zwykle oceniający złośliwy raczej nie będzie. Jeśli któryś z zdań  powyżej uraził (ten zdań, będę go zjadł) autorkę bloga, proszę o tym niezwłocznie poinformować w komentarzu – prawdopodobnie niewiele to zmieni w naszym życiu, ale przynajmniej będę wiedział na co niektórzy mogą być drażliwi dostarczy nam to nowej fali butthurtu. Jeśli ktoś wyłapie jakieś błędy, śmiało, proszę to zgłaszać w sposób kulturalny, a krytyka, proszę, by była konstruktywna. Na swoje usprawiedliwienie powiem, że sprawdzałem tekst przed chwilą, jednak jestem po nieprzespanej nocy, możliwe, że coś pominąłem.
Tych opinii, nawet jeśli wcale na nie nie zasługiwałem. I nie zasługiwałem, po latach przeczytałem to nieszczęsne pseudo opowiadanie i powiem Ci, że załamałem się poziomem, jaki tam reprezentowałem. 

64 komentarze:

  1. TAK, W KOŃCU! TAK! TAK! Okej, to teraz sobie poczytam i się z siebie pocieszę ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Zero sensu widzę w robieniu kaktusa z Mortha. Przecież on i tak będzie miał z tego ubaw i całą resztę w rzyci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nuż weźmie coś do siebie i kiedyś się poprawi? Poza tym Kaktus w zasadzie jest ku uciesze ogółu :)

      Usuń
    2. Ja sobie wypraszam. Przyznaję, że piszę w ocenach kupę bezsensów. Kupę, kupę, kupę. I więcej. One wyłapały wszystko lub większość. I właśnie redaguję kolejną ocenę, liczę na to, że nie będzie tam tyle tekstów z rzyci. ;)

      Usuń
    3. Z tą kupą to tak śmierdząco brzmi, wiesz, morth? :P

      Usuń
    4. Każdemu brzmi jak chce, żeby mu brzmiało ;D

      Usuń
  3. Zmienicie kolor Stwora na mniej walący róż? Plosem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Den, miałaś rację. >.<
      Hm, poszukam czegoś, ale z tą zielenią to będzie ciężko.

      Usuń
    2. Zmień na zielony. Ciemny zielony :)

      Usuń
    3. Nie lubię zielonego, chlip chlip. Miałam nadzieję, że różowy jako barwa kontrastowa będzie widoczny.
      Anyway, poświęcę się dla sprawy.

      Usuń
    4. To go przyciemnij do bordowego :)

      Usuń
  4. Podziwiam Was. Mnie nie chciałoby się tracić czasu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. *czuje się przytłoczona tą falą ironii i wyszukanego pocisku*

      Usuń
    2. No. To naprawdę trafny i inteligentny pocisk w ustach właścicielki ocenialni, na której zatrudniony jest nasz główny bohater.

      Usuń
    3. Oj Dafne, różni ludzie mają różne zainteresowania oraz dysponują zróżnicowaną ilością wolnego czasu. Aczkolwiek przyznaj, że Kaktus jest przydatny i jest szansa, że ktoś coś stąd wyniesie. A przy okazji trafia to w humor sporej ilości czytelników, którzy czytają te analizy i się cieszą. Generalnie same korzyści na horyzoncie.

      Usuń
    4. Nie, to nie miało być "pociskiem". Dlaczego każda próba wyrażenia własnego zdania na temat jakiegoś przedsięwzięcia ma być od razu tzw. "pociskiem"? Nic bardziej mylnego.
      Dla mnie to nie wnosi zbyt wiele dobrego i korzystnego poza dobrą zabawą ludzi, których interesują takie "kaktusy". Ale to tylko moja opinia.
      Shejtujcie mnie, że hejtuję. To nie był hejt.
      Pozdrawiam.

      Usuń
    5. @Dafne: "Dla mnie to nie wnosi zbyt wiele dobrego i korzystnego poza dobrą zabawą ludzi, których interesują takie "kaktusy"."
      Ja tam sądzę, że taka analiza może pomóc - jeśli nie autorowi zanalizowanego tekstu, to jakiemuś czytelnikowi. Pośmieje się, a przy okazji może zapamięta, jakich błędów należy unikać.

      Usuń
  5. To było takie... męczące. Czy to ja nie nadążam za wątkiem, czy to ta ocena była taka... bes sęsu...? Aaaaa, boli mnie głowa.
    Morth, pozazdrościć dystansu do siebie. Też bym tak chciała. Skomentowałeś przed czytaniem, a jestem ciekawa, jakie jest końcowe wrażenie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie cena była bessęsu. Bardzo bessęsu. Też prawie nic z niej nie rozumiem, tak prawdę mówiąc.

      Usuń
    2. Tak prawdę mówiąc, to było trochę bez sensu, Kreatur xD że Morth sobie bełkocze, to już wszyscy wiedzą i Ameryki nie odkryjemy. Ale ciężko z tego bełkotu robić coś zabawnego. Nigdy nie miałam problemów z kwikiem przy kaktusie, ale ten tutaj był jakiś taki... bezbarwny? Bez kolców? Ot, wymuszony.

      Usuń
    3. http://myuntamedmind.files.wordpress.com/2011/11/00389faaa93ddd54_sad_cat_pictures_b.jpg?w=600

      Starałyśmy się bardzo. :(

      Usuń
    4. A ja się uśmiałam. :)
      Ach, i czekam na kolejne. :)

      Usuń
    5. O cholera. Dźgnijcie mnie, ale mnie dopiero teraz oświeciło. Już wiem, kim jest morth! Znam jego słynną pierwszą ocenkę!!! Łiii. Do tej pory zupełnie nie kojarzyłam. XD

      Usuń
    6. Bezbarwny i bez kolców? A ja się nie zawiodłam, warto było czekać :) Deneve i Kreatur razem to chyba najlepszy crossover od czasu połączenia sił PLUSa i NAKWy. No i to cudne intro z Zespołem R ;D Serdeczne dzięki za tę analizę, dziewczyny, mam nadzieję, że pociągniecie współpracę!

      P.S. Teoria mortha o braku problemu bezpańskich psów w USA/UK niniejszym strąciła z piedestału komentarz mojej znajomej o tym, jak to Laponia nie może zbyt wiele różnić się od Japonii, bo przeca się prawie tak samo nazywa.
      Brawo, morth, nie sądziłam, że ktokolwiek kiedykolwiek to przebije xD

      Makapka

      Usuń
  6. Długo czekałam na ocenę motrha i wreszcie się doczekałam ^^
    Przyznam szczerze, że niektóre momenty zwyczajnie przewijałam bo kompletnie nie rozumiałam o co mu chodzi o.O nie wiem, może przeczytanie całości jakoś wyklarowałoby mi to (jednak wątpię) i jedynie Wasze komentarze jako-tako pozwalały mi ogarnąć sytuację xD

    Jeszcze słówko co do kwestii techniczej. Trochę ciężko się czytało taką wersję oceny (komentarze w środku zdań), jednak starsza wersja jest bardzoej przystępna. No i jeszcze wyżej wspominany kolor. Jak jeszcze nie sprawiał wielkiego poroblemu, to jednak ten różowy aż oślepiał.

    Tak czy owak cieszę się bardzo na ocenę i już wypatrzuję kolejnej ^^
    Pozdrawiam serdecznie i życzę czasu :D
    Pico

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z powyższą opinią, poprzednia wersja jest znacznie bardziej czytelna.

      Usuń
    2. Część druga jest już gotowa i niestety też taka będzie, ale przyjęłyśmy do wiadomości i wrócimy do poprzedniej wersji.

      Kreatur

      Usuń
    3. "wrócimy"? Przepraszam, ale Kreatur to już tu na stałe?

      Usuń
    4. Sad but true.

      Kreatur

      Usuń
    5. Też ubolewam nad tym, co się stało z blogiem. :<

      Usuń
    6. a czemu nie? przeciez Kreaturka bloga o tej samej tematyce prowadzi(la) :)
      po prostu laczymy sily

      Usuń
    7. zapomnialam sie podpisac ~Den ;)

      Usuń
    8. Den, ja też już ci coś na ten temat pisałam; Kaktus był kiedyś Denciovy. Coś osobistego, fajnego, kojarzyło się go z tobą. Nie widzę takiego zapraszania "gwiazd internetów" (przepraszam, Kreaturo, nie mam na myśli niczego obraźliwego) do współtworzenia czegoś, co było fajne i bez nich. W tym wypadku mam wrażenie, że Kaktus ucierpiał. Ot, moje zdanie.

      Usuń
    9. Przecież to rewelacja i rewolucja w internetach! Strzeżcie się oceniający... Kaktus podwójnie kłuje i podwójnie bawi... ja chcę jeszcze!

      Usuń
    10. Zgadzam się z przedmówczynią - to tak jakby narzekać na truskawki z bitą śmietaną, bo same w sobie też są dobre. Nie wszystkim współpraca wychodzi na dobre, ale ten duet bardzo ładnie się uzupełnia.

      Usuń
  7. Secondo - Secundo ?
    obrażające? - obrazliwe

    Gify byly boskie, zwlaszcza ten z kaktusami w oku :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. co do obrazajacych sie zgadzam, ale secondo tez jest poprawne ;)
      - den

      Usuń
  8. To mnie przeroslo. Nie zrozumialam kompletnie nic. Ta ocena mnie przerosla.

    OdpowiedzUsuń
  9. Hm, ten kaktus uświadomił mnie, że mam naprawdę dobrą pamięć. Pokemony oglądałam całe wieki temu, gdy byłam taka tycia tycia, a gdy tylko zobaczyłam gify wyrecytowałam z pamięci całe motto Zespołu R i nawet się nie pomyliłam!
    Bezużyteczny komć, ale muszę się podzielić ze światem moją super-hiper pamięcią do rzeczy całkowicie nieprzydatnych :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Muuuuuuuuuzk rozjebany!
    Ale jakby iść takim tokiem oceniania, to teraz można by było z kolei przeprowadzić ocenę ekipy z kaktusa i tak w koło.
    Morth czepiał się np. mniej zgrabnych wypowiedzi autorki opowiadania, a wy teraz jego, to taka fajna zabawa :D

    OdpowiedzUsuń
  11. A i jeszcze coś,zmieńcie kolor czcionki waszych uwag/komentarzy. Bo ten co jest obecnie ( u jednego z was) bardzo zlewa się z tłem i źle się to czyta.

    OdpowiedzUsuń
  12. "Galahad 30 czerwca 2013 12:53
    A i jeszcze coś,zmieńcie kolor czcionki waszych uwag/komentarzy. Bo ten co jest obecnie ( u jednego z was) bardzo zlewa się z tłem i źle się to czyta."

    [b]Jednej[/b] z was. Czytaj ze zrozumieniem. One nie czepiają się mortha. Wytykają mu bełkot, który uskutecznia w swych ocenach. Gdzie ty widzisz w tym czepiactwo?


    "Nichaz 30 czerwca 2013 13:18
    "wrócimy"? Przepraszam, ale Kreatur to już tu na stałe?"

    Jeśli nawet tak, to co w tym złego?

    OdpowiedzUsuń
  13. O, w komentarzach nie działa kod? Nopaczciepaństwo, człowiek się uczy całe życie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Działa, ale trzeba w ostrych nawiasach pisać. To nie forum, tu HTML obowiązuje, a nie BBCode :P

      Usuń
  14. A pffffyyy! To jakaś czarnomagiczna sztuczka. ;<

    OdpowiedzUsuń
  15. Witajcie!

    Wpadłam tu przez przypadek i szczerze powiem, że nie wiem, czy istnieje więcej takich przedsięwzięć, ale to genialny pomysł. Mówię to z perspektywy "emerytowanej" z musu oceniającej i osoby niegdyś też ocenianej. Pies drapał samych oceniających, bo ciężko jest się zdystansować do siebie i, co ważniejsze, zmienić się. Wydaje mi się to przydatne dla samych ocenianych. Często spotykałam się z dziwnym brakiem zdystansowania do ocen takich i ocen zupełnie fajnych, ale subiektywnych. Mam na myśli i reagowanie zbyt emocjonalne, jak i bezrefleksyjne stosowanie się do, czasem bzdurnych, zasad. I oczywiście mam wciąż w pamięci te słynne riposty oceniających na obronę bloga: "Toczysz pianę, to tylko subiektywna krytyka". Także, wreszcie ktoś dobrał się do tego dziwnego światka ocenialni!

    Pozdrawiam serdecznie
    lel

    PS Mam nadzieję, że nie zabrzmi to jakoś samochwalczo czy wywyższająco, jednak mam wrażenie, że czasem się czepiacie błędów językowych. Po skończeniu specjalizacji korektor/redaktor i jakiejś tam praktyce w zawodzie, powiem wam, że uniknięcie WSZYSTKICH błędów jest zupełnie niemożliwe. Nad tekstami profesjonalnymi pracują czasem więcej niż dwie osoby, a jeden tekst przeważnie przechodzi co najmniej trzy korekty plus dwie redakcje (w teorii). Także, byłabym bardziej wyrozumiała dla ludzi, którzy wklejają swoje notki sami, nie mają bety i zdarzy im się jakiś przecinek źle postawiony. Ale to tylko w przypadkach dobrych tekstów xP

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie czepiamy się błędów, jeśli pojawiają się one sporadycznie - co innego, jeśli ktoś kompletnie nie zna zasad, a garnie się do poprawiania innych ;)

      Usuń
    2. Hm, może rzeczywiście. Nie znam ocen i nie znam ocenianych blogów, więc pewnie to po prostu moje mylne wrażenie. Ale i tak warto pamiętać, ze nawet najlepsi nie są perfekcyjni xP
      W każdym razie i tak będę tu wpadać, jeśli planujecie kolejne rozdanie karnych kaktusów!

      Życzę miłego dnia (-:
      lel

      Usuń
  16. Mam dziurę w musku.
    Ta ocena to jakiś schorowany pijacki bełkot, która umocniła mnie w jednym: "won od shiibuyi!".
    Doceniam "kaktusa". To musiał być dla was prawdziwy sport ekstremalny.

    // *jedyne, co ogarnęła, to słowa analizatorek*

    OdpowiedzUsuń
  17. *szuka czegoś o pozwach* heeej, kaktus bez składania pozwów to nie kaktus! Stanowczo rządam poprawy!
    Przy okazji poczytałam mortha i nie jestem pewna, co mam o tym myśleć...
    Jadziek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pardon, ze bez polskich znakow, ale pisze z telefonu :(
      tym razem to my bedziemy skladac pozew za duzy uszczerbek na zdrowiu psychicznym po czytaniu takich ocenkuf :P

      Usuń
    2. Chodziło mi o to, że przeczytałam resztę jego ocen na shiibuya, a nie samego mortha... Chociaż to też mogłoby być dość interesujące...
      Wciąż Jadzia

      Usuń
    3. Jakiś element pozwów jest. W ostateczności mogę to uznać ;)
      I nie chwal się, ja też piszę z telefonu, a mam polskie znaki ;)

      Usuń
    4. tez mam, ale moja autokorekta wyczynia wtedy cuda ;)
      pisanie z telefonu jest dla mnie raczej klopotem, bo po burzy w moim miescie nie ma internetuf, ergo nie dziala mi modem, wiec jestem zmuszona korzystac z powolnego internetu mobilnego w telefonie :( zycie boli

      Usuń
  18. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. spamowi mowimy nie! :(

      Usuń
  19. Kiedy ciąg dalszy? :D

    OdpowiedzUsuń
  20. Przemyślenia pana oceniającego chwyciły mnie za serce. Żelaznym chwytem.
    A maskotka na blogu zaiste zacna :D


    Maryboo

    OdpowiedzUsuń
  21. Jeej! Ten blog jednak żyje! A już traciłam nadzieję, co można chyba stwierdzić, po szybkości mojego komentarza ;)
    Wasze połączenie sił również mnie cieszy, bo również analizy die_Kreatur na jej wcześniejszym blogu z przyjemnością czytałam.
    Tak więc powodzenia życzę i do następnego ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Kreaturka napisała "Droczy czytelnicy, co sądzicie?"
    Powinno być "Drodzy", czy to specjalnie, że niby czytelnicy się z Wami droczą?

    OdpowiedzUsuń
  23. Panie drogie :(
    Bo zaraz miesiąc minie, i co wtedy?

    OdpowiedzUsuń
  24. A ja lubię Mortha. Jest bardzo miły.

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

Obrazek dostałam od Mewtiny. Obsługiwane przez usługę Blogger.